Iura novit procurator. Bo pełnomocnik musi znać prawo.

Zawodowi pełnomocnicy uczynili z paremii "iura novit curia" (sąd zna prawo) wyrażenie klucz, a właściwie wytrych, dzięki któremu czują się zwolnieni od podawania podstawy prawnej roszczeń dochodzonych w imieniu swoich klientów.
Co ciekawe, nie tylko aplikanci, ale nawet studenci prawa, jak mantrę powtarzają, to "sąd zna prawo". Mam jednak wrażenie, że ten slogan staje się niekiedy usprawiedliwieniem dla wadliwie przygotowanego pozwu.

"Sąd zna prawo" = brak podstawy prawnej w pozwie

Oczywiście trudno jest wniknąć w umysł pełnomocnika i ustalić, jak rozumiana jest przywołana paremia. Natomiast nierzadko zdarza się, że zawodowi pełnomocnicy w swych apelacjach wyliczają, jakich to przepisów prawa materialnego lub procesowego dany sąd nie zastosował. Choćby z tego względu można wnioskować, że pełnomocnicy co najmniej zdawali sobie sprawę z tego, że dany sąd w konkretnej sprawie mógł nie znać przepisu prawa, który powinien, w ich mniemaniu, znaleźć zastosowanie w niniejszej sprawie.

Spotkałem nawet wypowiedź adwokata, który wprost stwierdził, że w prawie karnym chodzi o to, aby obrońca przez całe postępowanie siedział cicho, bez ujawniania dostrzeżonych nieprawidłowości sądu, gdyż powinien je podnieść dopiero w razie wnoszenia apelacji, pod warunkiem oczywiście, iż wyrok był niekorzystny dla oskarżonego. W postępowaniu cywilnym nie ma jednak, aż takiego luksusu, a to choćby z uwagi na treść art. 162 k.p.c., który stanowi, że "strony mogą w toku posiedzenia, a jeżeli nie były obecne, na najbliższym posiedzeniu zwrócić uwagę sądu na uchybienia przepisom postępowania, wnosząc o wpisanie zastrzeżenia do protokołu". Konsekwencją nie zgłoszenia zastrzeżenia jest to, że stronie zasadniczo nie przysługuje prawo powoływania się na takie uchybienia w dalszym toku postępowania.

Jestem zdania, że wskazana na wstępie zasada jest raczej traktowana przez pełnomocników z przymrużeniem oka, jak w słynnej i już historycznej reklamie pewnego trunku.

Poza tym, wskazana paremia jest najprostszym wytłumaczeniem dla pomijania podstawy prawnej w pozwie przez zawodowych pełnomocników.  

Strategia procesowa

Jeśli założyć, że dany pełnomocnik nie ujawnia przepisu prawa, który stanowi podstawę prawną roszczenia, choć faktycznie zna ten przepis, to można uznać, że owo nieujawnienie traktuje, jako swego rodzaju strategię procesową. Jeśli tak faktycznie jest, to można to jakoś zrozumieć, choć nie w pełni zaakceptować.

Gorzej, jeśli pełnomocnik tak naprawdę nie zna podstawy prawnej żądania albo błędnie myśli, że ją zna. Jeszcze gorzej będzie, jeśli także sąd nie ustali podstawy prawnej żądania pozwu.

Osobiście mam jednak wrażenie, że nie chodzi o strategię procesową, lecz co najwyżej o kultywowane wśród pełnomocników uprawnienie do nieujawniania podstawy prawnej żądania w pozwie.

Skutki braku podstawy prawnej żądania

Myślę, że mało prawników zdaje sobie sprawę z tego, jak rzadko w pozwie wskazywana jest podstawa prawna żądania. Zjawisko to jest tak powszechne, że stanowi swego rodzaju plagę. Z czego to wynika ? 

Przyjmuje się, że żaden przepis prawa procesowego nie przewiduje obowiązku podawania w pozwie podstawy prawnej żądania. Nie jest to brak formalny pozwu. To jest niewątpliwie prawda. No i co z tego. Czy to oznacza, że zawodowy prawnik może zwolnić się z tego obowiązku ? Czy pozwala to jemu postępować, jak strona procesu działająca bez profesjonalnego pełnomocnika ? Mam poważne wątpliwości, zwłaszcza że brak w pozwie jakiejkolwiek podstawy prawnej prowadzi niekiedy do opłakanych skutków.

Jeszcze raz podkreślę. Bardzo często jest tak, że w pozwie nie ma podanej podstawy prawnej żądania. Komiczne jest to, że jeśli podstawa prawa się pojawia, to najczęściej chodzi o uzasadnienie prawne żądania odsetek ustawowych (art. 481 k.c.). W dalszej kolejności wskazuje się art. 415 k.c., jako podstawę prawną odpowiedzialności odszkodowawczej. 

Najzabawniej jest wtedy, gdy chodzi o podstawę prawną żądania o zasądzenie należności pieniężnej z tytułu bezumownego korzystania z rzeczy. Od razu zaznaczę, że nigdy, w żadnym pozwie, który dotyczył bezumownego korzystania z rzeczy, nie było podstawy prawnej tego żądania. Jest to tym bardziej zaskakujące, że owo sformułowanie "bezumowne korzystanie z rzeczy", to tak naprawdę wymysł doktryny. Tak sformułowane żądanie może mieć dwojakiego rodzaju uzasadnienie prawne, określające zupełnie inne przesłanki. Nie zmienia to jednak faktu, że w ani jednym pozwie, który widziałem, nie podano żadnej z tych alternatywnych podstaw prawnych.

Inną ciekawostką jest ta, że w pozwach dotyczących spraw - jakich setki, jeśli nie tysiące w sądach - o zapłatę należności z tytułu najmu pojazdu zastępczego również nie widziałem podanej podstawy prawnej żądania. Czyż to nie kuriozum ?

To nie jest ani dobre, ani bezpieczne dla stron procesu.

Trzeba znać podstawę prawną żądania

Można bronić tezy, że z punktu widzenia pełnomocnika nie ma potrzeby wskazywania podstawy prawnej żądania w pozwie. 

Jednakże nie zwalnia to zawodowego pełnomocnika od znajomości podstawy prawnej roszczenia. Bez tej podstawowej wiedzy skąd można wiedzieć, że składany pozew jest uzasadniony. Analiza okoliczności faktycznych sprawy winna się odbywać niejako symultanicznie, tj. przy uwzględnieniu różnych przepisów prawa, które mogą znaleźć zastosowanie do danej sytuacji opisywanej przez klienta. Oznacza to, że rozpytując klienta trzeba mniej więcej wiedzieć, jak przywoływane okoliczności faktyczne  winny być zakwalifikowane pod względem prawnym.

Myślę, że wskazanie w pozwie podstawy prawnej, jest swego rodzaju następczym sprawdzianem, czy w sposób prawidłowy i wystarczający podano okoliczności faktyczne pozwu. Po wskazaniu podstawy prawnej, argumentacja pozwu skupia się wokół przesłanek podanego, jako podstawa prawna żądania, przepisu prawnego.

Bardzo często jest tak, że te pozwy, w których nie ma podanej podstawy prawnej, zawierają mnóstwo okoliczności nieistotnych z punktu widzenia zasadności żądania. Na przykład wiele się pisze na temat tego czy strony doszły do porozumienia czy też nie albo na temat tego, że strony się nie lubią. Kogo to obchodzi. 

Pamiętam pozew, w którym nie podano podstawy prawnej roszczenia. Z treści pozwu można było wnioskować, że chodzi o odszkodowanie, jednakże nie było wiadomo, czy chodzi o delikt, czy o nienależyte wykonanie umowy. Okoliczności faktyczne pozwu sprowadzały się do stwierdzenia, że powód zamówił u pozwanego samochody, które nie zostały dostarczone, przez co powoda narażono na stratę 60.000 zł. Reakcja pełnomocnika pozwanego była oczywista. W swej odpowiedzi na pozew wniósł o oddalenie powództwa podając, że nie tylko nie wykazano, ale nawet nie podano okoliczności uzasadniającej winę pozwanego. Ponadto pozwany wskazał, że nie wystąpiła szkoda, skoro powód stwierdził, że został jedynie "narażony" na stratę. Wreszcie, pozwany podniósł brak związku przyczynowego. Okazało się zatem, że nie tylko nie podano podstawy prawnej, ale nawet nie wskazano wszystkich niezbędnych okoliczności uzasadniających żądanie. 

Prekluzja 

W kontekście tych rozważań wypada jeszcze wspomnieć o prekluzji dowodów oraz twierdzeń. Zwykle pełnomocnicy skupiają się na konieczności podania wszystkich niezbędnych dowodów. Okazuje się jednak, że o wiele bardziej kłopotliwe może być pominięcie niezbędnych okoliczności faktycznych bez wykazania których nie będzie można uznać, że znajduje zastosowanie przepis, który stanowi podstawę prawną dochodzonego żądania.

Zasadniczo nie jest problemem brak podstawy prawnej w pozwie, jeśli przepis prawny uzasadniający żądanie był pełnomocnikowi znany i jeśli okoliczności faktyczne oraz dowody były przytaczane w pozwie przy uwzględnieniu tego właśnie przepisu, tj. wypełniającego uzasadnienie prawne żądania.  

Z tego względu uzasadnione jest twierdzenie, że choć można pominąć podstawę prawną żądania pozwu, to jednak należy pamiętać o dwóch najważniejszych, choć oczywistych kwestiach:
1) trzeba znać podstawę prawną już na etapie konstruowania pozwu,
2) trzeba budować pozew przy uwzględnieniu głównej (zasadniczej) podstawy prawnej oraz - jeśli taka może zaistnieć - przy uwzględnieniu ewentualnej podstawy prawnej,
Inne opcje są zbyt ryzykowne.  

Lepiej podać podstawę prawną

Osobiście zalecam wskazywać podstawę prawną żądania. Stanowi to pewnego rodzaju samokontrolę. Mogę sobie wyobrazić taki proces myślowy. Skoro wskazałem podstawę prawną w pozwie, to jednocześnie muszę przywołać okoliczności faktyczne w oparciu o podaną podstawę. To jest oczywiste. Z drugiej strony, dajemy sądowi wyraźny sygnał, w jakim kierunku przede wszystkim powinien prowadzić postępowanie. Jest to istotne, zwłaszcza wówczas gdy pozew jest ostatnią aktywnością pełnomocnika w sprawie. To nie jest wcale rzadkością. Bez wskazania podstawy prawnej, pozostawiamy sądowi wolną rękę. Konsekwencją tego może być to, że nie zawsze da się skorygować działania sądu, które np. nie poszły po myśli danego pełnomocnika. Tak się często zdarza, zwłaszcza gdy podczas rozpraw, na których przesłuchiwani są świadkowie, nie są obecni pełnomocnicy. 

Pojawia się jeszcze jedna kwestia. Jeśli sąd oddali powództwo, bo np. nie doszuka się podstawy prawnej żądania, to nie zawsze da się to odkręcić w apelacji, gdzie istnieją ograniczenia w zakresie prowadzenia postępowania dowodowego. Więcej, nawet jeśli da się to odkręcić w apelacji, to może już być za późno, aby np. wyegzekwować roszczenie. Pamiętam sprawę, w której - z powodu braków formalnych - został zwrócony pozew w postępowaniu nakazowym. Pełnomocnik złożył ponownie pozew, tym razem skutecznie. Wydałem nakaz zapłaty i to w postępowaniu nakazowym, ale później okazało się, że jeden dzień przed ponownym złożeniem pozwu, doszło do upadłości likwidacyjnej pozwanej spółki. W taki oto sposób zamiast zabezpieczonej wierzytelności, pełnomocnik musiał zaakceptować odrzucenie pozwu i musiał zgłosił wierzytelność w postępowaniu upadłościowym. Niestety szanse na jej wyegzekwowanie poważnie zmalały, gdyż wierzytelność znalazła się w ostatniej grupie.

Wreszcie, nic tak nie boli pełnomocnika, jak obnażenie jego niewiedzy w zakresie podstawy prawnej żądania w obecności jego klienta. Czy pełnomocnika stać na takie ryzyko ? Zasadniczo nie przepytuję pełnomocników z własnej woli, zwłaszcza w obecności stron procesu. Niestety zdarza się, że nie ma innego wyjścia. Trzeba się z tym liczyć. Okazuje się, że taki wniosek, tj. o podanie podstawy prawnej, zgłaszają pełnomocnicy strony przeciwnej. Niekiedy jest tak, że naprawdę roszczenie wydaje się bezzasadne już na wstępie. Wówczas korci, aby zapytać pełnomocnika czy może on zna jakiś przepis, który uzasadniałby zgłoszone w pozwie żądanie. Jednakże w takiej akurat sytuacji zwykle okazuje się, że pełnomocnik po prosu wykręca się i odpowiada tymi słowy: "Wnoszę, aby sąd zakreślił mi terminu do wskazania na piśmie rozważań prawnych w zakresie podstawy prawnej". Jeśli ja mam taką sytuację, to zwykle odpowiadam, że jeśli pełnomocnik chce, to oczywiście może podstawę prawną podać, ale ja do tego nie będę zobowiązywał.

Absurd jest jeszcze większy, gdy pytanie o podstawę prawną pada nie na pierwszej, a na ostatniej rozprawie. O czym to świadczy ? Czy o tym, że składając pozew nie była znana podstawa prawna żądania ? Może jednak było tak, że to pełnomocnik jej nie znał w momencie składania pozwu ? Na co lub na kogo więc liczył składając pozew i kontynuując postępowanie ?

28 komentarzy:

  1. Marek Zwoliński12 listopada 2014 15:53

    Dzień dobry.
    Oczywiście w interesie pełnomocnika jest wskazywanie od razu w pozwie podstawy prawnej roszczenia. Ale z moich doświadczeń wynika, że taka podstawa prawna jest najczęściej wskazywana. Ciężko napisać sensowny pozew bez odnoszenia się do podstawy prawnej, bo wtedy to Sąd może zrobić wszystko z takim pozwem. A przecież podstawową "taktyką" procesową jest sprawienie, żeby rozważania Sądu były dokonywane wokół stanowiska danego pełnomocnika. Tylko w taki sposób można mieć realny wpływ na proces.
    Pozdrawiam
    Marek Zwoliński - radca prawny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. Nawet jeśli sąd będzie miał wątpliwości co do wskazanej podstawy prawnej, to i tak musi się liczyć - prowadząc postępowanie - z podstawą prawną wskazaną przez pełnomocnika strony.

      Usuń
  2. Witam ponownie,
    Kilka miesięcy temu czytałem pozew adwokata w sprawie dochodzenia roszczeń klienta od banku, który nie dopełnił swoich swoich bankowych powinności. Uzasadnienie tego pozwu podzielone zostało na dwie, wyraźnie oddzielone części. "Stan faktyczny" w której to adwokat przedstawił cały przebieg spornej czynności bankowej wskazując przy tym dowody do przeprowadzenia. Drugą część adwokat zatytułował "Uzasadnienie prawne" gdzie przeprowadził cały wywód dotyczący sytuacji prawnej banku i jego obowiązku odszkodowawczego. Myślę, że taki właśnie podział uzasadnienia jest najbardziej właściwy do stosowania. Zresztą jest on zapewne najwygodniejszy z punktu widzenia sędziego.
    Choć z drugiej strony na ćwiczeniach w postępowania cywilnego ostatnio dowiedziałem się, że "Sędziowie czytają uzasadnienia do czwartej strony". Później już ponoć brakuje czasu i dłuższe uzasadnienia są zbyt monotonne.

    Pozdrawiam
    Piotrek - student prawa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo fajny komentarz, zwłaszcza jego druga część. Jakże to prawdziwe. Osobiście nie przepadam za podziałem pozwu na dwie części, gdyż trudno jest wówczas zachować związek między stanem faktycznym a prawnym. Wówczas wszystko się rozłazi. Trudno też w takiej sytuacji nie uniknąć powtórzeń i obszerności rozważań. Nie zmienia to jednak faktu, że taki pozew może być konkretny i - co bardzo ważne - wyczerpujący. Może się faktycznie okazać, że z powodu obszerności, sędzia nie zapozna się z całym uzasadnieniem. O tym decyduje wiele kwestii: zmęczenie, nawał pracy, może lenistwo, może monotonność. Faktem jest że zasady retoryczne nakazują dobrać odpowiednie środki do osiągnięcia celu. Myślę, że zasadniczo nikt nie chce czytać poematów, czy powieści, jeśli sprawa tego nie wymaga. Przeczytanie jedynie 4 stron, to nie jest jednak problem pełnomocnika, a jest to na pewno ryzyko sędziego.

      Usuń
    2. Przeczytanie jedynie czterech stron przez sędziego, to moim zdaniem ogromny praktyczny problem pełnomocnika, zaś ryzyko sędziego ... najczęściej tylko teoretyczne.

      Usuń
    3. Można przyjąć, że ryzyko jest inaczej pojmowane przez strony procesu i inaczej przez sędziego. W obu przypadkach jest to jednak ryzyko. Sędzia, bez względu na to, jak brzmi to na blogu, chce prawidłowo rozstrzygnąć sprawę, która leży jednak na sercu. Uzasadnienie tego może być różne od najbardziej pompatycznych, po czysto przyziemne, jak chęć posiadania dobrze poprowadzonych i rozpoznanych spraw. Z drugiej strony, nawet jeśli sędzia dojdzie tylko do drugiej strony, to wcale nie oznacza, że pozostałe przestają istnieć, zwłaszcza dla instancji odwoławczej, chyba że to co po 4 stronie nie ma większego znaczenia.

      Usuń
    4. Również dotarł do mnie mit o 4 stronach:) Niestety jest chyba bardzo rozpowszechniony i powoduje przerzucanie treści uzasadnienia do zarzutów w środkach odwoławczych, byleby tylko zmieściły się nad słowem "uzasadnienie".

      Usuń
    5. A to o to chodzi z tak obszernymi zarzutami :-)

      Usuń
  3. Mówiąc szczerze: tam, gdzie jest spór, najczęściej sama "podstawa prawna żądania" nie jest przedmiotem sporu. Jaka jest np. doniosłość niewskazania w pozwie art 535 kc (podobnie art. 647 kc, art 659 kc, art. 720 kc, art. 353 kc), jeśli sam spór dotyczy wad / zwłoki / odstąpienia / potrącenia / przedawnienia?
    Co innego jeśli sama podstawa prawna jest dyskusyjna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze, podstawa prawa jest swego rodzaju samokontrolą o czym już pisałem w poście. Po drugie, podstawa prawna ukierunkowuję sąd, co ma znaczenie zwłaszcza gdy pełnomocnik nie zamierza pojawiać się na rozprawie. Po trzecie, co najważniejsze, nie ma znaczenia to czy podstawa prawna jest sporna czy też nie. Sąd zawsze musi ustalić właściwą podstawę prawną bez względu na to czy jest sporna i to nawet gdyby strony "zgodziły się" na jakąś podstawę prawną. To wszystko trzeba odnieść również do tych, wydawałoby się prostych przepisów prawa. Podam przykład: powód w pozwie pisze, że wydał pozwanemu umówiony towar, lecz pozwany nie zapłacił umówionej ceny, tj. 200 zł. Pozwany w odpowiedzi na pozew podniósł zarzut przedawnienia, zaś powód stwierdził, że przedawnienia nie nastąpiło. Proszę odpowiedzieć, jaka została zawarta umowa ? Czy i ewentualnie kiedy doszło do przedawnienia roszczenia ? Taką sprawę miałem. Podobnych nie ma wcale tak mało. Kto podejmie się odpowiedzi na podane pytania. Podam jeszcze, że nawet skorzystałem z instytucji wezwania stron na termin rozprawy celem informacyjnego wysłuchania, gdyż nie złożyli ani wniosku o przesłuchanie świadków, ani storn procesu. Nikt na rozprawę nie przyszedł.

      Usuń
    2. Jeżeli przez wskazanie podstawy prawnej rozumiemy "strony zawarły umowę sprzedaży" a nie "powód dochodzi zapłaty ceny na podstawie art. 535 kc" to się zgadzam.

      Usuń
  4. Chodzi tak naprawdę, aby np. wskazać, że strony w dniu takim a takim zawarły umowę na mocy której powód zobowiązał się przenieść własność rzeczy i wydać rzecz, zaś pozwany zobowiązał się odebrać rzecz i zobowiązał zapłacić cenę, czym wyczerpano przesłanki art. 535 k.c. Dzięki temu nie będzie wątpliwości, że nie chodzi np. o umowę o dzieło, umowę dostawy, umowę świadczenia usług, czy może umowę przewozu. Dzięki temu można np. ustalić, jaki jest termin przedawnienia. Brak jakieś przesłanki, np. bo ktoś o niej zapominał, dzięki przywołaniu artykułu, może umożliwić sądowi pewne kwestie naprostować. Jednak jeszcze raz podkreślę, to jest pewien model, wybór, z którego - w mojej ocenie - pełnomocnik powinien skorzystać, choć nie musi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My się (chyba) zasadniczo zgadzamy (każdy pełnomocnik który przeszedł porządnie postępowanie gospodarcze z rygorami prekluzji się zgodzi), przy czym jeżeli w pozwie piszę "powód sprzedał pozwanemu towary.... warunki umowy sprzedaży uzgodniono w drodze... towar i fakturę wydano/wysłano", to uważam za zbędne (jeśli nie za brak szacunku wobec Sądu) wskazywanie, jaka jest kodeksowa treść umowy sprzedaży i jaki jest prawny mechanizm przejścia własności towarów sprzedanych.
      Aczkolwiek oczywiście są i pozwy "Powód żąda zasądzenia gdyż pozwany nie zapłacił Faktury na 7112 plus Vat", fajnie się na takie pisze w odpowiedzi "powód nie wykazał istnienia podstawy zobowiązania".

      Usuń
    2. W pełni zgadzam się z powyższym komentarzem. Dla mnie zasada iura novit curia oznacza zakaz traktowania sądu jak nierozgarniętej osoby bez wykształcenia prawniczego, czyli powstrzymywanie się przed pisaniem rzeczy oczywistych, jak np. powoływanie przepisów połowy KC w przypadku gdy dochodzę zapłaty na podstawie załączonej umowy i faktur. Nie oznacza ona natomiast możliwości zaniedbywania interesów klienta i liczenia, że sąd zrobi coś za mnie. Wydaje mi się zresztą, że każdy kto brał udział w postępowaniu gospodarczym raz na zawsze wybił sobie z głowy takie pomysły:)

      Potrzeba szerszego przywołania przepisów i przeprowadzenia ich wykładni pojawia się natomiast gdy sprawa dotyczy jakichś mniej popularnych ustaw. Zaniechanie naprowadzenia sądu na odpowiednią drogę byłoby bardzo nieroztropne. Swego czasu np. prowadziłem bardzo dużo spraw opartych o ustawę o zakwaterowaniu Sił Zbrojnych RP - o tym by się działo gdyby w pozwach nie była przytaczana obszerna argumentacja prawna traktuje wpis "Ośla siekierka" na blogu sub-iudice.blogspot.com, a zwłaszcza dyskusja tocząca się w komentarzach.

      Myślę, że praktyki o których pisze Autor zdarzają się stosunkowo rzadko i to chyba głównie u tzw. powodów masowych. U tych ostatnich przywoływanie np. tylko faktur albo "ksiąg rachunkowych", bez wskazania umowy i innych okoliczności, wynika często po prostu z braku odpowiednich danych.

      Usuń
    3. Zapominałem napisać, że istnieje ważny wyjątek od powyższego rozumienia zasady iura novit curia. Chodzi o kwestie cywilistyczne w procesie karnym. Niestety często do sądów karnych trafiają sprawy, które powinny być rozpoznawane w procesie cywilnym jako spory o niewykonanie albo nienależyte wykonanie zobowiązania. W sądzie karnym rozpatrywane są jako oszustwo czy też przywłaszczenie. Na aplikacji brałem udział w sprawie, gdzie przez trzy lata nie udało się wytłumaczyć sądom karnym jak działa komis i że mamy tu do czynienia z zastępstwem pośrednim.

      Usuń
    4. Jednym z moich ulubionych przepisów jest już dawno nieobowiązujący, bo zamieszczony w kpc w 1932 roku: "Wywody prawne wyłuszczone w piśmie winny być treściwe".
      Niestety, w art. 127 kpc go nie zachowano...

      Usuń
    5. Odpowiadając na pytanie skąd u pełnomocników bierze się obawa przed brakiem okazania szacunku sądowi podawaniem podstawy prawnej itp., muszę niestety stwierdzić, że w dużej mierze z zachowania sędziów. Niektórzy z nich odbierają poruszanie pewnych z pozoru oczywistych kwestii, jako sugerowanie przez pełnomocnika, że sąd tego nie wie. Niejeden sędzia potrafi np. "zgasić" pełnomocnika w środku mowy końcowej (i to wcale nie przedłużonej) tekstem typu "sąd wie co to jest najem" albo "sąd czytał kodeks".

      Usuń
  5. Gratuluję bloga. Nadchodzi wreszcie czas aby "uczłowieczyć" zawód sędziego. Zaufanie do sądów i prokuratury wyraża zaledwie 46% obywateli. To dramatycznie mało. Nie da się zbudować państwa obywatelskiego bez zaufania do tak ważnych instytucji państwowych. Trzymam za Pana kciuki i przepraszam za wpis nie na temat. Pozdrawiam Łukasz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za dobre słowo. Aż mnie korci, aby napisać coś więcej na temat poruszony przez Ciebie. Może kiedyś, ale lajtowo parę kwestii przemycę. Mogę jedynie zasygnalizować, że wiele można by było zrobić. Z mojej obserwacji największym problemem jest to, że sami sędziowie sami schronili się w narożniku i jedyne na co nas stać, to narzekanie i tłumaczenie porażek, choć tak być nie musi. Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Podzielam powyższe spostrzeżenia. Swoje obserwacje nt. tego problemu zamieściłem w komentarzu do wypowiedzi Ministra Sprawiedliwości, o tym że sędziowie mają teraz mniejszą niezależność niż prokuratorzy: https://www.facebook.com/adwokat.sawinski/posts/395329503950200

      Usuń
  6. Przypomniał mi się post jednego z moich czytelników na forum, który dochodził należności od dwóch wystawców jednego weksla. Sąd nie wydał nakazu zapłaty, bo nie widział podstawy solidarności dłużników, przez rok sprawa się ciągnęła, nawet na jednej rozprawie pełnomocnik powoda z sądem myśleli jak wykazać solidarność, chcieli nawet przechodzić na stosunek podstawowy, czytelnik opisał sprawę na forum, doradziłem, aby powołał się na art. 47 prawa wekslowego, z którego ta solidarność wynika. Dzięki temu na kolejnej rozprawie wyrok został wydany po myśli powoda. No i czyja to wina - pełnomocnika, bo w pozwie nie napisał sądowi o art. 47, czy sędziego? Do tej pory uczenie sądu z czego wynika solidarność dłużników wekslowych uważałem za zbędne, ale po tej historii przy moim pozwie wobec dwóch pozwanych podstawę podałem - "z ostrożności" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co mam na to odpowiedzieć ? Jest to wina sędziego, że nie znał przepisu prawa. Jest to też wina pełnomocnika, że nie znał przepisu prawa i nie podał podstawy odpowiedzialności solidarnej. Gdyby to zrobił nie miałby problemu z wekslem. Świetny przykład do posta. A teraz uwaga pojadę naukowo. Proszę mi odpowiedzieć, czy aby faktycznie w nakazie zapłaty można zapisać, że "nakazuje, aby pozwani zapłacili solidarnie na rzecz powoda", skoro w art 47 pr. weksl. jest mowa nie o solidarnym zobowiązaniu, a o solidarnej odpowiedzialności. Może o to chodziło sądowi ? Wówczas byłby bogiem.

      Usuń
    2. W sensie, że "odpowiadają solidarnie", ale to nie znaczy, że mają "zapłacić solidarnie"? Pokrętne :)

      Usuń
  7. No właśnie, z "ostrożności" trzeba koniecznie podawać podstawę prawną czasem nawet oczywistą, bo to że Sąd zna prawo to założenie na takim samym poziomie abstrakcji jak np. to że ustawodawca jest racjonalny :) Każdy uczestnik postępowania, niezależnie od funkcji jaką w nim pełni, jest tylko człowiekiem, a nie komputerową bazą danych. Dlatego swojego interesu (interesu klienta) trzeba pilnować zakładając również czarne scenariusze. Inna sprawa, że jak podstawa prawna jest oczywista, i Sąd jej nie zauważa, to i pełnomocnik zaczyna próbować udowadniać, że koło jest okrągłe regułami matematycznymi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo. Choć nie oznacza to, że sąd nie powinien znać przepisu prawa. Ale wiemy już o co chodzi z tym wskazywaniem podstawy prawnej.

      Usuń
  8. A ja mam tylko drobną uwagę techniczną: "procurator novit curia" znaczy tyle co "zastępca zna sąd" ;) Iura=prawo; curia=sąd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie wyszło, choć nie była to ostateczna wersja. Dzięki za uwagę.

      Usuń