Naruszenie dóbr osobistych dłużniczki pytaniem: "Czy Pani jeszcze żyje?"


Pewnego dnia prowadziłem typową sprawę o zapłatę. Pozwaną była Pani w podeszłym wieku, która miała chyba ukończone 80 lat. Z tego co pamiętam, to powódka żądała zwrotu udzielonej pożyczki. Zanim udzieliłem głosu stronom procesu, pozwana płaczliwym, załamującym się głosem wykrzyczała, że już nie może wytrzymać z tą firmą windykacyjną, której przedstawiciel codziennie do niej dzwoni i pyta: "Czy Pani jeszcze żyje ?"

To zły windykator był

Z opisu sytuacji podanego przez pozwaną wynikało, że przedstawiciel firmy windykacyjnej najpierw stawiał przywołane na wstępie pytanie, a następie - po uzyskaniu odpowiedzi twierdzącej - informował pozwaną tymi słowami: "Skoro Pani jeszcze żyje, to należy spłacić dług".

Takie pytanie przedstawiciele firmy windykacyjnej zadawali codziennie, co wywoływało u pozwanej zakłopotanie, rozdrażnienie i - mówiąc kolokwialnie - "podnosiło znacznie ciśnienie krwi". Jak się okazało, windykatora nie zrażało to, że pozwana za każdym razem informowała, iż nie ma żadnego długu, a pożyczka została już dawno spłacona.

Skala zjawiska

Myślę, że takie sytuacje nie są odosobnione. Nie tak dawno pewna firma windykacyjna z okazji Świąt Wielkiej Nocy wysyłała swoim "klientom" mail'e zawierające krótką aplikację. Po jej uruchomieniu pojawiało się jajeczko, z którego wykluwał się czarny kurczaczek. Następie pojawiał się mniej więcej taki dopisek: "Zwindykujemu Ciebie, zanim kurczaczek zdąży się wykluć". Czy coś w ten deseń. 

Takie zjawiska mogą mieć miejsce zwłaszcza tam, gdzie doszło do nabycia wierzytelności przez spółki, firmy windykacyjne. Bardzo często chodzi o "stare", bardzo dawno temu przeterminowane wierzytelności, co do których może być nawet podniesiony skutecznie zarzut przedawnienia. W takiej sytuacji, firmy windykacyjne prawdopodobnie ograniczają się jedynie do opisanych działań przedprocesowych, gdyż wytoczenie powództwa jest obarczone ryzykiem ze względu na możliwość podniesienia zarzutu przedawnienia. 

Zdrowie i wolność

W tego typu przypadkach można rozważań czy czasem nie doszło do naruszenia dóbr osobistych potencjalnego dłużnika. Nie bez znaczenia pozostaje to, że osoba będąca przedmiotem takich zachowań wyraźnie oświadcza, iż nie jest dłużnikiem. W takiej sytuacji firma windykacyjna zamiast zadręczać swojego "klienta", powinna odpuścić albo ewentualne wytoczyć powództwo. 

Warto zatem przypomnieć, że z treści art. 23. kodeksu cywilnego wynika, że dobra osobiste, a w tym m.in. zdrowie i wolność pozostają pod ochroną prawa cywilnego niezależnie od ochrony przewidzianej w innych przepisach.

Ochrona cywilnoprawna

Niezmiernie istotny jest artykuł 448. kodeksu cywilnego, który stanowi, że:
"W razie naruszenia dobra osobistego sąd może przyznać temu, czyje dobro osobiste zostało naruszone, odpowiednią sumę tytułem zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę lub na jego żądanie zasądzić odpowiednią sumę pieniężną na wskazany przez niego cel społeczny, niezależnie od innych środków potrzebnych do usunięcia skutków naruszenia. Przepis art. 445 § 3 stosuje się".

Być może zatem osoba, codziennie zadręczana pytaniem czy jeszcze żyje, bo musi spłacić dług, nie byłaby bez szans w starciu z firmą windykacyjną. Tym samym, jako osoba której dobra osobiste zostały naruszone, może domagać się ochrony. Ciekawy byłby taki to proces.

Niezależnie od tego można również rozważyć wystąpienie z powództwem o ustalenie nieistnienia stosunku umowy pożyczki. 

Dłużnik ma swą godność

Zapewne nie jedna osoba stwierdzi, żeby nie użalać się nad dłużnikiem. Trzeba jednak pamiętać, że nazywanie kogoś dłużnikiem nawet wtedy, gdy jest pozwanym w sprawie nie czyni tej osoby dłużnikiem rzeczywistym.

Poza tym, zawsze trzeba zachować umiar. Po to jest proces cywilny aby odzyskać swoją należność w cywilizowany sposób. Nie można natomiast dręczyć, czy wręcz niszczyć dłużnika tylko dlatego, że jest winien pieniądze.

6 komentarzy:

  1. A istniałby interes prawny do ustalenia nieistnienia stosunku pożyczki, zakładając że nie chodzi o przedawnienie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - też tak pomyślałem. Jaki mamy interes prawny - to prowadziłoby do absurdu. Teoretycznie można by wytaczać setki powództw o ustalenie nieistnienia umowy pożyczki pod wpływem każdego głupiego telefonu z różnych banków lub firm windykacyjnych.
      Powództwo o ustalenie - przysługuje tylko wtedy, gdy nie ma jakiegoś dalej idącego środka. Z resztą co my chronimy - jak nas pozwą, to zarzut przedawnienia i tyle.

      Usuń
  2. Istnienie interesu prawnego zależy od kontekstu. Pisałem o tym w "pozwie o ustalenie nieistnienia umowy pożyczki".

    OdpowiedzUsuń
  3. A jakim wyrokiem zakończyła się sprawa o zapłatę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kontekście komentowanego wpisu, pewnie niewielkie. Ot, zwykła ciekawość...

      Usuń