Wyznaczenie terminu rozprawy samodzielną decyzją przewodniczącego.

Wyznaczenie rozprawy.

Choć już samo wyznaczenie terminu rozprawy, z uwagi na przeładowanie sądów, wywołuje niekiedy uczycie ulgi, to jednak zdarzają się zastrzeżenia co do wyboru daty. W związku z tym pojawiają się wnioski o zmianę terminu rozprawy na bardziej dogodny dla pełnomocnika czy strony procesu. Niestety, ale taki wniosek w większości przypadków nie może być uwzględniony i to pomimo dobrej woli sędziego, w którą - mam nadzieję - nie wszyscy zwątpili. 


Autonomiczna decyzja

Na wstępie trzeba przywołać art. 206 § 1. Kodeksu postępowania cywilnego, z którego wyraźnie wynika, że "termin rozprawy wyznacza przewodniczący". Warto zwrócić uwagę nie tylko na to, co literalnie wynika z tego przepisu. 

Ważne jest też to, czego ustawodawca nie odnotował. Mianowicie, przewodniczący samodzielnie podejmuje decyzję o wyborze konkretnego terminu rozprawy. Nie musi się pytać ani stron procesu, ani ich pełnomocników czy dany termin im odpowiada. Ustalając datę rozprawy nie musi brać pod uwagę oczekiwań świadków. 

Taka jest zasada wynikająca z kodeksu postępowania cywilnego. 

Zawisłość od kultury 

Zdarza się, że "przypomina" się sędziom, iż nie są niezawiśli od zdrowego rozsądku. Nie sposób z tym polemizować. Można jednak to żartobliwie sparafrazować i stwierdzić, że sędzia nie jest niezawisły od kultury, uprzejmości i wyrozumiałości. Wszystko to jednak w granicach rozsądku, bo inaczej "wejdą na głowę". 

Kierując się powyższą dyrektywą trzeba odnotować, że proces współtworzą strony procesu, pełnomocnicy, świadkowie i biegli. Nie da się funkcjonować bez uwzględnienia tego faktu. Z tego powodu, w miarę możliwości należałoby liczyć się z ich sugestiami, co nie jest jednak łatwe przy obecnym systemie. 

Wskazania Regulaminu

O potrzebach uczestników postępowania wspomina się również w Rozporządzeniu Ministra Sprawiedliwości - Regulamin Urzędowania Sądów Powszechnych z dnia 25 czerwca 2015 r. [dalej jako: Regulamin].

Paragraf 53 ustęp 1 Regulaminu stanowi, że: 
"Planując przebieg czynności zmierzających do rozpoznania sprawy w miarę potrzeby wyznacza się posiedzenie organizacyjne w celu ustalenia ze stronami, uczestnikami postępowania nieprocesowego i ich pełnomocnikami oraz obrońcami terminów posiedzeń i rozpraw, na których sprawa ma być rozpoznana".

Zgodnie zaś z § 56 ust. 1 Regulaminu 
"Dla każdej sprawy wyznaczonej na posiedzenie lub rozprawę wyznacza się godzinę rozpoczęcia, uwzględniając [...] warunki komunikacyjne, w tym dostępność środków komunikacji, z której korzystają osoby zamieszkałe poza siedzibą sądu oraz możliwość ich dotarcia do sądu na wyznaczoną godzinę [...]."

Z powyższych sformułowań wynika, że uwzględnia się warunki komunikacyjne i dostępność środków komunikacji. Nadto, na posiedzeniu organizacyjnym ustala się terminy rozpraw. W mojej jednak ocenie, choć warunki komunikacyjne uwzględnia się zawsze, to jednak ustalanie terminów dotyczy raczej kolejnych terminów rozpraw, tj. za wyjątkiem tego pierwszego. Warto też odnotować, że chodzi tutaj o posiedzenie organizacyjne, którego wyznaczenie jest uzależnione od decyzji sędziego. 

Warunki komunikacyjne 

Wskazaną okoliczność faktycznie należy uwzględniać. Tak przynajmniej wynika z Regulaminu. W praktyce nie zawsze wiadomo, jak to zrealizować. 

Może się na przykład wydawać, że skoro ktoś mieszka daleko od sądu, to należałoby wyznaczyć rozprawę na późniejszą godzinę. Później się jednak okazuje, że strona wolałaby, aby wyznaczyć termin w godzinach porannych, bo i tak musi wyjechać pociągiem o godz. 23.00 dnia poprzedzającego rozprawę. 

Jednakże zazwyczaj w sprawach, w których uczestnikami są osoby mieszkające w pobliżu sądu należałoby wyznaczyć rozprawy w godzinach porannych, zaś w sprawach, w których choćby jedna ze stron mieszka w znacznej odległości od sądu powinno się wyznaczać rozprawy w godzinach późniejszych. Problem jest wtedy, gdy spraw należących do tej drugiej kategorii jest zdecydowanie więcej. Wówczas nie ma wyjśćia i trzeba po prostu powiedzieć: "Bardzo mi przykro, ale nie było innej możliwości"

Wspólne ustalanie terminów

Jak zostało to zasygnalizowane, trudno jest wspólnie ustalić pierwszy termin rozprawy. O wiele łatwiej jest wspólnie ustalać kolejne terminy. Dobrym obyczajem jest zapytanie osób obecnych na rozprawie, czy proponowany przez sędziego kolejny termin jest dogodny. Zwykle wszyscy się godzą. 

Niekiedy są jednak trudne chwile, tj. takie w których np. pełnomocnik stwierdza, że jedzie na urlop i prosi o wyznaczenie innego terminu. Gdy jednak sędzia proponuje termin za kilka miesięcy na twarzach zebranych pojawia się zaskoczenie. Nie jest to jednak przejaw złośliwości. Chodzi o to, że wcześniejsze terminy są niedostępne. Takie są realia. 

Pamiętam, jak "zapychałem" wokandy przed swoim urlopem. Powyznaczałem dodatkowe terminy. Na jednej z rozpraw, zaproponowałem szybki termin. Aż tu nagle jedna ze stron procesu stwierdza, że nie może. Wtedy musiałem wyznaczyć termin za 5 miesięcy, co wywołało rozdrażnienie zainteresowanego. 

Innym razem pełnomocnik powoda mógł, zaś pełnomocnik pozwanego nie mógł, uczestniczyć na rozprawie na zaproponowanym terminie. Po kilku próbach dojścia do kompromisu, nie pozostało nic innego, jak wyznaczyć termin "dogodny" dla sądu. Co było począć? I tak nieraz trzeba zrobić.  

Zmiana terminu rozprawy 

Wniosek o zmianę terminu rozprawy jest dopuszczalny. Mając na uwadze powyższe rozważania, nie da się ukryć, że z takim wnioskiem sędzia musi się zapoznać.  

Czy jednak powinien zmienić termin, to już inna kwestia. Wszystko zależy od kontekstu i możliwości. 

Najwięcej problemów mają pełnomocnicy, gdyż istnieje możliwość substytucji. Pełnomocnicy zazwyczaj podnoszą, że mają kolizję rozpraw. Argument ten jest wzbogacany stwierdzeniem, że mocodawca życzy sobie, aby był reprezentowany przez konkretnego pełnomocnika. Nie zmienia to jednak faktu, że pełnomocnik może wyznaczyć substytuta. Trudno jest uwzględnić taki wniosek zwłaszcza wtedy, gdy na rozprawę wezwano np. 10 świadków i strony procesu. 

O wiele poważniejszy problem pojawia się wtedy, gdy pełnomocnik załącza do wniosku dokumenty, z których wynika, że tego samego dnia ma kilka rozpraw w różnych sądach. W takiej sytuacji pełnomocnik może faktycznie nieć problemy ze znalezieniem kilku substytutów. Z drugiej jednak strony, zawsze można argumentować, że taki jest los pełnomocnika, który prowadzi wiele spraw i to w okręgu różnych sądów. Skoro ma tyle spraw, to czy nie powinien uwzględnić w swojej działalności tego, iż może dojść do kolizji rozpraw. 

W tym miejscu trzeba też uwzględnić to, że sędzia nie jest w stanie dopasować swojego grafiku do wymagań wszystkich pełnomocników, wszystkich stron procesu i wszystkich świadków. 

Wydaje mi się jednak, że funkcjonuje niepisane prawo, iż pierwszy tego typu wniosek może być honorowany, jeśli nie wywoła poważnych perturbacji. Gorzej jednak z kolejnym tego typu wnioskiem. 

Trudno jest też stronie procesu skutecznie wnioskować o zmianę terminu rozprawy. Nawet choroba, w sytuacji gdy strona procesu nie jest wzywana na termin rozprawy, a ma pełnomocnika, nie musi uzasadniać zmiany terminu. Z drugiej jednak strony trzeba mieć na uwadze i to, że strona ma prawo uczestniczyć w rozprawie. Wszystko więc może zależeć od kontekstu i uzasadnienia wniosku. 

Proponowane terminy

Osobno chciałbym potraktować te wszystkie wnioski o zmianę terminu rozprawy z jednoczesnym wskazaniem dat dogodnych dla stron procesu, czy pełnomocników. 

Tego typu wnioski właściwie wydają się być sensowe pod warunkiem jednak, że proponowane terminy są realne. Zwykle jest tak, że proponowane terminy albo są za szybko albo dotyczą dni, w których w ogóle nie sądzi dany sędzia sprawozdawca. Mogę sobie wyobrazić, jak zostanie oceniony sędzia, który nie wybierze żadnej z dat zaproponowanych przez stronę, pomimo tego, że tych propozycji było np. 15. Nie powinno się jednak tego odbierać, jako złośliwość. Być może lepiej by było np. zadzwonić. 

Pamiętam, gdy strona procesu wskazała chyba 6 terminów, z których ostatni wypadał za 3 tygodnie. Oczywiście nie było możliwości skorzystania z propozycji, bo nawet nie wróciłyby do sądu potwierdzenia odbioru zawiadomień o rozprawie. 

Bez złośliwości

Jakby to więc ująć? Wniosek można składać. Jeśli miałby być uwzględniony, to można jednocześnie zaproponować, co zrobić z tymi świadkami, którzy już zostali wezwani na termin. 

Jak proponuje się jakieś daty rozpraw, to warto mieć na uwadze realne możliwości sądu. Jeżeli sąd ma skorzystać z propozycji, to wskazywać odleglejsze terminy. 

Na zakończenie dobrze mieć na uwadze i to, że sąd musi uwzględnić nie tylko sugestie wnioskodawcy i innych uczestników postępowania, ale również możliwości lokalowe sądu oraz obciążenie sędziego sprawozdawcy.

10 komentarzy:

  1. "Warto też odnotować, że chodzi tutaj o posiedzenie organizacyjne, którego wyznaczenie jest uzależnione od decyzji sędziego."

    Zorganizowanie posiedzenia organizacyjnego nie jest bezwzględnym obowiązkiem sędziego, lecz obowiązek ten aktualizuje się przesłanką "w miarę potrzeby". Oznacza to, że zorganizowanie takiego posiedzenia nie zależy od decyzji sędziego, lecz wystąpienia przesłanki "w miarę potrzeby". Ponadto wskazuje na to sformułowanie "wyznacza", bo gdyby ustawodawca pozostawiał luz decyzyjny sędziemu, to użyłby wyrażenia w stylu "może wyznaczyć".

    Moim zdaniem przepis ten nie ma zastosowania np. w przypadku dużej odległości od siedziby sądu, planowanych urlopów itd., a więc w sytuacjach typowych, lecz np. kiedy stroną jest osoba niepełnosprawna, która musi podejmować leczenie w określonych terminach. W takich sytuacjach wskazane byłoby, żeby również druga strona sporu wykazała się w tej kwestii zrozumieniem i poszła na ustępstwa.

    Na marginesie dodam, że nie zwątpiłem w dobrą wolę sędziów, nawet po perturbacjach, które się pojawiły przykładowo w ostatnio opisanej przeze mnie sprawie, gdzie najpierw Sąd I instancji zamiast zawiadomienie o rozprawie wysyła prośbę do innego Sądu o wypożyczenie akt. Następnie się odbywa rozprawa i jest wydany niekorzystny wyrok. Później jest skarga o wznowienie i sędzie uznaje, że skarżący musiał zapomnieć o rozprawie, bo przecież jest zwrotka :-) Następnie Sąd II instancji na skutek apelacji uchyla w całości wyrok i przekazuje do ponownego rozpoznania. No i zgodnie z zasadą do trzech razy sztuka, Sąd I instancji nakazuje zmianę decyzji ZUS i wypłatę zasiłku chorobowego z 2011 roku :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. /Oznacza to, że zorganizowanie takiego posiedzenia nie zależy od decyzji sędziego, lecz wystąpienia przesłanki "w miarę potrzeby"./

      Biorąc pod uwagę, że ocena spełnienia przesłanki "w miarę potrzeby" należy do sędziego, to właściwie nie ma różnicy.

      Usuń
    2. W ramach powyższego wpisu autora bloga pojawiła się uboczna kwestia postępowania organizacyjnego, która wydaje mi się bardzo ciekawa i tym samym warta rozważenia. Dlatego też mój komentarz miał na celu zwrócenie uwagi na ten fakt i w żadnym razie nie był motywowany czepialstwem.

      Usuń
  2. Jeśli któraś ze stron ma bardzo daleko do sądu (kilkaset kilometrów), to przewodniczący powinien - w miarę możliwości - wyznaczyć terminy rozpraw w taki sposób, aby osoba taka nie musiała poświęcać na przybycie do sądu więcej niż jednego dnia roboczego. Można to osiągnąć przez wyznaczanie terminów rozpraw na dni przypadające w poniedziałki (godziny poranne) lub w piątki.

    Muszę przyznać, że moje wnioski o wyznaczanie rozpraw w takich terminach bywały uwzględniane.
    sasanka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zadam pytanie retoryczne: a czy przed uwzględnieniem wniosku odbywało się posiedzenie organizacyjne? :-)

      Uwzględnienie wniosków wynikało z tego, że "Dla każdej sprawy wyznaczonej na posiedzenie lub rozprawę wyznacza się godzinę rozpoczęcia, uwzględniając [...] warunki komunikacyjne, w tym dostępność środków komunikacji, z której korzystają osoby zamieszkałe poza siedzibą sądu oraz możliwość ich dotarcia do sądu na wyznaczoną godzinę [...]."

      Usuń
    2. /Zadam pytanie retoryczne: a czy przed uwzględnieniem wniosku odbywało się posiedzenie organizacyjne? :-)/

      Oczywiście, że nie było takiego posiedzenia. [Odpowiedziałam, mimo że pytanie było retoryczne :) ].
      Wnioski o takie ustawianie terminów rozpraw były zgłaszanie bądź na rozprawie (wyznaczonej w środku tygodnia), bądź w piśmie do sądu.

      Z posiedzeniem organizacyjnym nigdy w praktyce się nie spotkałam.
      sasanka

      Usuń
    3. Nie miałem pewności, czy to czasami nie była odpowiedź do mojego komentarza dotyczącego posiedzenia organizacyjnego, stąd to asekuracyjne pytanie retoryczne :-)

      Usuń
    4. Albo inaczej, żeby było poprawnie językowo. Miałem wątpliwości :D

      Usuń
  3. Czasami zdarzają się sytuacje, w których niezależnie od nas samych, nie możemy stawić się na ustaloną rozprawę. Wyznaczenie kolejnego terminu rozprawy rzeczywiście może być problematyczne, zważywszy na to, że niektóre sądy rzeczywiście mają duże problemy lokalowe, wręcz nie do przeskoczenia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja muszę przyznać, że z reguły nie mam problemów ze zgodą sądu na zmianę terminu. Chociaż fakt, że nigdy nie zdarzyło mi się:
    - prosić o zmianę terminu dwa razy w toku tej samej sprawy;
    - mówić sądowi "proszę wyznaczyć jeden z wymienionych niżej terminów" (co moim zdaniem jest szczytem bezczelności) - raz zdarzyło mi się poprosić o termin: "nie wcześniej niż w dniu X" - byłem pełn. powoda, więc sąd się zgodził, pewnie gdybym był pozwanym sytuacja byłaby inna, bo mogłoby to zostać odebrane jako próba przedłużenia postępowania, wtedy pewnie bym się na taki wniosek nie zdobył.

    Ogólnie rzecz biorąc - szanujmy się wzajemnie, a będzie się żyć znacznie łatwiej.

    OdpowiedzUsuń