Strony nie zawierają ugody, choć z opinii biegłego wynika rozwiązanie sprawy.

Klasyczna sprawa o odszkodowanie odpowiadające kosztom naprawy pojazdu uszkodzonego. Od razu wiadomo, że spór będzie się koncentrował wokół ustalenia wysokości kosztów naprawy uszkodzonego samochodu. Każda ze stron procesu dysponuje nawet swoimi ekspertyzami, które oczywiście są rozbieżne. Obie strony, co również zrozumiałe, wnoszą o powołanie biegłego sądowego. Czy wydana opinia może w ogóle skłonić strony do zawarcia ugody? Co zrobić, aby tak się stało?


Wybór biegłego sądowego 

Trzeba odnotować, że procedura cywilna przewiduje konieczność zapytania stron procesu o ich sugestie co do ilości biegłych, czy konkretnego biegłego, który miałby wydać opinię w sprawie. Strony procesu mogą zatem zaproponować takiego biegłego, z którego opinią chciałyby się liczyć.  

Najczęściej jednak jest tak, że ani strony procesu, ani pełnomocnicy nie wskazują biegłego, który miałby wydać opinię. Niekiedy zdarza się, że pełnomocnik wskazuje jaki biegły - w jego ocenie - nie powinien wydawać opinii sądowej. Zazwyczaj pełnomocnicy stron ograniczają się do stwierdzenia, aby opinię wydał biegły z listy biegłych. Co ciekawe, nie spotkałem się z tym, aby któryś z pełnomocników zakwestionował biegłego wymienionego już w postanowieniu dowodowym. 

Oczywiście brak sugestii co do biegłego nie wpływa na samą możliwość późniejszego kwestionowania wydanej w sprawie opinii przez biegłego wyznaczonego przez sąd. 

Opinia sądowa

W tego typu sprawach, to opinia biegłego sądowego będzie miała decydujące znaczenie dla rozstrzygnięcia sprawy. Nikomu, a zwłaszcza zawodowym pełnomocnikom, nie ma potrzeby tego wyjaśniać. 

Nie budzi wątpliwości i to, że ekspertyzy przedłożone do akt sprawy przez pełnomocników odejdą w zapomnienie zaraz po wydaniu opinii przez biegłego sądowego. Nie będą one miały żadnego znaczenia, zwłaszcza wtedy, gdy opinia biegłego sądowego będzie prawidłowa i rzetelna. 

Nie da się też ukryć, że pełnomocnik strony, dla której opina biegłego będzie niekorzystna, czuje się wręcz w obowiązku, aby zakwestionować taką opinię. Nawet jeśli opinia będzie rewelacyjna, rzetelna, tak że mucha nie siada, to i tak pełnomocnik będzie ją kwestionował. Niekiedy dochodzi do tego, że "wymyśla się" tak dziwaczne zarzuty, że nawet biegły sądowy nie wie, jak na nie odpowiedzieć. To wcale nie zniechęca pełnomocnika. Wręcz przeciwnie. Działa to, jak płachta na byka w tym sensie, że pełnomocnik zaczyna drążyć temat i ostatecznie nawet wnosi o zmianę biegłego. 

Ugoda sądowa

Niekiedy jest tak, że wnioski opinii wskazują na to, iż żadna ze stron nie może być uznana za jednoznacznego "zwycięzcę" procesu. Jest tak na przykład wtedy, gdy powód żąda 10.000 zł, zaś według opinii należy się jemu 6.000 zł. W takich sytuacjach zadziwiające jest to, że opinia, jakby niczego nie wnosiła do sporu między stronami procesu i ich pełnomocnikami. Wtedy opinia stanowi tylko jeden z dowodów, który należy jakoś zakwestionować. 

Wówczas dziwi mnie dlaczego, jasna, klarowna, rzetelna opinia nie skłoni stron procesu i pełnomocników stron do zawarcia ugody. Przecież nie potrzebują wyroku i jego uzasadnienia, aby się dowiedzieć, że opinia była prawidłowa i zasadniczo przesądziła spór. 

Można inaczej 

Znajomy, który występował przez Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości otrzymał od sądu propozycję zawarcia ugody na konkretnych warunkach. Był tym wręcz "zszokowany". Nastąpiło to jeszcze  zanim proces się rozkręcił. 

W Polsce nawet wydanie opinii przez biegłego sądowego zazwyczaj nie skłoni stron procesu do zawarcia ugody. Prędzej zawnioskują o uzupełnienie opinii albo o wyznaczenie nowego biegłego sądowego. Nie będzie miało znaczenia to czy opinia jest jasna, rzetelna i prawidłowa. Ważne będzie dla kogo jest korzystniejsza. 

Skutki 

Prawda jest taka, że pełnomocnicy stron są w stanie ocenić swoje ewentualne szanse rozstrzygnięcia sprawy wbrew treści opinii. Dlaczego zatem nie zawierają ugody w oparciu o opinię. Oczywiście jest pewien odsetek spraw, w których sąd zrobi nieco inaczej. To są jednak wyjątki. Odpowiedź nasuwa się chyba jedna.

Można chyba stwierdzić, że pełnomocnicy stron nie zawrą ugody, gdy tego nie będzie sobie życzył ich mocodawca. Z drugiej strony może jednak jest tak, że chcą liczyć na to, że opinię uda się zakwestionować. Być może uzasadnieniem bytu pełnomocnika jest wyłącznie spór. To trochę tak wygląda, jakby tylko w sporze pełnomocnik mógł się w pełni zrealizować. 

Z kolei strona procesu zdaje się mieć niezachwianą pewność, że ma rację, którą niestety uzasadnia brak wiedzy specjalistycznej oraz nieświadomość realiów procesowych.

15 komentarzy:

  1. z moich doświadczeń wynika, że najczęściej z opinii wcale nie wynika rozwiązanie sprawy :) o ile mamy do czynienia z modelową opinią biegłego (nieruchomość X jest warta Y i basta) to się z Panem zgadzam.

    niestety w większości spraw biegli (za milczącym przyzwoleniem Sądu) wchodzą w ocenę prawną sprawy i de facto wydają wyrok w sprawie.

    dzieje się tak w szczególności w sprawach o odszkodowanie z tytułu szkód komunikacyjnych (koszty naprawy, koszty najmu pojazdu zastępczego) gdzie biegli w masowo klepanych opiniach wedle uznania oceniają czy można używać zamienników czy nie można, czy oczekiwanie na zatwierdzenie kosztorysu naprawy uzasadnia wstrzymanie się z naprawą czy nie… etc. etc.
    jeżeli zatem Sąd chce mieć sprawę zakończoną ugodą to może warto zamiast wydawać postanowienie o dopuszczeniu dowodu z opinii biegłego zgodnie z tezą doprecyzować je tak aby biegły odpowiedział na pytania dotyczące wiadomości specjalnych, a nie mędrkował na tematy oceny dowodów.

    szczytem szczytu szczytowego był Pan biegły, który na pytanie dlaczego nie uwzględnił w opinii czasu oczekiwania na części zamienne odpowiedział, że na ich dowód złożyłem tylko zamówienia z warsztatu i pismo z hurtowni a to są "dokumenty prywatne" w jego ocenie niewiarygodne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ "niestety w większości spraw biegli (za milczącym przyzwoleniem Sądu) wchodzą w ocenę prawną sprawy i de facto wydają wyrok w sprawie."
      No bez przesady. Podany poniżej przykład nie będzie wkraczaniem przez biegłego w ocenę prawną.
      Poza tym, często inaczej się nie da. Np. w wielu sytuacjach sposób wyliczenia szkody wynika z konkretnych przepisów. Biegły nie ma wyjścia i musi dokonywać oceny prawnej.

      Usuń
    2. uważa Pan, ze biegły może sobie dowolnie oceniać materiał dowodowy?

      moim zdaniem to powinno mieć miejsce wyjątkowo, bo najczęściej o prawie biegły nie wie nic.

      inny przykład: biegły sporządza wycenę nieruchomości, obniża jej wartość o ograniczone prawo rzeczowe, bo w dniu sporządzania opinii było wpisane do KW, szkoda, że miał opinie zrobić na dzień kiedy prawa nie było. pomijając inne kwestie, wystawił rachunek z którego połowa dotyczyła wyceny tego prawa, z jakiej racji strona ma płacić, nawet przegrywając proces, koszty opinii sporządzonej "bo biegłemu się wydawało"...

      Usuń
    3. @ Anonimowy 23 grudnia 2015 10:46

      "uważa Pan, ze biegły może sobie dowolnie oceniać materiał dowodowy?"
      W jaki sposób ma wydać opinię np. w sprawie o ubezwłasnowolnienie albo ustalenie czy w dniu podpisywania umowy osoba była w stanie wyłączającym świadomość. Biegły zawsze ocenia materiał dowodowy.

      "najczęściej o prawie biegły nie wie nic" Zależy jaki biegły i w jakiej sprawie. Biegły również musi znać prawo. Niekiedy biegły (np. rewident) lepiej zna prawo od stron procesu. Przecież sposób dokonywania analizy finansowej również w dużej mierze wynika z przepisów prawa.

      Co do przykładu. To myślę, że biegły mógłby zrobić opinię alternatywną. Wszystko zależy od tego na jaki moment miała być wyliczona wartość i czemu to służyło.

      Usuń
    4. "W jaki sposób ma wydać opinię np. w sprawie o ubezwłasnowolnienie albo ustalenie czy w dniu podpisywania umowy osoba była w stanie wyłączającym świadomość. Biegły zawsze ocenia materiał dowodowy."

      moim zdaniem biegły wydaje na jego podstawie opinię, a nie go ocenia. biegły rekonstruując wypadek drogowy bierze oczywiście pod uwagę zeznania świadków, ale w sytuacji gdy możliwe są dwie wersje zdarzenia i wiedza specjalna uniemożliwia jednoznaczną odpowiedź powinien zaznaczyć w opinii taki stan pozostawiając sądowi decyzję, któremu świadkowi dać wiarę, a nie pisać, że sprawcą jest x, bo świadek y to ma krzywe zęby i jest niewiarygodny...

      ”czy osoba była w stanie wyłączającym świadomość?” świadek x zeznaje, że widział jak y łyka 3 paczki tabletek z, świadek a zaprzecza, od biegłego oczekuję odpowiedzi na pytanie czy taka dawka wyłączyłaby świadomość y, nie tego czy świadek x niewiarygodny bo chodził do przedszkola z b, który to…

      "najczęściej o prawie biegły nie wie nic" Zależy jaki biegły i w jakiej sprawie. Biegły również musi znać prawo. Niekiedy biegły (np. rewident) lepiej zna prawo od stron procesu. Przecież sposób dokonywania analizy finansowej również w dużej mierze wynika z przepisów prawa.

      tu przyznaje Panu rację. chodziło mi bardziej o jego wykładnię, niż sam fakt znajomości norm.

      Co do przykładu. To myślę, że biegły mógłby zrobić opinię alternatywną. Wszystko zależy od tego na jaki moment miała być wyliczona wartość i czemu to służyło.

      właśnie w postanowieniu stało jak wół, że ma zrobić na konkretny dzień (sprawa o zachowek), tylko biegły nie zrozumiał jakie skutki płyną z tego, że tego samego dnia były dokonane dwie czynności, jedna po drugiej

      Usuń
  2. Przecież to żadna tajemnica że gros pełnomocników żyje z podsycania sporu i komplikowania sprawy; taka jest smutna rzeczywistość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że ma pan świadomość znaczenia słowa "gros", a to: 144. Pośród kilkudziesięciu tysięcy pełnomocników szansa na trafienie jednego z tych 144 nie jest duża...

      Usuń
    2. Dziękuję za uwagę, trochę się wygłupiłem, przepraszam, byłem przekonany że "gros" oznacza wielu, pozdrowienia.

      Usuń
    3. Mam nadzieję, że pan Bartoszcze ma świadomość innego znaczenia słowa gros, a to "większość". Nawet jeżeli czyta się wtedy inaczej.

      Usuń
  3. w pięknym komentarzu do zasad etyki adwokackiej, jest opisywana postawa adwokata przy kwestiach ugody, mianowicie, że są to trudne chwile dla pełnomocnika, a także że trudno niektórym pełnomocnikom nie wchodzić w konfrontację z przeciwnikiem procesowym, skoro proces ustawia ich w takiej roli. Pytanie pozostaje otwarte, czy bardziej pełnomocnikowi zależy na sporze, czy klientowi, czy chodzi o kasę za II instancję, czy też rzetelną ocenę sytuacji, czy też, czego nie można wykluczyć, klient jest tego typu, że nie ważne panie mecenasie jak, ale proces ma trwać co najmniej 2 lata. Kolega prowadzący bloga, za co mu chwała, ma nieco idealistyczne patrzenie na obrót prawno-sądowy, podczas gdy z mojej perspektywy, często jest to brutalna i brzydka gra. Państwo pełnomocnicy sami w swoich sumieniach określają jakie są granice ich pomocy prawnej i reprezentacji określonych klientów i jak się z tym czują po rozprawach. Nie kwestionuję tutaj obowiązku pomocy prawnej i prawa stron do takowej, ale przez swoją postawę w procesie i poza nim, śmiem twierdzić, że określeni pełnomocnicy przyciągają określonych klientów. Chyba to wynika z tego, że jedni drugim polecają określone usługi zawodowego pełnomocnika. Jak dotąd nie rozumiem dlaczego są dopuszczalne sprawy regresowe pomiędzy ubezpieczycielami za np. 300 zł i idą przez 2 instancje sądowe. Według mnie arbitraż w takich sytuacjach
    być obowiązkowy, a koszt spraw sądowych wielokrotnie pod względem opłaty sądowej przekraczać wartość przedmiotu sporu. Nie rozumiem także dlaczego wzywa się za 5 zł, o uiszczenie opłaty kancelaryjnej za 6 zł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @"Nie rozumiem także dlaczego wzywa się za 5 zł, o uiszczenie opłaty kancelaryjnej za 6 zł". Wnika to stąd, że opłata nie pełni wyłącznie funkcji fiskalnej. Na zwrocie wniosku może komuś zależeć. To trochę tak jakby pytać dlaczego wzywa się o uiszczenie brakującej złotówki od apelacji :-)

      Usuń
    2. chodziło mi o sens ekonomiczny, czyli po co wzywać, jak jest to nieopłacalne, lepiej by było żeby było to zwolnione, a dopiero od kwoty np 20 zł byłoby wezwanie. Skrajny przypadek np. wniosek o doręczenie kopii 1 strony z akt, złożone bez podpisu, albo z podpisem i nieopłacone. Wszystko by sprawę załatwiało, żeby był obowiązek wskazywania numeru telefonu, oraz wezwanie można by dokonać telefonicznie, albo smsem. Jeśli chodzi o opłatę od apelacji to jest co innego, ponieważ tutaj pojawiają się niekorzystne skutku procesowe.

      Usuń
    3. Odpowiedź o sens ekonomiczny jest prosta - rzecz się dzieje za pieniądze wszystkich, a więc nikogo. Do pytań o sens ekonomiczny (w tym o szybkość procesu) można dorzucić pytanie o listowne wzywanie do uzupełnienia braku w postaci aktualnego odpisu z KRS.

      Odpowiedzi, że "tego wymaga przepis" nie akceptuję, szczególnie ze strony sędziego, którego wymogi innych przepisów np. dot. terminów zdają się nie dotyczyć (znowu - uprzedzam odpowiedź - to, że to jest termin instrukcyjny, nie znaczy, że nie istnieje).

      Taki "brak", który można zweryfikować w ciągu 5 sekund w komputerze, nie ma przecież żadnego znaczenia dla sprawy.

      To oczywiście nie zarzut wobec Autora bloga, którego nie znam osobiście, a wobec "systemu" (czyli wobec nikogo).

      Usuń
  4. Często przeszkodą zawarcia ugody jest brak możliwości porozumienia się stron co do poniesionych kosztów procesu.

    OdpowiedzUsuń
  5. W przypadku gdy stroną procesu są jednostki finansów publicznych, niezawieranie ugody nie wynika z reguły ze złej woli pełnomocnika, tylko ze specyficznego podejścia mocodawców: lepiej jest wykonać wyrok sądowy, choćby niekorzystny, niż zawrzeć ugodę. Zawsze może trafić się kontrola, która zakwestionuje celowość zawarcia ugody na określonych warunkach albo wręcz dopatrzy się w nich niegospodarności i działania na szkodę jednostki.

    OdpowiedzUsuń