Świadkowi nie opłaca się zeznawać

Świadek ma za mały zwrot kosztów stawiennictwa

Ostatnio przeczytałem, że świadkowi nie opłaca się zeznawać. Podano, że do Rzecznika Praw Obywatelskich kierowanych jest bardzo wiele wniosków, w których argumentuje się, że udział w postępowaniu sądowym w charakterze świadka powoduje uszczuplenie w budżecie rodzinnym. Wynikać to ma stąd, że zeznający świadek może otrzymać maksymalnie 81,26 zł tytułem wynagrodzenia za utracony zarobek lub dochód. Faktycznie kwota nie jest oszałamiająca, ale żeby zaraz poskarżyć się Rzecznikowi. A może nie należy się żadne wynagrodzenie ? Wynagrodzenie nie jest najważniejsze. A może jest ?

W okresie międzywojennym było lepiej

Nie budzi wątpliwości fakt, że świadek, który stawi się na rozprawę i złoży zeznania, nie może liczyć na sowite wynagrodzenie za utracony zarobek lub dochód. Można zastanowić się nad tym, czy nie powinno się czegoś zmienić, np. podwyższyć górną granicę należności przysługującej świadkowi. 

Postanowiłem sprawdzić jak to wyglądało w okresie międzywojennym. Oczywiście nie będę szczegółowo omawiał tego zagadnienia. Jako przykład podam Rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z dnia 15 grudnia 1932 r. o należnościach świadków, biegłych (tłumaczów) i stron w sprawach cywilnych. (Dz. U. z dnia 23 grudnia 1932 r.), w którym w § 7. wyczytamy, że:
"wynagrodzenie za utratę zarobku służy tylko osobom, pobierającym płacę za każdy dzień pracy. Wynagrodzenie to określa sąd według swego uznania w sumie nie większej niż 10 zł dla pracownika umysłowego i 5 zł dla pracownika fizycznego".

Nie ma co się rozwodzić nad rozróżnieniem na pracowników umysłowych i fizycznych. To zamierzchłe czasy. Ważne jest to, że stawka była jeszcze niższa, niż obecnie. Czy rzeczywiście ? Nic podobnego. Okazuje się bowiem, co wynika rocznika statystycznego z 1939 roku, że nasze babcie i dziadkowie zarabiali bardzo mało. Nasze babcie, jeśli należały do klasy robotniczej, osiągały przeciętnie około 12 zł tygodniowo. Dziadek - robotnik zarabiał około 24 zł tygodniowo. Służba i dozorcy domowi zarabiali odpowiednio: mężczyźni - 14 i kobiety - 7 zł. 

Oznacza to, że 5 zł to olbrzymi zastrzyk gotówki. Chyba z tego właśnie powodu pojawili się tzw. "zawodowi świadkowie".

Obywatelski obowiązek

Czasy się jednak zmieniły. Żyjemy przecież w państwie, którego najwyższym suwerenem jest naród. Coraz częściej się o tym mówi. Nie może zatem chodzić tylko o wynagrodzenie. Poza tym, równie dobrze można rozważyć, czy nie byłoby uzasadnionym przyznawanie wynagrodzenia jedynie w szczególnie uzasadnionych przypadkach. Dlaczego nie ?

W całej tej dyskusji brakuje mi uwzględnienia tej jednej, wydawałoby się nieistotnej, kwestii: "obywatelski obowiązek". Wiem, że to brzmi banalnie. Ale przecież osoba zeznająca, jako świadek ma właśnie wypełnić swój obywatelski obowiązek, za który i tak otrzymuje wynagrodzenie. Co więcej, jest to wynagrodzenie wyłącznie za samo stawiennictwo. Jest to przykład na to, jak łatwo mówić o obowiązku wobec państwa, ale raczej "czyimś" obowiązku wobec państwa. 

Współodpowiedzialność

Brakuje mi również współodpowiedzialności za wymiar sprawiedliwości. Wiem, że to brzmi dziwnie, a może nawet sarkastycznie, zwłaszcza jeśli taka argumentacja pada z ust sędziego, który za wymierzanie sprawiedliwości otrzymuje wynagrodzenie. Muszę jednak stwierdzić, że od wielu lat odpowiedzialnymi za funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości czyni się wyłącznie policjantów, prokuratorów, sędziów, czy urzędników sądowych. Zupełnie nie bierze się pod uwagę tego, że bez stron procesu i właśnie świadków, wymiar sprawiedliwości praktycznie nie istnieje. 

Bardzo często się podkreśla, jak wielkie znaczenie dla sprawnego funkcjonowania państwa ma wymiar sprawiedliwości. Społeczeństwo aktywnie uczestniczy w krytyce aktualnego stanu rzeczy. Wśród krytyków znajdują się również potencjalni świadkowie, dla których prawdziwym sprawdzianem może być właśnie udział w postępowaniu sądowym. Może zatem zacząć od siebie. 

Należy się wynagrodzenie za udzielenie pomocy ?

Nie można wszystkiego sprowadzać do wynagrodzenia. Postawa obywatelska niewiele ma wspólnego z zapłatą. Kierując się taką postawą, należałoby rozważyć wprowadzenie wynagrodzenia za udział w wyborach np. według schematu: 1 głos - 10 zł. powiększone o zwrot kosztów stawiennictwa w lokalu wyborczym. Więcej, można też wprowadzić wynagrodzenie za udzielenie pierwszej pomocy osobie uczestniczącej w wypadku samochodowym. Przecież w takim przypadku wyręczamy lekarzy i pielęgniarki. Nadto, tracimy swój drogocenny czas.

Mam nieodparte wrażenie, że daleko nam do państwa obywatelskiego. Takie państwo w Polsce to tylko słowa, słowa, słowa.

8 komentarzy:

  1. Udział w wyborach to prawo obywatela, a nie obowiązek.

    Przeprowadźmy logiczne rozumowanie:
    W Belgii karą za brak udziału w wyborach jest pozbawienie PRAWA głosowania w kolejnych wyborach. Karą jest pozbawienia prawa.
    Czy może być karą pozbawienie obowiązku?

    Wizerunek wymiaru sprawiedliwości cierpi wskutek działań tych, którzy najbardziej go krytykują, a sami za ma niego wpływają - czyli polityków.
    Nie ostał się nawet Trybunał Konstytucyjny, który obojętnie w jakim nowym składzie będzie opluwany, wskutek politycznych gierek. A i wymagania stawiane sędziom TK - elicie elit ulegną obniżeniu - zamiast środowiska naukowego i jego rekomendacji będzie możliwe powołanie posła, który był 10 lat w Sejmie. No super zmiana - budująca autorytet, niech jeszcze powołają posłów-spadochroniarzy, którzy nie dostaną się do przyszłego Sejmu - to będzie festiwal wzajemnych oskarżeń i opluwania na wiele lat.

    Były poseł będzie gwarancją bezstronności przy ocenie konstytucyjności ustaw wniesionych przez jeszcze niedawno przeciwny mu obóz polityczny - z pewnością zbuduje to należyty autorytet Trybunału.

    Społeczeństwo obywatelskie Panie Sędzio? - ale bez polityków - bo ci tylko obrzydzają i skundlają autorytet każdej instytucji państwa, mającej być niezależną od nich, jak nie TK to Narodowy Bank Polski.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Nowe przepisy zakładają następujące wymaganie: zajmowanie przez 10 lat stanowisk w instytucjach publicznych związanych z tworzeniem lub stosowaniem prawa. W związku z tym nawet posłowie, którzy posiadają tytuł magistra prawa mogli by znaleźć się w Trybunale."

    No to dzięki naszym światłym politykom będzie łatwiej zostać sędzią Trybunału Konstytucyjnego niż sędzią sądu rejonowego. Politycznie racjonalny ustawodawca.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pójście na wybory w zasadzie nic nie kosztuje, a złożenie zeznań przed Sądem często już tak w kontekście wysokości rekompensaty dla świadka za utracony czas. Jeśli do do tego dołożyć opóźnienia w Sądach, zniesione terminy bez uprzedzenia świadka, ponowne rozpoznawanie sprawy, szczególnie w sprawach karnych i inne przyjemności, to w zasadzie trudno się dziwić, że świadkowie niechętnie przychodzą.

    Niestety brakuje informacji, kampanii oraz promowania postawy obywatelskiej w zakresie składania zeznań w Sądzie. A jeśli dodać do tego coraz bardziej powszechny brak szacunku dla wymiaru sprawiedliwości lansowany niestety w mediach, to skutki w postaci nieobecności świadków nie powinny już nikogo dziwić.

    Pozwolę sobie także wrzucić mały kamyczek i do ogródka sędziów i pełnomocników. Bywa, że strony ugodzą się tuż przed terminem rozprawy i wówczas przesłuchiwanie świadków jest bezcelowe wówczas rzadko strona powiadamia o tym "swoich" świadków. Bywa też tak, że na rozprawie, na której świadkowie się stawili, strona cofa wniosek o ich przesłuchanie. Sąd też nie jest bez grzechu - planuje posiedzenie na 1 h i wzywa 4 świadków - karnie stawiają się wszyscy, a Sąd jest w stanie przesłuchać tylko 1. Pozostałych 3 czeka godzinę pod salą, żeby się dowiedzieć, że dziś ich Sąd nie przesłucha. Oprócz tego - to się zdarza zdecydowanie rzadziej, ale jednak - można obserwować nieeleganckie zachowanie stron, a czasem nawet Sądu wobec świadka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To właściwie prawda. Choć w tym poście chciałem jednak zwrócić uwagę na samo podejście świadków.

      Warto też zauważyć że zdecydowana większość przesłuchwanych przeze mnie świadków była pierwszy raz w sądzie.

      Usuń
  4. Te 81,26 zł jest kwotą netto czy brutto?

    OdpowiedzUsuń
  5. W dzisiejszych czasach nie widzę potrzeby, aby świadek jechał przez pół polski do sądu, wystarczy procedura "notariusz+skype", nawet bez pomocy prawnej w sądzie, co trwa miesiącami. A normą jest, że na przykład ja z Warszawy, sprawa w Katowicach, a rozprawa wyznaczona na godzinę 8:15. O tym, że czasem dzień przed można się dopytać i wszystko jest OK, a kolejnego dnia już na miejscu okazuje się, że jednak przesłuchania nie będzie, bo ktoś inny nie przyszedł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Trzeba jeszcze zmiany mentalności u decydentów. Ja sam jestem zdania, że można by było rozważyć wprowadzenie przesłuchiwania świadków przez pełnomocników stron procesu np. przy udziale referendarza, zwłaszcza w drodze pomocy sądowej.

      Usuń
  6. Rzeczywiście najlepszym rozwiązaniem byłoby wykorzystanie zalet jakie daje nam Internet.

    OdpowiedzUsuń