Otłuszczone pisma procesowe

scan z filmu "Co mi zrobisz jak mnie złapiesz ?"

Trwa jedno z zadań w ramach Turnieju Miast. Naprzeciwko siebie stanęły dwa zespoły operujące pacjentów. Jeden z zespołów pochodzi z Kutna, zaś drugi z Gorzowa. Ciszę, której towarzyszy jedynie szelest narządzi chirurgicznych, przerywa nagle prowadzący turniej, który oznajmia, że zespół z Kutna już zakończył operację, podczas gdy zespół z Gorzowa jeszcze operuje. Gromkie brawa nagradzają zwycięzców zadania, tj. zespół z Kutna.

Na zapleczu, chirurg zespołu przegranych żali się swojemu koledze: "Z losowaniem pacjentów to wielka lipa. Dali nam takiego grubasa, że od razu wiedziałem, że przegramy. Zanim się przedarłem przez tkankę tłuszczową, to oni zaczęli już operować".

Opisane zdarzenie na szczęście nie wydarzyło się naprawdę. Przywołana sytuacja, to fragment filmu "Co mi zrobisz jak mnie złapiesz ?" z 1978 roku, którego reżyserem był Stanisław Bareja. Czy istnieje jednak związek między pismem procesowym a opisaną sytuacją ? Na tak postanowienie pytanie, o dziwo, należy odpowiedzieć twierdząco.

Obszerny pozew, jak otłuszczony pacjent


Z obszernym pismem procesowym, jest dokładnie tak samo, jak z otłuszczonym pacjentem. Zanim jeden sędzia przedrze się przez obszerne uzasadnienie pozwu, inny sędzia będzie już wydawał nakaz zapłaty albo w tym samym czasie "obsłuży" kilka spraw.

Ciekawe jest to, że problem obszerności pism jest powszechnie znany. Właściwie to nie znam prawnika, który by nie narzekał na obszerność pism procesowych, czy uzasadnień orzeczeń sądowych. Okazuje się również, że trudno jest znaleźć takiego prawnika, który pisze choć zwięźle, to na temat.

Wciąż słyszę o narzekaniach na obszerność pism procesowych, czy uzasadnień orzeczeń sądowych. Bardziej słyszalne są utyskiwania pełnomocników procesowych, a zwłaszcza adwokatów, czy radców prawnych na niekończące się uzasadnienia wyroków, które niekoniecznie zawierają treści najbardziej interesujące danego pełnomocnika. Tym razem skupię się jednak na piśmie procesowym, gdyż kwestią obszerności uzasadnień wolę zająć się w osobnym poście.

Dlaczego mi to robisz ?


Wciąż nie sposób zadać sobie powyższego pytania. To jest chyba pierwsza reakcja na opasłe pismo procesowe. W czym zawiniłem, że muszę czytać, aż tak obszerne pismo ? Czyż wcześniej nie napisano już wystarczająco dużo ? Po tych wstępnych utyskiwaniach rozpoczyna się jednak lektura pisma procesowego. Niestety, często okazuje się, że pismo nie zawiera żadnych nowych wniosków dowodowych, ani twierdzeń. Często jest to powtórzenie tego co już było. Znowu w umyśle pojawiają się wyrzuty. Myślisz, że mam czas, aby przebijać się przez te cytaty, orzeczenia, skrócone komentarze, ponowione rozważania ? Czyż nie można było ograniczyć się do zwięzłych rozważań na temat ? 

Koniecznie w ostatniej chwili 


Często się zdarza, że takie pisma składane są w ostatniej chwili, tak że albo nie trafią do sądu przed terminem rozprawy albo trafiają już w dniu rozprawy. Trudno się temu nie dziwić, skoro takie pismo niekiedy zawiera ze dwadzieścia stron maszynopisu. Co więcej, daje się zaobserwować wyraźne zdenerwowanie i zdziwienie autora takiego pisma, jeśli adresat pisma okaże niezadowolenie z faktu, że otrzymuje właśnie kilkunastostronicowy elaborat, do którego powinien się natychmiast i rzeczowo ustosunkować. 

Przyczyny takiego stanu rzeczy


Trudno jest znaleźć początek takiej tendencji. Wszystko wskazuje na to, że stan ten pogłębia to, iż korzystamy z komputerów. Łatwość wyszukiwania, skanowania, wklejania tekstów, orzeczeń, cytatów z piśmiennictwa przyczynia się niewątpliwie to obszerności pism, które zupełnie tracą na indywidualności i mijają się z istotą problemu. 

Z drugiej strony, przyczyna tkwi w mentalności, sposobie rozumowania. Wszechobecne jest myślenie na zasadzie, lepiej więcej, niż mniej. Może coś chwyci. Chyba istnieje też przeświadczenie, że jak napiszę mniej, to może zostanę uznany za osobą niekompetentną, osobę o malutkiej wiedzy. Obecne jest tłumaczenie pełnomocnika strony, który twierdzi: "ja po prostu muszę napisać więcej, bo co powie mój klient". Niekiedy wydaje się, że pismo procesowe jest swego rodzaju terminarzem: "napiszę teraz, bo potem zapomnę". 

Jednakże trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy to wszystko jest usprawiedliwieniem dla jałowych, choć obszernych pism procesowych, w których de facto jedną myśl powiela się na kilku, czy kilkunastu stronach. Co więcej, bardzo często jest tak, że to co najważniejsze, a zatem subsumpcja przepisu do konkretnego stanu faktycznego, po prostu zostaje pominięta. Dochodzi do tego, że punktem honoru jest wyrzucenie z siebie wszystkich znanych koncepcji prawnych, jednakże bez ich przełożenia na daną sprawę. Klasykiem jest przywoływanie prawie wszystkich możliwych orzeczeń Sądu Najwyższego i Sądów Apelacyjnych dotyczących danego zagadnienia, jednakże bez analizy okoliczności i okresu, w jakich były wydawane oraz bez ustalenia, jakie założenia poczyniły dane składy orzecznicze. 

Jak on mi, tak ja jemu 


Wydaje się, że niekiedy dochodzi do wzajemnego nakręcania się stron procesu według następującej złotej myśli: "Skoro on tyle napisał, to ja również tak uczynię. A co nie mogę ?". Konsekwencją tego jest to, że pełnomocnicy wymieniają się pisanymi na zmianę elaboratami. Oczywiście niemal za każdym razem towarzyszy temu zdziwienie, że ktoś się dziwi, że takie pismo jest składane. 

Na rozprawie proszę mówić


Strony procesu, a zwłaszcza ich pełnomocnicy niekiedy tak bardzo chcą pisać, że zapominają o istocie pisma procesowego. Z treści bowiem podstawowego art. 125 § 2 k.p.c. wynika, że "pisma procesowe obejmują wnioski i oświadczenia stron składane poza rozprawą". Nie powinno się zatem przychodzić na rozprawę i składać elaboratów przybierających postać pism procesowych, gdyż na rozprawie wnioski i oświadczenia składa się ustnie. Wpływa to zdecydowanie na szybkość procedowania. Niestety bardzo często jest tak, że to właśnie rozprawa wyzwala konieczność napisania "czegoś długiego" i przyniesienia tego na rozprawę. 

Dajmy temu spokój


Najwyższy czas, aby przestać "strzelać" do siebie pismami procesowymi. Nie dziwić się temu, że obszerne pismo wprawdzie zostanie przeczytane, ale nie z taką uwagą, jak pismo zwięzłe, w którym precyzyjnie odniesiono się do istoty problemu i wyraźnie określono wnioski np. dowodowe. Nie dziwić się, że np. obszerne pismo będzie przeczytane w ostatniej kolejności, gdyż po prostu zmęczenia nie da się oszukać. Wreszcie, nie dziwić się temu, że ktoś nie wszystko z tego pisma zapamięta. 

Szanujmy czas swój i innych. Zamiast przepisywać, wklejać, napiszmy - i w odpowiednim momencie dostarczmy - to co istotne, najważniejsze. Żeby nie było tak jak powiedział prowadzący Turniej Miast w przywołanym na wstępie filmie: "Zespół z Kutna już zakończył operację, a zespół z Gorzowa jeszcze operuje". 

Być może poruszany problem jest niekiedy przyczyną tego, że jednemu pełnomocnikowi akurat wydano nakaz zapłaty, a drugiemu, choć pozew złożył wcześniej, jeszcze nie. 

3 komentarze:

  1. W pełni zgadzam się z Pana stanowiskiem. Niestety tendencja do pisania "na ilość" jest bardzo rozpowszechniona w środowisku prawniczym. Sam staram się tego unikać, ale przyznam, że w czasie aplikacji kiedy nie mogłem swobodnie o tym decydować popełniłem wiele przedłużonych ponad miarę i niepotrzebnych pism.

    Wydaje mi się, że w wielu przypadkach nadmierne rozbudowanie pisma jest powodowane chęcią wykazania się przed klientem. Niestety w naszym społeczeństwie skorzystanie z usług prawnika jest jeszcze często postrzegane jako zło konieczne i środek z którego korzystamy w ostateczności. Klient, który myśli w ten sposób, nawet nie znając jeszcze kwoty honorarium, już uważa, że jest za drogo i że dzieje mu się krzywda, że w ogóle musi korzystać z usług pełnomocnika. A jak już płaci to wymaga... Stąd piekielna zasada ostatniego słowa - na wszystko trzeba koniecznie odpisać, pomimo, że nie ma się absolutnie już nic nowego do dodania.

    Szczerze mówiąc bardzo liczyłem, że ten stan zmieni się dzięki nowelizacji art. 207 k.p.c., z połowy 2012 r. Niestety moje doświadczenie pokazuje, że w wielu sądach niestety po prostu się nie przyjęła. Jest to dla mnie powodem frustracji, w sytuacji gdy ja odrobiłem swoje zadanie domowe, a przeciwnik się nie postarał, ale sąd pozwala mu nadrabiać późniejszymi pismami.

    Jedną z przyczyn nadmiernego rozrostu pism jest też "ostrożność procesowa", wynikająca z bardzo rygorystycznego pojmowania prekluzji w dawnym postępowaniu gospodarczym. Obawa przed tym, że jakieś argumenty lub dowody zostaną pominięte powodował powstawanie schodkowych konstrukcji, wyprzedzających zarzuty przeciwnika.

    P.S. Trafiłem na blog Pana Sędziego z komentarza na Sub Iudice. Bardzo się cieszę, że sędzia zdecydował się pisać jawnie, nie ukrywając się za pseudonimem. Z pewnością zapoznam się z innymi postami i będę śledził nowe wpisy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz i słowa wsparcia. Celne uwagi w komentarzu. Taka jest rzeczywistość znana również sędziom, którzy zasadniczo rozumieją potrzeby klientów i specyfikę pracy pełnomocników. To niestety nie sprzyja poprawie sytuacji. Zresztą u sędziów również występuje ostrożność procesowa, o czym na pewno jeszcze przyjdzie coś napisać. Ograniczanie stronom składania pism procesowych bez jednoczesnego pozbawiania prawa do składania dowodów od razu było bez sensu. Co do prekluzji to wiele już napisano złego i dobrego. Problem zasadniczy polega jednak na tym, że na wszystko brakuje czasu. Gdyby inaczej zorganizować sądownictwo, to i prekluzja byłaby bardziej przyjazna i akceptowana.

      Usuń
  2. Czasem jak piszę dla siebie pozew z weksla, to - przy użyciu formularza urzędowego - uzasadnienie zamykam w jednym zdaniu "powód jest posiadaczem weksla wystawionego przez pozwanego, który nie został wykupiony, pomimo przedstawienia go do zapłaty" (co załatwia mi dwie sprawy 1. Mam weksel 2. Przedstawiłem go do zapłaty bez skutku, więc powództwo jest uzasadnione). Oczywiście zdaję sobie sprawę, że pozew z prostego weksla można napisać na 2 strony uzasadnienia, łącznie z cytowaniem art. dlaczego chcemy postępowania nakazowego, jakież to tajne przepisy uzasadniają nas do żądania odsetek itp. ;)

    OdpowiedzUsuń

Blog działa na zasadzie non-profit. Komentarze nie mogą zawierać kryptoreklamy, w tym linków odsyłających do stron internetowych, czy też podmiotów proponujących jakiekolwiek usługi, czy też sprzedaż jakichkolwiek towarów. Z uwagi na częste ignorowanie powyższego zakazu, ewentualne umieszczenie zakazanych treści wiąże się z jednoczesną zgodą na ponoszenie opłaty w kwocie 99 zł za każdy dzień istnienia takich treści w komentarzach.