Reforma za wszelką cenę, którą poniesie cały kraj.


Rok temu wykazywałem (vide: https://www.blogger.com/blogger.g?blogID=9024740480266200186#editor/target=post;postID=3281714059430375674;onPublishedMenu=allposts;onClosedMenu=allposts;postNum=27;src=link), że reformujący wymiar sprawiedliwości stali się wręcz niewolnikami zasady konsekwencji, która zakłada że ludzie dążą do zgodności między tym, co mówią a tym, jak się zachowują. Jeżeli więc reformujący wymiar sprawiedliwości mówią, że sądy działają źle, opieszale, to jednocześnie muszą popierać takie zmiany, które doprowadzą do poprawy tego stanu rzeczy, a zatem powinni wprowadzać regulacje przyspieszające postępowania sądowe. Jeśli jednak rzeczywiście nie włączą się w ten proces, to u innych osób, czy nawet w opinii instytucji międzynarodowych wyjdą na hipokrytów, pozorantów, czy wręcz kłamców. Aby zatem być wiarygodnym tym ideałom, należy w oczach tychże podmiotów potwierdzić swoje deklaracje - zwłaszcza te upublicznione – konkretnymi zachowaniami, regulacjami. Bardzo szybko się okazało, że reformujący stali się właśnie niewolnikami zasady konsekwencji w tym sensie, że starają się być konsekwentni wbrew logice, wbrew rzeczywistości, gdyż wolą być postrzegani, jako konsekwentni, wiarygodni w oczach swoich wyborców, niż przyznać się do błędu i nie kontynuować wyniszczającej reformy. 


Na forum Parlamentu Europejskiego 

W trakcie debaty w Parlamencie Europejskim na temat praworządności w Polsce przedstawiciele rządu przekonywali, że wprowadzane w Polsce reformy służą obywatelom i zmierzają do takiego zreformowania sądownictwa, aby było uczciwie, szybko i sprawie. Znamienne było to, że pozostali europarlamentarzyści zupełnie się z tym nie zgadzali wskazując, że jak na razie to reformy są wymierzone w niezawisłość sędziów i niezależność sądów. 

Bardzo utkwiła mi wypowiedź jednego z parlamentarzystów, który – na powtarzany zarzut, że się myli - odpowiedział: „przecież nie mogą się mylić wszyscy”, a zatem Komisja Europejska, Parlament Europejski, Komisja Wenecka, TSUE, Rzecznik Praw Obywatelskich, europarlamentarzyńści pozostałych państw itd. 

Minister kontra Minister 

Minister Sprawiedliwości wygłosił znamienną deklarację: „teraz albo nigdy”. Bardzo dobitnie wyartykułował: „Damy radę, bo tego potrzebuje polska demokracja. Tego potrzebują Polacy - sprawiedliwych, uczciwych i szybko działających sądów.” Przy okazji wymienieni zostali – już mniej delikatnie – ci, którzy się z tą oceną nie zgadzają, tj.: „totalna opozycja”, „kodziarstwo na ulicy”, „zagranica”, „nadzwyczajna kasta”. 

W tym kontekście bohaterstwem jest to, co powiedział Wicepremier i jednocześnie Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego, który przyznał – zapewne w oparciu o to co sam widzi i słyszy - że inaczej postrzega reformy wymiary sprawiedliwości. Wskazał, że „reforma nie przełożyła się na podniesienie jakości sądów w Polsce”. 

Zaraz potem usłyszałem, już od Wiceministra Sprawiedliwości, że Wicepremier nie ma racji, choć ma prawo do własnego poglądu. Okazuje się, że mamy niewielką grupę reformatorów, ściśle którzy widzą i słyszą inaczej, niż Wicepremier i reszta świata. 

Skutki 

Rok temu poddałem w wątpliwość, aby można było tak łatwo odstąpić od własnej oceny zjawiska bez narażenia się na brak konsekwencji. Ponownie okazuje się, że wygrywa tzw. trzecia droga, która opiera się na wewnętrznej sprzeczności. Twierdzi się więc, że sądy polskie wymagały zmian, polegających na wymianie członków KRS oraz sędziów Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego, bo sądy powszechne źle działały, realizowały cudze interesy, choć jednocześnie się twierdzi (w co mają uwierzyć sądy unijne), że właśnie te zmiany przełożą się na rzetelny proces i przyspieszenie postępowań. 

Aby uniknąć wewnętrznej sprzeczności ponownie odwołano się do zasady dobrego samopoczucia, która głosi, że moje poglądy, oceny, zachowanie odpowiadają prawdzie i rzeczywistości. W takiej sytuacji wytwarza się obraz, że oto poszczególni ludzie, którzy głoszą coś zgoła odmiennego po prostu się mylą. 

Także rok temu twierdziłem, że ponieważ tych ludzi jest sporo, to pojawi się silne przeświadczenie, że to świat się myli. Można powiedzieć, że doszliśmy już do tego etapu. 

Brak akceptacji – co wynika z własnych obserwacji - nawet ze strony współrządzących dla tego typu reform, prowadzi do jeszcze większego wyobcowania, samotności reformatora, który głosi niemal, jak osoba na skraju przepaści: „teraz albo nigdy”. W tych okolicznościach, aż strach pomyśleć, co dalej się może jeszcze wydarzyć. Niewielu rzeczy nie można się obawiać ze strony osoby, która wbrew całemu światu jest w stanie położyć na szali cały kraj, aby zrealizować własne ambicje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze nie mogą zawierać kryptoreklamy, w tym linków odsyłających do podmiotów świadczących usługi, czy też sprzedających towary. Blog działa na zasadzie non-profit.