Sędzia "niestabilny emocjonalnie"?


Przypomniał mi się dialog Danuty Stenki i Jana Frycza w filmie „Nigdy w życiu”, w którym Jan Frycz zaapelował do swojej małżonki: „Prosiłem Cię. Nie drrrramatyzuj, rozstańmy się kulturalnie”. Spolegliwa małżonka, podaje śniadanie, prasuje koszulę, zaś jej mąż informuje, że odchodzi do nowej wybranki, z którą będzie miał dziecko. Małżonka po chwili jednak wybucha: „Jestem wściekła i nie będę tego ukrywać”. A co na to jej mąż? Pamiętacie? Padają wówczas znamienne słowa: „Zawsze wiedziałem, że jesteś niestabilna emocjonalnie”. Co to ma wspólnego z prawnikami i Kongresem Prawników Polskich? Otóż bardzo dużo.



Prośba o dialog

Prawnicy zaapelowali o dialog w sprawie reformy sądownictwa. Zorganizowali kongres, zaprosili gości, zaproponowali konkretne rozwiązania. Podjęta zostało również uchwała, w której zaapelowano o zaprzestanie i w przyszłości unikanie antagonizujących postaw w relacjach prawa i polityki w prowadzonych debatach. Wyrażono postula, aby działać razem, a nie przeciw sobie, w imię nadrzędnego dobra, jakim jest stabilne demokratyczne państwo prawne służące ludziom. 

Wyjście z Sali

Okazuje się jednak, że nie jest łatwo organizować konferencję, proponować rozwiązania, apelować o zgodę, skoro i tak zostanie to odebrane przez niektórych, jako „kompromitacja”, „zapowiadany bunt środowisk prawniczych”, „próba nakłonienia do protestów”, „wściekłe środowisko” itp. 

Nieco wcześniej – w trakcie kongresu - faktycznie doszło do opuszczenia sali przez niektórych gości w związku z wypowiedzią Wiceministra Sprawiedliwości, który m.in. stwierdził:
„Źródła problemu widzę w zaniechaniu. Po upadku komunizmu zbyt łatwo przyjęliśmy za dobrą dewizę słowa ówczesnego I Prezesa Sądu Najwyższego, obecnego tu na sali Pana Profesora Adama Strzembosza, że środowisko sędziowskie oczyści się samo. Powiedzmy sobie szczerze – nie oczyściło się. (…) Tolerancja wobec dużych win prowokowała bezkarność win małych.”

Trudno jest z tym polemizować, zwłaszcza że w kongresie uczestniczyły przede wszystkim osoby, które szkołę średnią kończyły już po 1989r. Poza tym, czy tego typu wypowiedzią można budować porozumienie, zwłaszcza z pokoleniem sędziów, prawników którzy nie mają nic wspólnego z okresem PRL’u? 

Przykre jest również i to, że autor tych słów, który urodził się w 1980r., kierował swoje zarzuty pod adresem prof. Adama Strzembosza, który m.in. po 1980 roku współorganizował niezależne struktury związkowe w Ministerstwie Sprawiedliwości, zaś po wprowadzeniu stanu wojennego został odwołany ze stanowiska sędziego. 

Emocjonalna reakcja

Muszę przyznać, że zasmuciły mnie słowa Pana Prezydenta, który napisał m.in. że „pozytywnego wizerunku nie buduje też nazbyt emocjonalna reakcja sędziów na krytykę”. Nie wiem bowiem o jaką emocjonalną reakcję może chodzić. Czy ta wypowiedź dotyczyła jakiejkolwiek krytyki? 

Nie przypominam bowiem sobie sytuacji, aby sędziowie reagowali emocjonalnie na merytoryczną krytykę orzeczeń sądowych. Nie pamiętam, aby sędziowie wypowiadali się publicznie, zwłaszcza emocjonalnie o tym, że krytykowane są orzeczenia wydawane przez sąd. Sędziowie zdają sobie sprawę z tego, że krytyka jest nie tylko dopuszczalna, ale i wskazana. 

Bez krytyki nie ma przecież apelacji. Bez krytyki nie ma postępowania odwoławczego. Wreszcie, bez krytyki nie ma rozwoju prawa. Gdyby nie było krytyki, to nie byłoby glosowania orzeczeń. W tym wypadku, chodzi oczywiście o krytykę merytoryczną, odnoszącą się do prawa. 

Czym innym jest krytyka ad personam, której bardzo często doświadczają sędziowie i to jeszcze zanim skończy się postępowanie. W obecnej sytuacji, sędziowie są atakowani personalnie już za sam fakt, że organizują kongres. Przywołane wyżej epitety, to najdelikatniejsze określenia, choć dotyczą kwestii niezwykle istotnych, skoro sugeruje się sędziom protest, czy bunt. 

Nie histeryzować

Obecna sytuacja przypomina tę z przywołanego na wstępie dialogu. Sędzia to też człowiek, który jednak pełni swoje obowiązki w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej. Wydaje rozstrzygnięcia w indywidualnych sprawach, które bardzo często są nacechowane dużym ładunkiem emocjonalnym. Zdaje sobie sprawę z ego, że zarówno emocje, jak i krytyka pochodząca od strony procesu - nawet nieuzasadniona - są wpisane w ten zawód.

Czym innym jest jednak personalny atak, obrażanie, rzucanie kalumnii, manipulacja faktami ze strony przedstawicieli władzy państwowej. Każdy ma jakąś granicę wytrzymałości, zwłaszcza w obliczu panoszącego się generalizowania, nieuzasadnionych epitetów, i to kierowanych wobec wszystkich sędziów bez względu na to, kiedy się urodzili, co sobą prezentują, jak ciężko pracują. 

To trochę tak, jakby najpierw wyprowadzić z równowagi, a potem w sposób opanowany powiedzieć: „zawsze wiedziałem, że sędziowie są niestabilni emocjonalnie”.

4 komentarze:

  1. Oczywiście, to było obrażające; oczywiście - sędziowie i pozostałe zawody prawnicze są non stop obrażane, dyskredytowane, a w opinii społeczeństwa wciąż wizerunek wymiaru sprawiedliwości opada coraz głębiej na dno. Dlatego prawnicy muszą jeszcze bardziej pracować nad swoim wizerunkiem, stawiać czoła oskarżeniom podejmując dyskusję, a nie wychodząc z sali. Wyjście z sali i nieumiejętne komentarze dały tylko pociechę obrażającym, a społeczeństwu nieprawdziwy obraz o pysze prawników i kaście etc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytanie jest takie, a czy Pani zachowałaby się niekulturalnie, gdyby Pani wyszła, jakby Panią obrażano? Myślę, że obrażany nie ma obowiązku wysłuchać tego co obrażający ma do powiedzenia.

      Usuń
    2. Na prywatnym spotkaniu jasne, że bym wyszła; na spotkaniu o wymiarze publicznym lub na przykład na negocjacjach - nie, nie wyszłabym, wysłuchałabym i podjęłabym dyskusję, nawet jeśli adwersarz jest trudny. Uważam, że prawnicy muszą w dzisiejszej rzeczywistości dwa razy zastanowić się zanim coś powiedzą lub uczynią, jak zostanie to odebrane przez społeczeństwo. Umiejętności miękkie się kłaniają.

      Usuń
    3. To nie było spotkanie negocjacyjne tylko kongres, konferencja. Obrażanie trwa już od dłuższego czasu. Jak wiadomo umiejętności miękkie nie mają znaczenia dla obrażającego. Warto też zauważyć, o czym się w ogóle nie pisze, że organizatorzy nie wyszli. To wyszli goście, którzy byli obrażani przez innego gościa.

      Usuń