Wyrok sądu spod prysznica. Co oznacza, że sąd odracza ogłoszenie wyroku ?

Niespodziewany krótki urlop w środku jesieni. Właśnie jestem świeżo po bieganiu. Tak na wszelki wypadek, jakby ktoś nie wiedział, ale sędziom też zdarza się biegać, grać w piłkę, pływać, uprawiać wspinaczkę skałkową itp., a nie tylko utyskiwać nad swym ciężkim losem. Co to wszystko ma wspólnego z wyrokowaniem. Okazuje się, że projektowałem wyrok w czasie biegania. Jesteś zszokowany ? Dlaczego, przecież sędzia jest przede wszystkim człowiekiem, i to dokładnie takim, jak każdy inny.  


Heureka !

Być może tak zakrzyknął nie jeden sędzia męczący się nad daną sprawą, gdy wreszcie doszedł do przekonania, jaki powinien wydać wyrok.

Pamiętam, jak pewien adwokat opisując swoje trudy i znoje, bo taki był wydźwięk artykułu, stwierdził że o sprawach klientów myśli permanentnie, zaś strategia sprawy przychodzi jemu do głowy nawet pod prysznicem. Więcej, ów adwokat stwierdził, że w przeciwieństwie do sędziów, oni, tj. adwokaci, cały czas są w pracy, gdyż wielokrotnie poza miejscem prowadzenia działalności gospodarczej obmyślają strategie procesowe, piszą pisma procesowe, itp.  

Sędzia też tak ma

Muszę przyznać, że też tak mam. Odnosi się to zwłaszcza do tych najtrudniejszych spraw. Najpierw jednak napiszę coś banalnego. Sędzia po pierwsze jest człowiekiem, a dopiero później orzecznikiem. Myślę, że właśnie nie dostrzeganie tego faktu jest częstą przyczyną niezrozumienia. Nie chodzi o współczucie. Bez przesady. Ale właśnie o brak zrozumienia.

Projektowanie wyroku nie odbywa się tylko i wyłącznie w budynku sądu. Więcej, rozważanie nad sprawą nie odbywa się tylko i wyłącznie w czasie czytania akt sprawy sądowej, czy też w czasie analizy przepisów prawa np. w domu. Na pewne rozwiązania wpada się w różnych dziwnych sytuacjach. Nie będę pisał za wszystkich sędziów, ale myślę, że ta moja przypadłość wcale nie musi być odosobniona. 

Projektowanie wyroku ma miejsce nie tyko w czasie biegania po lesie, kąpieli, ale również przed i po spaniu. O tym, jaki ma zapaść wyrok, jakie ma być uzasadnienie oraz jak wcześniej prowadzić postępowanie rozmyśla się w pracy, po pracy i przed pracą. Muszę przyznać, że niekiedy nie da się znaleźć sensownego rozwiązania, jeśli nie w czasie tzw. pory relaksu. 

Odroczenie ogłoszenia wyroku

Obawiam się również, że konsekwencją decyzji podjętej w myśl art. 326 k.p.c. przewidującego, że "w sprawie zawiłej sąd może odroczyć ogłoszenie wyroku" jest udanie się w miejsce gdzie nastąpi owo projektowanie wyroku. Prowadzenie sprawy nie kończy się bowiem po wyjściu z sądu. Myśli związane z daną sprawą nadal się kłębią w głowie. Przepisy prawa, materiał dowodowy, zeznania świadków i stron, są wciąż żywe w domu, w czasie biegania, czy pod prysznicem. Wyroku wtedy się nie wydaje, gdyż to wymaga jego wydrukowania i podpisania. Natomiast projektowanie wyroku jest w toku. 

Choćby z tego względu daleki jestem od tego, aby krytykować sędziów za to, że odraczają ogłoszenie wyroku. Dzięki temu wyrok może być dopracowany nie tylko pod względem technicznym, ale może być również lepiej umotywowany. Dzięki temu wreszcie, wyrok nie będzie podszyty nieuzasadnionymi emocjami. 

Termin publikacyjny 

Na terminie ogłoszenia wyroku zostaje wydany wyrok. Jakaż to ulga. Spada, niekiedy z wielkim hukiem, niezwykle ciężki kamień, zwłaszcza jeśli tym kamieniem była sprawa trudna, np. pięcioletnia albo sprawa, w której przepisy nie tak się ułożyły dla strony, której było po prostu żal. Jednakże, ulga trwa krótko, jak kamień wrzucany do wody. 

Momentem wybudzającym z chwilowego uśpienia jest bowiem wniosek o sporządzenie uzasadnienia wyroku i o jego doręczenie. To jednak opowieść na inny, o wiele smutniejszy, post. 

31 komentarzy:

  1. To jest powszechna przypadłość:) Chyba każdy poważnie podchodzący do swojej pracy prawnik jest jak Rocky Balboa: "It ain't over 'til it's over.":) O problemie prawnym nie da się tak po prostu przestać myśleć. Czas i miejsce nie mają znaczenia - nie zaznam spokoju dopóki nie wymyślę co należy zrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Czas i miejsce nie mają znaczenia". Nic dodać, nic ująć.

      Usuń
  2. A propos uzasadnień.
    Jak dla mnie to każda decyzja procesowa powinna być uzasadniona. Ale uzasadnienie nie powinno przybierać kształtu znanego obecnie: kilkunasto- czy kilkudziesieciostronicowej rozprawy zawierającej streszczenie wszystkich pism stron (sprawy cywilne) czy zeznań świadków (karne) plus kilka stron orzecznictwa w sprawach banalnych (np. zadośćuczynienie za złamany palec). To kompletnie bez sensu. Powinny wystarczyć rozszerzone ustne motywy rozstrzygnięcia:
    1/ sprawa sprowadzała się do...
    2/ argumentacja stron dotyczyła...
    3/ sąd dał wiarę temu, że..... , ponieważ:
    4/ zastosowanie znalazł przepis....

    Po co więcej? Niestety praktyka sądów odwoławczych idzie w zupełnie odwrotnym kierunku. Szkoda, bo uzasadnianie oczywistości to katorga i gwałt na intelekcie.


    /prok/

    OdpowiedzUsuń
  3. Zasadniczo trzeba się zgodzić z komentatorem. Są za długie i basta. Z drugiej strony, pisząc o tym, że "powinny wystarczyć rozszerzone [...] motywy rozstrzygnięcia:" dotyczące wymienionych wyżej kwestii, jednocześnie wręcz nakazuje się sędziemu, aby obszernie uzasadniał wyrok. Poza tym, osobiście jest zdania, że tylko niektóre rozstrzygnięcia powinny wymagać uzasadnienia, a nie wszystkie, zwłaszcza że zawodowi pełnomocnicy znają przepisy prawa i nie ma potrzeby wszystkiego uzasadniać np. rozstrzygnięć, które później i tak podlegają ocenie. Przykładem może być np. przyznanie wynagrodzenia biegłemu albo zwrot kosztów dla świadka, jeśli przyznaje się dokładnie kwotę, które te osoby żądały. Po co uzasadniać, skoro i tak ostateczne postanowienie o kosztach procesu będzie te koszty uwzględniało. Przykłady można mnożyć. Dzięki za celny komentarz. Odnośnie uzasadnień sądowych będę na pewno pisał szerzej i zapewne krytycznie. Dostanie się też i mi.

    OdpowiedzUsuń
  4. O uzasadnieniach takze pisze w mojej rozprawie nt kompetencji sedziego do podejmowania decyzji. Ta czesc jeszcze jest w robocie, wiec nie pisalam o niej na swoim blogu, ale tak sie sklada, ze nie dalej, jak godzine temu, serio! zastanawialam sie, jak powinno wygladac uzasadnianie orzeczen najpierw jako weryfikatora decyzji, dla samego sedziego, a nastepnie jako zrodla informacji dla strony. Rozmawialam o tym takze z sedziami w swoich wywiadach. Nie przesymulowalam jeszcze sobie tego w praktyce, ale przyszlo mi do glowy, ze uzasadnienie jako informacja dla stron powinno byc wykonywane tak: streszczenie czesci historycznej przez sedziego, a najlepiej przez asystenta. Z tym asystentem to osobna historia, bo musialby to byc asystent zawodowy, a nie przechodzacy przez sad i staly dla sedziego. Ale to na kiedy indziej. W kazdym razie: streszczenie czesci historycznej plus transkrypcja uzasadnienia wypowiedzianego na sali sadowej. Wiem, ze poczatkowo transkrypcja wyglada "dziwnie", ale gdyby sie ja zaczelo stosowac, to by sie wszyscy przyzwyczaili. I, co wazne, skonczyloby sie przeklejanie polowy LEXA czy innego Legalisa, ktore dla stron i tak nic nie wnosi, prawnikom tez niewiele daje, bo przeciez maja tego samego LEXa, w uproszczeniu mowiac, a sedzia musi stracic czas na takie przeklejanie. Mozna by do transkrypcji dorzucic liste sygnatur orzeczen, ktore pomogly w podejmowaniu decyzji i zastosowane przepisy. Spora tu rola sadow II instancji, z tego co slysze od sedziow, ktore maja takie a nie ine wymogi dotyczace uzasadnien, sprowadzajace sie niekiedy, przerysowuje, ale niebardzo, do tego, ze gdyby uzasadnienie mialo tylko 5 strn, to niezaleznie od tego, co by tam bylo napisane, nie spotkalo by sie z aprobata. To jest tak na goraco, ale zasadniczo, z prakseologicznego punktu widzenia, tak na to patrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za głos w tej kwestii. Aktualnie przymierzam się do napisania czegoś na temat uzasadnień sędziowskich. Myślę, że trudno będzie osiągnąć dwoistość uzasadnienia orzeczenia wyroku, tj. jako weryfikatora decyzji, dla samego sędziego oraz jako źródło informacji dla strony. Wynika to stąd, że nie będzie na to czasu. Jestem przekonany, że jeśli zostanie przewidziana transkrypcja, to sędziowie zamiast spontanicznych ustnych uzasadnień będą uzasadniali ustnie, w taki sposób, jak teraz je piszą. Uważam, że uzasadnień w wersji dla stron procesu nie zaakceptują instancje odwoławcze. (Pamiętam, że po około 5 latach sądy II instancji zaczęły akceptować prekluzję w sprawach gospodarczych, która z kolei została rozłożona na łopatki przez Sąd Najwyższy, zaś zlikwidowana wraz z usunięciem przepisów o postępowaniu gospodarczym). Więcej, może się okazać, że po prostu sędziowie ich nie zaakceptują, gdyż będą się obawiali II instancji. W chwili obecnej jest tak, że nawet proste uzasadnienia postanowienia o przyznaniu wynagrodzenia biegłego potrafią być uchylone, gdyż są zbyt mało precyzyjne. Brakuje czegoś takiego, jak obowiązek sądu odwoławczego nie tyle do oceny uzasadnienia wyroku sądu I instancji, co po prostu własnej oceny, czy sprawa została rozpoznana w sposób prawidłowo i skonfrontowania tego z uzasadnieniem sądu I instancji. Często jest tak, że nie ma znaczenia to czy roszczenie jest zasadne czy nie, tylko to czy uzasadnienie jest kompletne. Bez zmiany w tym zakresie, nie ma co liczyć, w mojej oczywiście ocenie, na to, aby sędziowie specjalnie przykładali się do tego, aby ich uzasadnienia spełniały podwójną funkcję. Dodam, że uzasadnienia sądów innych państw, raczej wyłącznie spełniają funkcję informującą strony, o tym dlaczego sprawa została tak, a nie inaczej rozstrzygnięta. Co do części historycznej (rozumianej, jako omówienie poszczególnych etapów procesu), to zapewne chodzi o uzasadnienia drugoinstancyjne. Uważam, że są zupełnie zbędne. To jest strata czasu sądu, sekretariatu i stron procesu. Pełnomocnicy rozpoczynają czytanie takiego uzasadnienia od wyrażenia: "sąd okręgowy zważył, co następuje". Uważam, że trzeba w ogóle zrezygnować z tego, że asystenci przygotowują uzasadnienia wyroków. Nie chodzi to, że nie potrafią ich pisać. Wręcz przeciwnie. Asystenci po prostu powinni być lepiej spożytkowani. Powinni wykonywać inne czynności, pod warunkiem że będą się pod nimi podpisywać. Powinno się im delegować konkretne obowiązki z możliwością podjęcia samodzielnej decyzji. Poza tym, to uzasadnienie wyroku wyróżnia sędziego i tak powinno zostać. Przygotowywanie uzasadnienia jest bardzo ważnym elementem ustawicznego kształcenia sędziego, i to bez względu na to, czy jest to uzasadnienie powtarzalne czy też nie. Paradoksem jest to, że sędziowie oddają uzasadnienia wyroków asystentom twierdząc np., że po co mają pisać kolejne podobne i proste uzasadnienie. Nie przeszkadza im natomiast wydawać w tym czasie 30 powtarzalnych nakazów zapłaty, czy też 40 wezwań do usunięcia braków formalnych pozwu. Ma również wrażenie, że wielu sędziów, z powodu braku czasu, zrezygnowało już dawno z przepisywania i wklejania tekstów z LEX'a, czy Legalis'a. Chciałbym też dodać, że niezależnie od różnicy zdań, bardzo dobrze by było, aby w ogóle ruszyła poważna dyskusja na temat samego uzasadniania wyroków. Warto na koniec nadmienić, że są też zdania przeciwne. Przykładowo prof. M. Zieliński jest zdania, że uzasadnienie prawne wyroku powinno opisać cały proces odkodowywania normy prawnej z przepisów prawa i tak odkodowana norma prawna winna być szczegółowa uzasadniona. Nadto, w jego ocenie język prawny jest i tak dla prawników, więc nie ma co się łudzić, że społeczeństwo to zrozumie. Myślę, że wypadkowa ostatniego poglądu praz dotychczasowej praktyki jest aktualna w obecnych uzasadnieniach. Co zresztą wywołuje mój nieustanny smutek :-)

      Usuń
  5. Oczywiscie numerow przepisow, a nie calych przepisow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, jak przestrzegano mnie na aplikacji, że nie przystoi sędziemu, aby powoływać same numery przepisów w zakresie uzasadniania kosztów procesu. Nawet nie pytałem co by było, gdybym przytoczył sam przepis bez jego cytowania w części dotyczącej uzasadnienia roszczenia głównego. Obecnie, jeśli nie ma to większego znaczenia, faktycznie przywołuję przepis prawa, ale tylko dlatego, że uważam, iż ważniejsze jest przywołanie, jak dany przepis został zinterpretowany w kontekście danego stanu faktycznego. Na razie krzywda mi się nie stała.

      Usuń
    2. Moim zdaniem uzasadnienia są rozbudowane ponad miarę. Czasami sprawiają wręcz wrażenie, że autorowi przyświeca tylko cel, żeby uzasadnienie było jak najdłuższe. Nie potrafię bowiem inaczej zrozumieć przepisywania pism procesowych stron w części historycznej, ani przytaczania cytatów z literatury i orzecznictwa na uzasadnienie rzeczy oczywistych.

      Dla mnie idealne uzasadnienie sprowadzałoby się do przedstawienia o co wnosiły strony, ewentualnych modyfikacji żądań, przytoczenia poszczególnych faktów ustalonych przez sąd, wraz ze wskazaniem dowodów, omówienia dowodów, którym sąd nie dał wiary oraz wskazania zastosowanych przepisów. Zastosowanie konkretnych przepisów znajduje wszak uzasadnienie w ustalonych faktach, a nie w komentarzach do danego przepisu. Powoływanie się na piśmiennictwo i orzeczenia powinno zostać ograniczone do sytuacji, gdy w danej sytuacji istniał wybór pomiędzy kilkoma możliwościami wykładni.

      Sąd ma być sądem, a nie jakąś trzecią stroną, która bierze udział w nowym procesie, prowadzonym przed sądem odwoławczym. Niestety aktualnie tak to wygląda, dlatego do uzasadnień można odnieść wszystkie zarzuty, jakie podnosi się pod adresem pism pełnomocników. Często pisząc uzasadnienie w ten sposób można osiągnąć efekt odwrotny od zamierzonego - czym dłuższe uzasadnienie tym więcej można wyszukać luk w rozumowaniu, sprzeczności pomiędzy różnymi częściami uzasadnienia itp.

      Pisanie uzasadnień przez asystentów, a jednocześnie obciążanie sędziów obowiązkami typowo biurokratycznymi uważam za chorą sytuację. Uzasadnianie orzeczeń jest moim zdaniem kwintesencją pracy sędziego - jest werbalizacją jego osądu sprawy, ilustracją procesu myślowego, który doprowadził go do poglądu, że właśnie takie rozstrzygnięcie jest sprawiedliwe. Niestety niektórzy sędziowie sprawiają wrażenie jakby największą niedogodnością ich pracy było właśnie pisanie uzasadnień i postulują ograniczenie tego obowiązku. Niestety znaczna część nowelizacji k.p.c. pokazuje, że poszukując odciążenia od nadmiaru obowiązków prędzej osiągną ten cel kosztem praw stron, niż poprzez redukcję zadań, które nie mają wiele wspólnego z wymierzaniem sprawiedliwości.

      Usuń
    3. Zasadniczo tak powinno być. Napiszę troszeczkę złośliwie. Umieszczając to wszystko co jest konieczne i tak uzasadnienie - nawet w prostej sprawie - będzie całkiem obszerne. Osobiście redukuję co się tylko da. Przykład: "po ostatecznym sprecyzowaniu pozwu, powód wniósł o zasądzenie na swoją rzecz od pozwanego kwotę 500 zł z tytułu szkody". Jednak nie zawsze jest to akceptowane. W tym względzie długa droga do korzeni (por. orzeczenia SN z lat osiemdziesiątych z obecnymi).

      Usuń
    4. Może być całkiem obszernie, byle bez rzeczy zbędnych:) Powyższy przykład dla mnie jest jak najbardziej w porządku i chciałbym takie rzeczy oglądać w uzasadnieniach.

      Usuń
    5. Przyjdzie jeszcze taki czas. Jeśli sędziowie sami się tego nie nauczą, to Ministerstwo pomoże dając więcej spraw:-)

      Usuń
  6. "Sędzia po pierwsze jest człowiekiem, a dopiero później orzecznikiem."

    A ja wolałbym, żeby było na odwrót. Człowiek jest omylny....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bym wolał. Ale wtedy nie byłoby potrzeba II instancji :-)

      Usuń
    2. Źle mnie Pan zrozumiał, ja oczekuję od Sądu obiektywnego wyroku, stąd bycie orzecznikiem stawiam na pierwszym miejscu, Sąd to sąd, a nie człowiek, człowiekiem może sobie być poza sądem...

      Usuń
    3. Z regulacji oraz etyki wynika, że sędzia - choć bez uprawnień i bez orzekania - jest nadal sędzią poza sądem. Skoro nie da się być tylko sędzią, więc nie da się tych sfer rozdzielić. Poza tym, to konkretny człowiek, który pełni funjcję sędziego, jest albo obiektywny albo nie.

      Usuń
  7. Ano właśnie. Sędzia jest sędzią także poza sądem, co oznacza, że powinien się zachowywać nadal godnie, stosownie do piastowanego urzędu i danej mu władzy. Stąd pewne ograniczenia związane z tym zawodem. Proszę nie brać tego do siebie, ale sędzia biegający po publicznym parku w dresie, czy pływający na publicznym basenie.... nie, po prostu nie. Sam Pan napisał, że sędzią jest się również po pracy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to albo zacznę biegać w todze i łańcuchu albo strasznie przytyję. Co wybrać ?

      Usuń
    2. Brakuje tu najprostszego wariantu: mniej jeść :)
      Albo ćwiczyć w domu...

      Usuń
    3. Nie napisałem, że wcale nie jeść (i się zagłodzić), tylko jeść "mniej" :)
      Szczególnie słodyczy...

      Usuń
  8. A czy sędzia powinien się angażować emocjonalnie w sprawy, w których orzeka? Czy jest wtedy obiektywny? Czy sędziom zdarza się np. płakać podczas rozprawy gdy rzecz dotyczy np. znęcania się nad dzieckiem, a przy tym sędzia ma dzieci? Jak długo przeżywa się takie sprawy? Śnią się one później? Czy miał Pan Sędzia takie sprawy, przez które nie mógł spać po nocach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sędzia nie może angażować się emocjonalnie w sprawy, w których orzeka w sposób uniemożliwiający orzekanie. Mógłby być wtedy nieobiektywny. Myślę jednak, że emocje są, ale nie mogą być okazywane na zewnątrz. Myślę, że ważne jest to, aby emocje były tylko elementem ubocznym postępowania. Aby nie brały góry nad rozsądkiem, obiektywizmem i profesjonalizmem. Nie można na pewno dopuścić do dekompensacji. Trzeba też pamiętać, że doświadczenie, wielość spraw podobnych (w tym o znęcanie) daje możliwość uodpornienia się na złe emocje. Nie zdarzyło mi się płakać podczas rozprawy, ale wydaje mi się, że miałem wilgotne oczy. Pamiętam, jak się we mnie buzowało, gdy prowadziłem sprawę o eksmisję przeciwko stronie pozwanej chorej nieuleczalnie, która naprawdę nie mogła zapobiec procesowi. Na rozprawie był też pełnomocnik strony powodowej, po którym również było widać, że to przeżywał. Takich spraw nie zapomina się nigdy. Po wyroku, z czasem opadają emocje. Ale pamięć o takiej sprawie jest później częścią tego, co nazywa się doświadczeniem. A poza tym, mam krótkie spanie i nie żaden sen nie może się rozwinąć :-)

      Usuń
    2. Myślę, że to też zależy od charakteru - jeden sędzia będzie bardzo przeżywał, inny mniej, podobną sprawę. Znam jednak opowieści policjantów, którzy opowiadają, jak niektóre zdarzenia wracają do nich w postaci nocnych koszmarów. A bezsenność jest chyba wpisana w zawód policjanta, czy sędziego.

      Usuń
    3. Coś w tym jest. Uważam jednak, że pod tym względem policjanci mają gorzej od sędziów cywilistów. Są na pierwszej linii, więcej stresu, więcej agresji wobec nich w trakcie interwencji.

      Usuń
  9. Pisze Pan Sędzia, że Sąd jest człowiekiem. Interesuje mnie, jak wygląda życie towarzyskie sędziów, czy są jakieś ograniczenia, np. nie wolno chodzić do pubu, na mecze, itp. I czy zdarzyła się Panu, albo komuś z Pana kolegów, jakaś niemiła sytuacja poza sądem (np. w sklepie, na ulicy), związana z prowadzoną sprawą? A nawet jeśli nie, to czy czuje się Pan Sędzia do końca komfortowo, np. w restauracji, w obawie aby się nie zetknąć z kimś ze świadków albo stron?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życie towarzyskie sędziów zasadniczo nie podlega ograniczeniom, tj. można chodzić do restauracji, pubu, czy na mecze, choć należy mieć na uwadze to, iż niektórych miejsc należy unikać. Warto podkreślić, że istotne jest zachowanie sędziego poza służbą. Sędzia bowiem nie może żadnym swoim zachowaniem stwarzać nawet pozorów nierespektowania porządku prawnego. Uważam też, że powinno się też unikać miejsc, czy sytuacji, w których istnieje prawdopodobieństwo naruszania porządku prawnego. Nie słyszałem o jakiejś przykrej sprawie, która by spotkała innego sędziego np. w sklepie w związku z prowadzoną sprawą. Nie czuję skrępowany w restauracji, choćby z tego względu że nie powołuję się na to, że jestem sędzią i nie oczekuję, że spotkam np. świadka. Nie zdarzyło mi się spotkać poza sądem osób, które wcześniej widziałem w sądzie. Poza tym, prawdopodobnie takiej osoby bym i tak nie rozpoznał z uwagi na znaczną ilość spraw rozpoznawanych.

      Usuń
    2. A na basen, to sędzia może chodzić? :)
      Coś w tym jest. Mam w kręgu bliskich znajomych prokuratora. Co prawda, pochodzi on z małej miejscowości, prawie wszyscy wszystkich znają, i ryzyko spotkania strony jest dużo wyższe. I tak. Nie chodzi on do restauracji, ani do pubu, nie mówiąc już o otwartych imprezach typu mecze. Mało tego, nie chodzi też ani na siłownię, ani na basen właśnie. Nie dlatego, że nie lubi, ale dlatego, że nie chce spotkać niepożądanej osoby, nie chce by go ktoś nagrał i tym nagraniem szantażował, itp. No nigdy nie wiadomo, co komu do głowy przyjdzie. Aha, będąc w sądzie, stara się unikać ogólnodostępnej stołówki, bo raz miał przypadek, że ktoś go tam nagabywał. Moim zdaniem, w sądach powinny być osobne stołówki dla pracowników (ub chociaż wydzielona część), gdzie można w spokoju zjeść obiad czy wypić kawę, bez stresu, że do stolika dosiędzie się ktoś ze stron czy świadków.

      Usuń
  10. Wspaniały blog! Wpis już stary, ale wyświetla się jako najpopularniejszy.
    Panie Sędzio, a oto co kiedyś znalazłam: http://staropolscy.pl/bartlomiej-groicki/ten-postepek-wybran-jest/sedziowie-maja-sadzic-trzezwo-bedac-nie-jedzac-ani-pijac
    Jak Pan to rozumie? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwne, sprawdzałam, działa... trzeba tylko skopiować w wyszukiwarkę.

      Usuń