"Niepożądane zachowania"


Niektórzy, jak słyszą wyrażenia takie jak "niepożądane zachowania", stają się jakby bardziej nerwowi. Inni są szczerze rozbawieni. Są też tacy, którzy wręcz podziwiają autorów takich wyrażeń. Muszę przyznać, że i ja nie mogę przejść obojętnie przed tego typu sformułowaniami. W polskiej prawosferze brakuje zaklinania, kreowania rzeczywistości, używając takiego kamuflażu.


Komisja ustaliła 

Opublikowany został komunikat, z którego wynika, że w dniu 7 marca 2015 roku specjalna niezależna Komisja w TVN S.A. zakończyła dochodzenie w sprawie domniemanych przypadków mobbingu, molestowania i molestowania seksualnego w redakcji programu „Fakty TVN”. Przedmiotowa Komisja m.in. ustaliła, że trzy osoby zostały narażone na niepożądane zachowania, za co TVN S.A. zaoferuje tym osobom zadośćuczynienie.

Nie mam zamiaru zastanawiać się nad tym, dlaczego użyto słowa: "narażone". Bardziej interesuje mnie tytułowe wyrażenie. Okazuje się bowiem, że za "niepożądane zachowanie" należy się odszkodowanie, a precyzyjniej zadośćuczynienie. Podkreślono, że Komisja spędziła łącznie ponad 60 godzin na badaniu sprawy właśnie po to, aby stwierdzić, że były "niepożądane zachowania".

Co to takiego "niepożądane zachowania" 

Czym w istocie jest "niepożądane zachowanie" ? Może to mobbing, a może spożywanie kanapki z serem w godzinach pracy. Może to niedokładne wytarcie stołu redakcyjnego a może reakcja na zaniechanie wytarcia takiego stołu. Tego na razie nie wiemy. I o to właśnie chodzi. Prawdopodobnie te zachowania były bardzo niepożądane, skoro skłoniły Komisję do zaproponowania zadośćuczynienia odpowiadającego nawet 6-krotności miesięcznego wynagrodzenia. Nota bene, bardzo dobry sposób na to, jak zasugerować, że zadośćuczynienie jest duże bez wskazywania konkretnej kwoty.

To jest dobry sposób na to, aby rozwiązać problem wizerunkowy samej stacji telewizyjnej. Przecież niezależna Komisja potwierdziła zaistnienie "niepożądanych zachowań". Nie jest natomiast w interesie Komisji precyzowanie na czym owe zachowania polegały, aby przypadkiem działania konkretnych osób nie odbiły się rykoszetem i nadwyrężyły dobre imię samej stacji telewizyjnej.

Kto maczał w tym palce

Być może prawnicy spędzili trochę czasu przy opracowaniu tego oświadczenia. Jeśli ktoś wątpi w przydatność prawników, to powinien przeanalizować wszystkie okoliczności związane ze sprawą na kanwie której zostało wydane przedmiotowe oświadczenie.

Warto się temu przyjrzeć. Warto pomyśleć o tym szerzej. Może Komisja jest sposobem nie tylko na problemy występujące w świecie polityki. Jest to chyba przykład godny rozważenia przez wielu przedsiębiorców, którzy korzystają z pomocy prawników dopiero wówczas kiedy sprawa trafi do sądu.

Kamuflaż słowny

Nie wiem czy tytułowe wyrażenie nabierze jakiegoś rozpędu w świecie prawniczym. Warto w tym miejscu odnotować, że słynne już zdanie: "paliłem, ale się nie zaciągałem" zrobiło międzynarodową karierę. Choć wszyscy się z tego śmiali, to przywołane zdanie, i jeszcze jeden słynny tekst wypuszczony przez prawników Billa Clintona, odniosło spodziewany skutek.

Z pewnym rozrzewnieniem przypominam sobie o tego typu zwrotach. W polskich sądach trudno o takie specjały. Zamiast tworzyć nowe koncepcje, nadawać nową nazwę jakiemuś zdarzeniu, czy zachowaniu, zwykle mamy do czynienia z powielanymi zdaniami-wytrychami typu: "wszystkiemu zaprzeczam, chyba że coś wyraźnie przyznam", "nie zaprzeczam, ani nie potwierdzam", "klient mi o tym nie mówił, więc z ostrożności procesowej zaprzeczam", "ja tego nie wiem, bo jestem substytutem" itp.

P.s.
Zapomniałem napisać, że najlepsi w te klocki są jednak wojskowi. Któż nie słyszał zdania: "należy unieszkodliwić wroga".

21 komentarzy:

  1. Bo z sędziami to różnie bywało. Raz im było za dużo, drugi raz za mało. :-)

    Być może takie enigmatyczne oświadczenie o niepożądanych zachowaniach jest wynikiem lektury Pana postu: „Nową rolą prasy wyrokowanie?”
    Pewnie firma wyszła z założenia, że tyle powinno opinii publicznej wystarczyć. Oświadczenie wydane? Wydane. A ostateczna ocena i wyrokowanie w sprawie należy do sądu. Oczywiście o ile sprawa tam trafi.
    sasanka

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeżeli chodzi o stosowanie takich kreatywnych eufemizmów w procesie, to mam przeciwne doświadczenia niż Pan - wydaje mi się, że występują całkiem często. Mój ulubiony tekst z sądu, to określenie kłamstwa słowami: "doszło do pewnego przesunięcia faktów na osi prawdy":)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest fajne stwierdzenie, ale chodzi o coś innego.

      Usuń
    2. /Być może prawnicy spędzili trochę czasu przy opracowaniu tego oświadczenia./

      W składzie samej Komisji byli prawnicy, więc z pewnością mieli wpływ na treść oświadczenia. A czy rzeczywiście treść oświadczenia była „bezpieczna” dla stacji telewizyjnej, to śmiem w to wątpić. Z doniesień prasowych wynika, że prokuratura podjęła czynności sprawdzające w tej sprawie, właśnie po podaniu do publicznej wiadomości tego oświadczenia. Jak wiadomo molestowanie seksualne jest w Polsce już przestępstwem ściganym z urzędu.
      sasanka

      Usuń
  3. "W polskich sądach trudno o takie specjały."

    No nie wiem Panie Sędzio. Manie na przykład przypomina się nowy rodzaj wykształcenia: "wykształcenie wyższe niepełne" powołane do życia przez SN w sprawie prezydenta Kwaśniewskiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest dobry przykład. Przypominam sobie. Żyła tym cała Polska.

      Usuń
    2. Niedawno jedna ze stron na wysłuchaniu posłużyła się tym zwrotem. Po ok. 3 minutowej polemice z sądem stanęło na tym, że jednak średnie wykształcenie.

      Ad rem - sąd okazał się niepotrzebny (przynajmniej na obecnym etapie) wystarczył prywatny organ zwany "komisją", który oskarżył, ustalił i zamierza zobowiązać pracodawcę do wypłaty odszkodowania i to szybko, sprawnie.

      W związku z tym ciekawi mnie jedna kwestia, za której wygłoszenie nie chciałbym być uznany za "oszołoma". Mianowicie, kiedy rozpocznie, o ile już nie rozpoczął się proces "prywatyzacji" wymiaru sprawiedliwości.

      Usuń
    3. Z tą prywatyzacją to na poważnie ?

      Myślę, że proces taki nie nastąpi z wielu przyczyn. Jedna jest oczywista. Obawa o bezstronność. Druga również jest oczywista. Obawa o to, że kwestią decydującą będzie zasobność portfela.

      Z drugiej jednak strony, trzeba odnotować, że pewne sfery, które tradycyjnie są zaliczane do szeroko pojętego wymiaru sprawiedliwości podlegają "prywatyzacji" albo oddaje się je w coś w rodzaju partnerstwa publiczno-prywatnego. W USA istnieje wiele prywatnych więzień. Ostatnio okazało się, że niektóre kraje europejskie rozważają przyjęcie podobnych rozwiązań.

      Są również sądy polubowne, które w pewnym sensie mają charakter prywatny. Od wielu lat zachęca się do korzystania z tego rodzaju sadów. Jakoś społeczeństwa, a nawet prywatne firmy niezbyt chętnie korzystają z takiej możliwości. Być może to kwestia czasu.

      Inną kwestią jest przekazywanie niektórych kompetencji sądów na rzecz innych podmiotów publicznych. Przykładem mogą być różnego rodzaju rejestry, które w niektórych państwach są oddane w ręce władzy administracyjnej, a nie sądowniczej.

      Wiele jednak zależy od ustroju. Są kraje, w których nada król skazuje np. na karę śmierci i jednocześnie stanowi prawo. Pytanie tylko czy takich rozwiązań chcemy.

      Usuń
    4. Poważnie pytam.
      Więzienia w USA są prywatne - buduje się je tam gdzie ziemia tania, czyli np. na pustyni. Nakręcono o tym wiele dokumentów, można zobaczyć jak wygląda kapitalizm i oszczędności w takich przybytkach. Ostatnio oglądałem dokument o prywatnym "poprawczaku" w USA, ale nie mogę przypomnieć sobie tytułu, gdzie na potęgę kierowano młodocianych do tegoż.

      Wiele tradycyjnych sfer będących domeną państwa sprywatyzowało się już jak. np. służba zdrowia, emerytury w OFE (choć te na powrót znacjonalizowano).

      Przez prywatyzację rozumiem przekazanie kompetencji podmiotu publicznego do podmiotu niepublicznego, np. do notariuszy, korporacji i innych organizacji.
      Istnieją np. postulaty dalszego wyłączenia pewnych kategorii spraw z kognicji sądów i przekazania do notariuszy. Notariusze mieliby wydawać nakazy zapłaty, orzekać o rozwodach na zgodny wniosek stron.
      Także komornicy to przedsiębiorcy. Co ciekawe, przy zbiegu z 773 kpc US zawsze pisze, że komornik zna się i zrobi to lepiej.
      Wydaje mi się, iż ten proces już trwa.
      Sądy również zawierają umowy z agencjami pracy tymczasowej.

      Usuń
    5. I jeszcze:
      1. obawa o bezstronność - również występuje w sądach.
      2. zasobność portfela - wpływa zdecydowanie na zachowanie stron - najlepszy przykład wysokość opłaty od skargi na KIO przed 2014r

      Usuń
    6. Odnośnie rozszerzenia kompetencji notariuszy:

      1) Nakazy zapłaty - absolutnie nie - w żadnym wypadku.

      2) Rozwody na zgodny wniosek stron, jeśli nie ma małoletnich dzieci - jak najbardziej tak.
      Choć w obecnym stanie prawnym, to czekanie na rozprawę - ma swój, pewnie niezamierzony sens, może małżonkowie przemyślą wszystko i się jeszcze pogodzą ;)


      Usuń
    7. Nie jestem sam zwolennikiem tego procesu, ale
      1. czemu nie nakaz - dziś notariusz może sporządzić APD, dział spadku, tytuł egzekucyjny i wiele innych. Może w drobnych sprawach lepiej niech wydaje notariusz niż "maszyna" z Lublina.
      2. może przemyślą, a może w trakcie rozwodu żona zajdzie w ciążę z innym i postępowanie rozwodowe zostanie zawieszone na czas zaprzeczenia ojcostwa i można by tak dalej...

      Usuń
    8. Po rozmowie ze znajomymi notariuszami (choć oczywiście nie musi być to reprezentatywne dla całego notariatu grono) wcale nie garną się do nakazów zapłaty, w przeciwieństwie do bezspornych rozwodów.
      Uważają, że kasy nie byłoby z powodu wspomnianej wyżej dominacji "maszyny" z Lublina, czyli e-sądu.

      Usuń
    9. Poza tym samorząd notarialny obawia się, że mógłby pojawić się jakiś "młody, odważny, przedsiębiorczy notariusz", który przy niskich, dumpingowych cenach przejąłby wszystkie nakazy z całego kraju (coś jak "hurtownie komornicze") - co przy sprawach dotyczących nieruchomości, postępowań spadkowych nie jest jednak możliwe ze względu raczej na terytorialność usług (klienci z Gdańska nie pojadą do Warszawy po poświadczenie dziedziczenia albo sprzedać nieruchomość lub założyć spółkę).

      Usuń
    10. Z całą pewnością przydałaby się konkretna debata na ten temat.

      Kwestie nakazów były poruszane z 10 lat temu. Wówczas sami notariusze zaproponowali takie rozwiązanie. Pojawiłoby się na pewno wiele problemów np. ewentualna stała współpraca notariuszy z kancelariami prawnymi, czy przekazywanie ewentualnego sprzeciwu wraz z dokumentacją. Z jednej strony jest to zawód zaufania publicznego i trudno zakładać, że nakaz zapłaty (np. upominawczy) nie mógłby być wydawany przez notariusza, skoro wydają je referendarze w Lublinie bez okazania dowodów. Z drugiej strony co chwila pojawiają się "dziwne" akty notarialne.

      Rozwody (przynajmniej te na zgodny wniosek stron bezdzietnych), to wbrew pozorom nie jest taki wielki problem. W różnych państwach jest to różnorodnie rozwiązywane. Od listu rozwodowego, poprzez rozwody listowne aż po rozwody przed sądem. Z drugiej jednak strony, odejście od polskich rozwiązań byłoby bardzo trudne ze względu na tradycje prawne no i kwestie światopoglądowe. Poza tym, Polak potrafi. Zaraz by się znalazły osoby, które w poniedziałek zawierają związek małżeński a we wtorek (np. aby uciec od odpowiedzialności) się rozwodzą tylko po to, aby za 3 miesiące znowu wstąpić w związek małżeński.

      Ponadto, wiele istniejących procedur można usprawnić. Np. nie rozumiem dlaczego "zwykłe" sądy nie mogą wydawać nakazów zapłaty (tak samo jak sąd lubelski) jedynie w oparciu o sam pozew. Dopiero w razie wniesienia sprzeciwu powód mógłby składać dokumenty. Byłoby szybciej (brak potrzeby kontrolowania załączników) oraz prościej (mniej dokumentów do analizy). Efekty byłyby zbliżone do tych które stały się udziałem sądu lubelskiego.

      Pomysły można mnożyć. Brakuje tylko odwagi. Przykładem może być to, jak wiele czasu zajęło ustawodawcy, aby przekazać kilka kompetencji referendarzowi.

      Usuń
    11. Odnośnie przekazywania kompetencji referendarzom - nadal mam obawy, co do konstytucyjności tego rozwiązania i nie zdziwiłbym się, że jeszcze w przyszłości będą jakieś "jaja" z tym związane.

      Mamy do czynienia w pewnym stopniu z rozdwojeniem jaźni naszego ustawodawcy - asesorzy byli niekonstytucyjni, a referendarze nie są - chociaż też sprawują wymiar sprawiedliwości (mimo, że twierdzi się, że nie).

      Bo czy nie jest nim wydawanie nakazów zapłaty, ocena zgodności z prawem wpisywanych skomplikowanych praw rzeczowych w księgach wieczystych albo skomplikowanych warunkowych podwyższeń kapitału połączonych spółek kapitałowych - nikt nie powinien deprecjonować tych decyzji - do stwierdzenia, że są to proste niemalże "techniczne" czynności.

      Usuń
    12. /prywatny organ zwany "komisją", który oskarżył, ustalił i zamierza zobowiązać pracodawcę do wypłaty odszkodowania/

      1. Trudno to nazwać organem zobowiązującym do czegokolwiek. Komisja wyjaśniała w imieniu pracodawcy, ale decyzje podejmowały osoby właściwe w sprawach z zakresu prawa pracy.
      2. Żaden to prywatny organ. Tak samo można byłoby nazwać dobrze znane zespoły powypadkowe czy komisje bhp. Ustalenia tego "organu" nie są w żaden sposób wiążące dla nikogo.

      Usuń
    13. /Żaden to prywatny organ./

      A jaki? Państwowy?
      sasanka

      Usuń
  4. „Niepożądane zachowania” to chyba zachowania kogoś, kto nie pożąda żony bliźniego swego, ani żadnej rzeczy, która jego jest. Albo na odwrót. Sama już nie wiem. Pogubiłam się ;-)
    sasanka

    OdpowiedzUsuń
  5. /... zwykle mamy do czynienia z powielanymi zdaniami-wytrychami typu: "wszystkiemu zaprzeczam, chyba że coś wyraźnie przyznam", "nie zaprzeczam, ani nie potwierdzam", "klient mi o tym nie mówił, więc z ostrożności procesowej zaprzeczam", "ja tego nie wiem, bo jestem substytutem" itp. /

    Rzeczywiście z takimi zdaniami często można spotkać się w sądzie.

    Oświadczenia pełnomocników typu: "wszystkiemu zaprzeczam, chyba że coś wyraźnie przyznam" lub "klient mi o tym nie mówił, więc z ostrożności procesowej zaprzeczam" powinny spotykać się z odpowiednią reakcją sądu. Przede wszystkim takie oświadczenia są nielogiczne i wewnętrznie sprzeczne.
    Zaprzeczenie jakiejś okoliczności ma taką samą wagę jak i twierdzenie o zaistnieniu faktu. I jest oceniane w kategorii prawdy i fałszu. Jeśli ktoś czemuś zaprzecza, oznacza to, iż twierdzi, że tak nie było. Jak więc logicznie myślący pełnomocnik może z góry zaprzeczać temu co powie przeciwnik (chyba że coś wyraźnie przyznam – czas przyszły)? Jest to wyraźna sugestia dla sądu, że wszystko co powie przeciwnik będzie kłamstwem, no chyba że nieopatrznie „chlapnie” prawdę, to wtedy ja to przyznam.
    Tak samo zdanie "klient mi o tym nie mówił, więc z ostrożności procesowej zaprzeczam" oznacza twierdzenie, że nieprawdą jest to co twierdzi strona przeciwna. A przecież nie można zaprzeczać, gdy nie wie się jak było. Zarówno potwierdzić jak i zaprzeczyć można tylko wtedy, gdy ma się wiedzę co do danej okoliczności.
    Czy taki pełnomocnik nie zastanowi się, że wydaje złe świadectwo o sobie? Jaką osobą zaufania publicznego może być taki pełnomocnik, gdy z rozbrajającą szczerością informuje sąd, że czemuś zaprzecza, mimo że nie wie jak faktycznie było?

    Natomiast nie czepiałabym się twierdzenia: "nie zaprzeczam, ani nie potwierdzam". Jest ono jak najbardziej poprawne, logiczne i niesprzeczne. A że mało oryginalne? No cóż, sala sądowa to jednak coś innego niż scena teatralna, estrada … . Tu bardziej liczy się precyzja i jasność wypowiedzi niż jej kwiecistość itp.
    sasanka

    OdpowiedzUsuń