Reklamacja tylko z paragonem ?

Udowodnienie kupna towaru reklamowanego.

 

Jestem w sklepie, w którym wcześniej kupiono dla mnie portfel, tak na prezent. Niestety okazało się, że portfel ma wadę fizyczną, a konkretnie pruje się szew. Tak na marginesie, to zauważyłem dziurę w portfelu, gdy w czasie robienia zakupów, wyleciały mi wszystkie drobniaki. Muszę od razu dodać, że szew zaczął się pruć dwa dni od zakupu. To była przesada.
Więc jestem w sklepie i proszę sprzedawcę, aby przyjął ode mnie reklamację. Sprzedawca był bardzo grzeczny i zaczął w ten sposób: "Poproszę paragon zakupu portfela". Odpowiedziałem, że nie mam, bo portfel jest prezentem, ale na pewno był kupiony tutaj tj. w sklepie tzw. "firmowym". Sprzedawca potwierdził fakt zakupu portfela w sklepie, jednakże znowu grzecznie, tak jak był chyba nauczony, odpowiedział: "Poproszę paragon, bo inaczej nie przyjmę reklamacji". 

Nie można odmówić przyjęcia reklamacji.

Tak nie można, pomyślałem. Czym innym jest prawo do polemiki, kwestionowania słuszności samej reklamacji, a czym innym jest odmowa przyjęcia reklamacji. W tym momencie poprosiłem również grzecznie o przyjęcie reklamacji. Jednocześnie pozwoliłem sobie wyjaśnić, że istnieje obowiązek przyjęcia reklamacji. W związku z tym poprosiłem o druk. Dostrzegając moją stanowczość, sprzedawca wręczył mi druk reklamacji i następnie (chyba nie mógł już wytrzymać) odpowiedział, a właściwie grzecznie zakomunikował: "I tak reklamacja zostanie rozpatrzona negatywnie". Po prostu nie wiem dlaczego, co mnie podkusiło, ale zapytałem: "dlaczego ?".

 

Bez paragonu reklamacji nie uwzględnia się.

Odpowiedź brzmiała, jak z zamierzchłych czasów. Tym razem sprzedawca użył następującego zaklęcia: "Bez paragonu reklamacji nie uwzględnia się". Mała dygresja. Istnieje jeszcze jedno zaklęcie, które jednak używane jest coraz rzadziej. Brzmi ono tak: "Po odejściu od kasy reklamacji nie uwzględnia się". 

Postanowiłem szybko wyjaśnić, że przepisy prawa nie przewidują czegoś takiego. Paragon nie jest warunkiem koniecznym ani uwzględnienia reklamacji, ani tym bardziej jej rozpatrzenia. Oczywiście nie zrobiło to większego wrażenia na sprzedawcy.

 

Domniemanie istnienia wady w chwili wydania towaru.

Z całą pewnością warto podkreślić, że w myśl art. 4 ust. 1 ustawy z dnia 27 lipca 2002 r. o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej oraz o zmianie Kodeksu cywilnego "sprzedawca odpowiada wobec kupującego, jeżeli towar konsumpcyjny w chwili jego wydania jest niezgodny z umową; w przypadku stwierdzenia niezgodności przed upływem sześciu miesięcy od wydania towaru domniemywa się, że istniała ona w chwili wydania."
Oznacza to, że w razie zgłoszenia wady - w przypadku sprzedaży konsumenckiej, a o taką chodziło - przed upływem sześciu miesięcy od wydania towaru nie trzeba udowadniać, że wada powstała przed wydaniem towaru, a zatem w czasie, gdyż towar znajdował się u sprzedawcy.

Czym innym jednak jest udowodnienie w razie ewentualnego procesu, że towar został kupiony u danego sprzedawcy. To stało się problemem w tym przypadku. Ciekawe, ale jednocześnie przerażające jest to, że sprzedawca nie przeczył, że towar był kupiony u niego. Jednakże odmawiając reklamacji dawał do zrozumienia, że w razie ewentualnego procesu będzie kwestionował, iż towar był kupiony u niego oraz podnosił, że brak na to dowodów. 

 

Dowodzenie zakupu towaru.

Stanowczo trzeba podkreślić, że można dowodzić fakt kupna towaru u danego sprzedawcy jakimkolwiek dopuszczanym dowodem. Oznacza to, że nie musi to być paragon, choć to zapewne ułatwia sprawę. Z drugiej strony można też zauważyć, że zdarza się, iż paragon blaknie po jakimś czasie, nawet zanim zakończy się okres gwarancji. Niektórzy proponują, aby - zaraz po kupieniu towaru - skserować taki paragon. Komu jednak chce się coś takiego robić.

Warto pamiętać, że fakt kupna towaru można udowodnić zeznaniami świadka, czy choćby przesłuchaniem stron procesu, tj. np. kupującego. 

Finał 

W moim przypadku sytuacja była nieciekawa, gdyż był to prezent. Paragonu po prostu nie było. Został wyrzucony. Jednakże nie chciałem tak tego zostawić. Wypróbowałem stary prosty sposób. Poinformowałem sprzedawcę, że kupujący dysponuje wyciągiem z karty bankowej, którą zapłacono za feralny portfel. Sprzedawca choć zaskoczony załapał temat i poprosił swojego przełożonego, który jednak stwierdził, że nie ma pewności, iż kwota widniejąca na wyciągu odnosi się do zakupionego portfela. Taki zabieg można od razu potraktować, jako nietrafny. Gdyby bowiem uznać, że kwota widniejąca na przelewie została przekazana sprzedawcy bez żadnego tytułu prawnego, to po prostu można by było zażądać zwrotu tej kwoty, jako bezpodstawnie przelanej i jednocześnie zachować feralny portfel. Po takim wyjaśnieniu sprzedawca podarł druk reklamacji i wymienił portfel na nowy. 

Podsumowanie

Morał z tego taki, że należy - w razie wady - zawsze reklamować towar i to wbrew przeciwnościom. Potem należy zadbać o ewentualne dowody. W razie braku paragonu można zawnioskować świadków, czy choćby wnioskować o przesłuchanie samego siebie. Fajnym rozwiązaniem jest dowód w postaci wyciągu z karty bankowej, którą płacono za towar. Z tego względu nie jest wcale złym rozwiązaniem, aby droższe towary kupować przy użyciu kart bankowych, np. debetowych, kredytowych. Dzięki temu możemy w każdym momencie uzyskać dowód zakupu towaru. Wyciąg bankowy nawet jeśli wyblaknie, będzie można jeszcze raz, i jeszcze raz wydrukować ze strony banku.

6 komentarzy:

  1. Witam,

    Miałem podobną sytuację. W moim przypadku co prawda zakupu dokonałem sam ale paragonu nie miałem. W sklepie odmówiono przyjęcia reklamacji. Po bojach dostałem formularz który wypełniłem po czym odmówiono jego przyjęcia "bo nie ma wypełnionego pola dowód zakupu". W związku z powyższym udałem się do dyrekcji centrum handlowego aby uzyskać "dane podmiotu prowadzącego sklep i numer lokalu w galerii". Uzbrojony w te dane pojechałem na pocztę wysłać buty i reklamacje. Oczywiście wpieniony do reklamacji dopisałem żądanie zwrotu kosztów przesyłki.

    Po dwóch tygodniach dostałem paczkę z naprawionymi butami, gotówką i przeprosinami. Pismo mam do tej pory i okazuje przy różnych okazjach towarzyskich gościom którzy nie wierzą że bez paragonu się da.

    Po tej sprawie miałem jeszcze dwie reklamacje bezparagonowe ale w mniej dramatycznych okolicznościach.

    W opisywanej reklamacji jedynym dowodem na zakup było moje oświadczenie. W pozostałych przypadkach określenie dnia w którym dokonano zakupu.

    Ciekawy blog - trafiłem tu z Sub-iudice

    OdpowiedzUsuń
  2. Brawo za upór i skuteczność. Co więcej, podany przykład to potwierdzenie tezy, że zawsze jest jakiś dowód, choćby z przesłuchania stron procesu. Nie ma co ulegać mitom, że moje zeznania albo 1 świadka nic nie znaczą.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam,
    Muszę przyznać Panie Sędzio, że bardzo ciekawy artykuł :-). A wielokrotnie miałem już przypadek, że chciałem coś reklamować a paragon zwyczajnie gdzieś mi się zapodział i odpuściłem sprawę, bo wszędzie się wmawia ludziom, że bez tego w ogóle nie ma co podchodzić do tematu. Teraz już niczego nie popuszczę:), a jeśli nie da rady to pozwę do sądu :).
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się, że fakt zakupu produktu w danym sklepie można dowodzić w każdy sposób, nie tylko za pomocą paragonu (na przykład - pośrednio - przez dowód transakcji kartą), ale:
    1) Nie zgodzę się z wnioskowaniem, że skoro portfel był do kupienia tylko w tym sklepie firmowym, to został tam właśnie przez reklamującego kupiony - portfel mógł kupić pośrednik i sprzedać go dalej
    2) Czy "niezgodność z umową" przechodzi na obdarowanego? Wszak roszczenie ma klient-kupujący, a nie "posiadacz" portfela.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dowodzenie nie zawsze sprowadza się do tego, że każda okoliczność i każda ewentualność, alternatywa musi być bezwzględnie udowodniona. Pozostawia się zwykle nieco miejsca domniemaniom faktycznym, ciężarowi dowodu, prawdopodobieństwu czy zasadom doświadczenia życiowego. Nie branie tego pod uwagę jest często barierą nie do przeskoczenia dla konsumentów. O tym w pewnym sensie jest ten post. Tym samym, odnośnie pkt 1 można jeszcze dodać, że np., choć w sklepie, to portfel mógł być osoby znajdującej się za ladą, która sprzedała go klientowi sklepu. Szczerze mówiąc, podobne sprawy rozpatrywałem w sądzie gospodarczym. Tutaj trzeba przyjąć pewne domniemanie, zdrowy rozsądek i ciężarem dowodzenia niecodziennej okoliczności obciążyć pozwanego. W naszym przypadku istnieje zawsze dowód z przesłuchania kupującego. Co do pkt 2, to można mieć pewne obawy, choć tak - ad hoc - mamy do czynienia z darowizną, a zatem wchodzi w grę art. 510 k.c. Krótko mówiąc, obdarowany wchodzi w buty konsumenta i może tyle co on.

      Usuń