Mediacja ma swój dzień. 3 warunki rozpoczęcia mediacji.



Jak to się stało, że z około setki spraw gospodarczych skierowanych przeze mnie do mediacji żadna nie zakończyła się ugodą zawartą przed mediatorem. Z przesłanych protokołów z przebiegu mediacji można było wyczytać jedną złotą zasadę: "strony procesu nie chcą nawet przystąpić do mediacji". 
Z tego względu wolałbym, aby nie mówić i nie pisać o tym, że mediacja jest świetna, korzystna dla stron, lepsza niż proces. 
Po prostu należy wskazać konkretne propozycje zachęcające do tego, aby mediacje w ogóle się rozpoczęły. 

Korzyści z mediacji

Wszędzie, gdzie nie spojrzeć wszyscy zachwalają mediację. Podczas gdy nie ma sensu skupiać się nad reklamą samej mediacji. Tak samo nie ma sensu przekonywać, że należy się odżywiać, aby żyć. Rozsądni ludzie skupiają się raczej na tym, aby przekonywać, jak i co jeść, aby żyć zdrowo. Z tego względu apeluję w tym ważnym dla mediacji dniu, aby skupić sę nad tym, w jaki sposób uczynić z mediacji instytucję prowadzącą do zakończenia sporu. Więcej, trzeba się skupić nad tym, co zrobić, aby mediacja w ogóle się zaczęła.

Reguła SSP

Chciałbym się skupić tylko na jednej kwestii bez której wszystkie regulacje, nowelizacje nie będą miały żadnego znaczenia i nie doprowadzą do żadnej poprawy sytuacji.Trzeba dążyć do wdrożenia reguły SSP głoszącej, że aby doszło w ogóle do mediacji muszą tego chcieć: sędzia, strony i ich pełnomocnicy. Są to jednocześnie trzy warunki rozpoczęcia mediacji inspirowanej przez sąd.

Znikome chciejstwo sędziów

Uważam, że istnieje pewnego rodzaju sprzeczność. Choć sędziowie chętnie widzieliby zakończenie sprawy ugodą, to jednak nie dostrzegają sensu, aby kierować strony do mediacji. Tutaj można zapewne wymienić wiele przyczyn tej sytuacji. 

Po pierwsze, jedną z głównych przyczyn jest brak wiary w to, że mediacja zakończy się ugodą. W związku z tym, sędziowie nie chcą podjąć nawet próby skierowania sprawy do mediacji. Po drugie, istnieje obawa, że nieskuteczna mediacja tylko wydłuży postępowanie sądowe. Po trzecie, skoro mediacja jest nieskuteczna, to po co dokonywać dodatkowych, zbędnych czynności związanych z wydaniem postanowienia, wyborem mediatora, a także po co w ogóle obciążać mediacją sekretariat. Po czwarte, brak przykładu ze strony sądów wyższych instancji w kierowaniu spraw do mediacji. Po piąte, tzw. prostych spraw sędziowie raczej nie skierują do mediacji, bo przecież taką sprawę szybko i łatwo można rozpoznać. Po szóste, brak zaangażowania sędziów do przeprowadzenia mediacji. 

Zatrzymam się nieco w tym punkcie. Nie rozumiem dlaczego sędziowie zostali wyłączeni od mediacji. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby właśnie sędzia znający charakter danych spraw i nieprowadzący sprawy, w której ma nastąpić mediacja, mógł skłonić strony sporu do zawarcia ugody. Taki sędzia-mediator mógłby bardziej zaangażować się w proces mediacyjny, niż to np. jest w przypadku postępowań pojednawczych. Taki sędzia-mediator nie musiałby się obawiać, że powie za dużo, że np. w ramach technik mediacyjnych będzie analizował szanse danej strony w ewentualnym procesie. Nie sposób czegoś takiego robić w ramach nakłania stron do zawarcia ugody w już toczącym się procesie. 

Pamiętam szkolenie, na którym podawano przykład z Niemiec, gdzie sędziowie sami zorganizowali mediację, na którą zaprosili strony przyszłego procesu. Nikt z tego nie robił żadnych problemów. Sama mediacja nie toczyła się w sali sądowej, lecz w specjalnym, przyjaznym pomieszczeniu, no i jednak w bezpiecznym dla stron procesu miejscu. 

Myślę, że takie rozwiązanie skłoniłoby sędziów do tego, aby zachęcać strony do zawarcia ugody, gdyż wiedzieliby, że każda taka ugoda zmniejsza sprawy w danym wydziale. Jeśli widać cel, to łatwiej zadbać o jego osiągnięcie. 

Brak woli stron procesu

Kolejną barierą jest brak woli zawarcia ugody przez strony procesu. Myślę, że możliwość prowadzenia mediacji przez sędziów albo przez mediatorów, ale w budynku sądu, mogłaby w wielu przypadkach odblokować strony procesu. 

Proszę sobie wyobrazić sytuację, w której strony procesu przychodzą na pierwszą rozprawę, na której sędzia nie wydaje postanowienia o skierowaniu do mediacji i odracza termin rozprawy, tylko proponuje mediację i zaprasza strony od razu do innego pomieszczenia, gdzie czeka na nich sędzia albo mediator gotowy przeprowadzić mediację. Obecnie jest tak, że jak strony dowiedzą się o tym, że wydano postanowienie, albo na posiedzeniu niejawnym albo na rozprawie, o skierowaniu stron do mediacji, to od razu się buntują, gdyż według nich jest to tylko odwleczenie sprawy. 

Trzeba również coś zaoferować stronom procesu. Myślę, że trzeba pójść krok dalej i uznać, że mediacja nie powinna generować żadnych opłat sądowych. To byłaby zachęta, zwłaszcza w sprawach gospodarczych. Trzeba stronom procesu stworzyć ułatwienia w mediacji. Żaden etap mediacji nie powinien być "otogowany" tzn. powinno się zrezygnować z całej tej otoczki sądowej. Posiedzenie mediacyjne powinno się odbywać w bardziej przyjaznych, nieprocesowych warunkach bez żadnych tóg. Wszystko powinno skłaniać do ugody, tj. od ubioru po obrazek na ścianie. Strona, która idzie do Sądu nie myśli o ugodzie. Skoro w ogóle trafiła do sądu, to zwykle już wcześniej wyczerpała wszystkie możliwości i jest na tyle zdesperowana oraz zdecydowana na proces, że samo wypowiedzenie słowa "ugoda" wywołuje u niej co najmniej rozdrażnienie. 

Pełnomocnicy stron nie mają żadnego interesu

Sam byłem świadkiem, jak strony procesu uważnie słuchały o możliwości zawarcia ugody, gdy nagle wstał pełnomocnik i stwierdził, że jego klient nie chce ugody. 

Trzeba też odnotować, że pełnomocnicy nie chcą nawet myśleć o mediacji w tzw. prostych sprawach, np. gdy strona przeciwna uznaje roszczenie, gdy strona przeciwna powołuje się na brak środków finansowych, choć jednocześnie wnioskuje świadków, co może wydłużyć postępowanie. Nie dostrzega się więc, innych celów mediacji, tj. szybkości postępowania. W przypadku pełnomocnika nie ma to znaczenia, gdyż jego celem jest wygranie sprawy, zwłaszcza prostej, gdyż z tym wiążą się koszty zastępstwa procesowego.

I to mogłoby być na tyle. Nie jest to krytyka pod adresem pełnomocników, którzy przecież wcześniej uzyskali zaufanie swoich klientów. Jest to jednak stwierdzenie faktu. Bez zmiany tego elementu nie ma mowy o mediacji. 

Puenta

Bez realizacji wskazanych wyżej warunków nadal będziemy jedynie czytać o tym, jak dobra jest mediacja.

4 komentarze:

  1. A propozycja kierowania spraw z rozprawy, gdy w budynku sądu przygotowane jest pomieszczenie oraz mediator do pracy jest bardzo dobra. Jużdwa lata temu prezentowaliśmy ten pomysł Sędziemu Koordynatorowi Mediacji w Krakowie. Wtedy było za wcześnie - ale może teraz sędziowski autorytet skłoni czytelników-decydentów do zastanowienia. To dobry pomysł

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło usłyszeć coś takiego. Kiedyś w budynku sądu byli notariusze, teraz są kuratorzy dlaczego nie ma mediatorów ?

      Usuń
  2. A może po prostu warto kierować sprawy do mediacji do mediatorów - czyli osób wykształconych, rekomendowanych przez organizację, która daje mediatorowi rękojmię oraz gwarancję na mediację

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z tym. Kieruje się sprawy do profesjonalnych mediatorów. Jednak musi być szansa na spełnienie 3 warunków. Z tym jest problem.

      Usuń