Sami sobie gotujemy taki los.


Poruszyło mnie orzeczenie dyscyplinarne dotyczące sędziego, któremu przypisano odpowiedzialność m.in. za to, że dopuścił do przewlekłości wielu spraw. Nie chcę pisać o tej konkretnej sprawie, bo jej nie znam. Jednakże w prasie pojawiły się argumenty, które miały przemawiać za winą sędziego, a które nierzadko przewijają się przy okazji innych postępowaniach dyscyplinarnych. Chodzi o taką argumentację, która – w oderwaniu od konkretnego przypadku – wydaje się być niemerytoryczna, krzywdząca, czy wręcz niesprawiedliwa. Być może są one wynikiem regulacji o tzw. czasie pracy sędziego, który jest określony wymiarem jego zadań. Mam wrażenie, że w konkretnych przypadkach przy interpretacji tej regulacji wykorzystuje się słyną myśl: "skoro inni mogą, to i ty musisz dać radę”.


Przewlekły sąd

Myślę, że zazwyczaj jest tak, iż tzw. problem z pracą konkretnego sędziego pojawia się wówczas, gdy w danym sądzie dochodzi do wielu przewlekłości postępowań. Nie jest to miejsce, aby dogłębnie analizować przyczyny tych przewlekłości. Jednakże nie jest wcale tajemnicą, że bardzo często jest tak, iż przewlekłości biorą się z faktu, iż nagle „brakuje” jednego albo dwóch sędziów. Jeśli tacy sędziowie mieli po kilkaset spraw w decernatach, to problem przewlekłości aktualizuje się natychmiast. 

Wówczas najczęściej spotykanym rozwiązaniem jest obciążenie pracą tych sędziów, którzy nadal w danym wydziale pracują. Zdarza się również, że „dodatkową” pracę otrzymują sędziowie z pokrewnych wydziałów. To ratowanie sądu przed przewlekłością postępowań sądu, a nie sędziego, następuje oczywiście kosztem czasu pozostałych sędziów. W takiej sytuacji, jednego dnia, ci pozostali sędziowie otrzymują nie 10, czy 30 spraw, a np. po 300 spraw, które są na różnym etapie postępowania. W jednej sprawie trzeba będzie np. wezwać do usunięcia braków formalnych pozwu, w innej wyznaczyć rozprawę. W jednej sprawie trzeba będzie „tylko” wydać wyrok, a w innej nadać klauzulę wykonalności. Choć są to czynności o różnym poziomie trudności, to jednak sędzia staje przed bardzo prozaicznym dylematem: jak znaleźć dodatkowy czas, aby dokopać się do tych np. prostych czy najpilniejszych spraw. 

Początkowo sędzia może sobie pomyśli, że to nie on/ona doprowadza do przewlekłości. Będzie święcie przekonany, że jego/jej „zaniechania” w podejmowaniu czynności spowodowane brakiem czasu, będą przewlekłością sądu. Może się jednak zdziwić.


Nadmiar obowiązków

Sędzia z dodatkowymi obowiązkami, które niekiedy odpowiadają jego dotychczasowemu decernatowi, musi natychmiast zapoznać się z aktami np. w 100 dodatkowych sprawach. Wśród nich mogą się znaleźć takie sprawy, w których czynności nie były podejmowane przez 6 miesięcy. 

Może zrodzić się myśl, że nie poradzi sobie z tymi nagłymi obowiązkami. Zdarza się, choć rzadko, że sędzia postanowi odwołać się od nowego zakresu obowiązków, argumentując że już te które miał wiązały się z dużym nakładem pracy, który odbija się np. na życiu rodzinnym. 

Tego typu uzasadnienie nie musi spotykać się ze zrozumieniem. Być może dzieje się tak dlatego, że sam zakres obowiązków niewiele mówi. W nowym zakresie obowiązków nie zostanie przecież odnotowane, że sędzia będzie miał do rozpoznania np. 2000 spraw rocznie, 50 spraw miesięcznie, czy np. 120 nakazów miesięcznie. W zakresie obowiązków zostanie odnotowane, że sędzia będzie wykonywał czynności zastrzeżone dla sędziego np. w wydziale cywilnym oraz wspierał - w razie potrzeby - wydział gospodarczy. 

Pomimo takiego rozstrzygnięcia, sędzia na początku założy, że skoro dostrzegł problem i się odwołał, to przynajmniej w przyszłości zostanie to wzięte pod uwagę. Tak być jednak nie musi. 

Przewlekłości w sprawach

Rzeczywisty problem pojawi się wtedy, gdy „nagle” zostanie dostrzeżone, że sędzia nie daje sobie rady, zaś w jego decernacie stwierdzono przewlekłości. Wówczas może się okazać, że to nie sąd dopuszcza się przewlekłości, lecz konkretny sędzia. Wtedy niebezpiecznie może się zmienić środek ciężkości. 

Może zrodzić się argumentacja, że sąd nie dopuszcza się przewlekłości, bo przecież podjęto czynności zaradcze polegające np. na tym, że założono, iż to co kiedyś robiło sześciu sędziów, teraz będzie robiło "skutecznie" czterech. 

Niestety, ale może się zdarzyć, że wkroczy rzecznik dyscyplinarny, który stwierdzi, że to nie sąd, ale sędzia doprowadził do przewlekłości i naruszenia praw stron do rozpoznania spraw bez zwłoki. 


Inni mogą

W tym momencie pojawić się może złoty argument, który "z łatwością" zbija twierdzenia sędziego, który dopuścił do przewlekłości. W takiej sytuacji może paść znamienne zdanie: „sędzia nie był obciążony bardziej niż inni sędziowie, ale załatwiał mniej spraw.”
To bardzo niesprawiedliwa i niemerytoryczna argumentacja, która czyni wiele spustoszenia. Stosując ją dosłownie można również uznać, że jeśli inni sędziowie, tak ciężko pracują, że ledwo patrzą na oczy, to oznacza, że i obwiniony powinien tak samo czynić. 

Takie myślenie ponoć było obecne w sprawie, które dała asumpt do napisania tego tekstu. Nie wiem czy ktoś byłby na tyle odważny, aby wziąć pod uwagę to, w jakim wieku jest dany sędzia, ile przepracował, jakie okresy pracy ma za sobą, w jakim momencie jest życia. Jeden przecież jest kawalerem a drugi ma dzieci i żonę. Jedna sędzia ma 36 lat, a druga 60. Jeden pracuje w danym wydziale 15 lat, a drugi pojawił się tam 2 miesiące temu. Jedna ma tzw. decernat świeży, a druga ma wiele spraw starych, np. pięcioletnich. Jeden pracuje od paru lat i choć ma 300 spraw, to wszystkie obczytane, zaś drugi ma tyle samo spraw, ale otrzymał je 10 dni wcześniej. 

Nie może być chyba tak, że skoro tzw. inni pracują, aż do granic wytrzymałości, to i ten, który pracuje mniej, powinien również niszczyć swoje zdrowie. To, że inny sędzia tak pracuje, że zdarza się jemu stracić przytomność w pracy, to chyba nie znaczy, że według tej samej miary należy oceniać, czy pozostali sędziowie pracują za mało, czy też nie. 


Zastanawia mnie to, czy w sprawach dyscyplinarnych, w których pojawia się taki problem, są przesłuchiwani, jako świadkowie ci inni sędziowie, aby ustalić właściwe proporcje. Myślę, że to się nie zdarza. Ale mogę się mylić. 

Roszczeniowy

W sprawie przywołanej w prasie, ponoć pojawiła się sugestia, że sędzia był nazwany „roszczeniowym”, gdyż odwołał się od zakresu obowiązków. Warto byłoby zapytać, jakie roszczenia zgłaszał taki sędzia? Czy chodziło jemu o dodatkowe wynagrodzenie? Myślę, że nie. 

Zwykle chodzi o to, aby można było dobrze wykonywać swoje obowiązki i w odpowiednich warunkach. Niestety, ale chodzi również o to, aby mieć prawo do wypoczynku. Tak, prawo do wypoczynku i kontaktu z rodziną. 


Nie tak dawno w prasie był obszerny artykuł na temat poziomu stresu w sądach. Wiele rozpisywano się na temat tego, jak bardzo przeciążeni pracą są sędziowie. Pisano o przemęczeniu, czy wręcz depresjach i lękach. Dobrze by było, aby regułą stało się ustalanie, czy przemęczenie, przepracowanie, nie ma miejsca w konkretnym przypadku. 


Może się bowiem zdarzyć, że próby zwrócenia na tę kwestię uwagi, próba odwołania się od zakresu obowiązków, będzie poczytana, jako „roszczeniowość”. 


„Od ręki”

Innym argumentem, który ponoć pojawił się w sprawie, było stwierdzenie, że nie były podejmowane czynności, które można było załatwić „niemal od ręki.”

Nie wiadomo, o co dokładnie mogło chodzić. Posłużę się jednak pewnym przykładem, który bardzo utkwił mi w pamięci. Otóż dawno temu jeden z byłych Ministrów Sprawiedliwości wprowadzał możliwość ustalenia numeru Pesel stron procesu za pośrednictwem internetu. Dziennikarz zapytał, czy to nie spowoduje dodatkowego obciążenia sędziów. Pan Minister stwierdził wówczas, że przecież to chodzi tylko o jedno kliknięcie. Wtedy niewielu w to wierzyło, ale teraz bardzo łatwo sprawdzić, ile kliknięć, ile czasu trzeba poświęcić, aby np. sprawdzić numery Pesel we wszystkich sprawach, które wpływają do wydziału. Można zrobić eksperyment i sprawdzić np. księgi wieczyste w 50 sprawach i policzyć ile zajęło to czasu. 


Wracając jednak do tematu. Nawet najprostsza czynność wymaga czasu. Bardzo jednak często jest tak, że te proste czynności nie dotyczą 10 a 200 spraw. Dla przykładu samo stwierdzenie prawomocności 100 nakazów zapłaty może zająć kilka godzin. Trzeba bowiem, wydrukować potwierdzenia odbioru nakazu, sprawdzić kiedy upływa data zaskarżenia, wejść w sprawę w systemie komputerowym, wykonując mniej więcej 5 kliknięć, opracować zarządzenie i je wydrukować, zamknąć sprawę w systemie, podpisać zarządzenie, odnotować na aktach archiwizację i włożyć akta do wózeczka. Następnie powtórzyć czynność 100 razy. Za parę dni około 80 z tych spraw, znowu zostanie przedłożonych sędziemu celem nadania klauzuli wykonalności, co również jest czynność prostą, ale – wielokrotnie powtarzaną – bardzo czasochłonną i również męczącą. 


Co ciekawe, nie dostrzega się tego, że sprawy, które można faktycznie załatwić od ręki, to sprawy, które – według obecnych przepisów – powinny czekać na swoją kolej. 


Obrażalski

Nie wiem czy faktycznie coś takiego zostało wypowiedziane. Ale ponoć pojawił się przekaz, że „sędzia był obrażony, że obok ciepłej posadki musi orzekać w sprawach cywilnych.”

Trudno to komentować. Nikomu nie życzę otrzymania dodatkowego decernatu. Nikomu nie życzę, aby np. orzekając w rejestrach przez 10 lat, tak z dnia na dzień miał do obsądzenia - po uprzednim wyznaczeniu rozpraw, z którymi dotychczas nie miał do czynienia - np. 80 różnorodnych spraw cywilnych.


Pensum

Prawda jest trochę taka, że sędziowie sami sobie gotują taki los. Dobrze wiemy, że wielu jest przeciążonych pracą. Wielu wie, bo sami ciężko pracują, jak trudno pogodzić życie rodzinne z dodatkowymi obowiązkami. Aby dyscyplinować należałoby w końcu ustalić, ile przeciętny sędzia powinien pracować, by nie musiał ponosić odpowiedzialności dyscyplinarnej. Nie sądzę, aby znalazł się ktoś, komu jest obojętne czy będzie miał postępowanie dyscyplinarne czy też nie. 

Póki to nie nastąpi, a zapewne nigdy nie nastąpi, przynajmniej nie powinno się bagatelizować tego, że są osoby, które poza życiem zawodowym, chciałyby np. wychować jeszcze dzieci i pójść raz na rok do teatru.

P.s.
Na zdjęciu są właśnie take sprawy do załatwienia "od ręki". Tyle tylko, że na ręce się nie mieszczą. Bym zapominał. Wózeczki mają dwa poziomy. 

14 komentarzy:

  1. "przecież to chodzi tylko o jedno kliknięcie."
    Tak, to jest najgorsze.
    "Tobie zajmie to 5 min"
    po czym nie wiadomo gdzie cały dzień pracy zniknął :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Zrobienie tych prawomocności w kilka godzin jednak robi wrażenie - 100 czynności! dwa wózki! Kierowniczka sekretariatu aż wzdycha ...

    Dużo gorzej wygląda, jeśli sędzia przez pół dnia czyta akta JEDNEJ sprawy, sprawdza orzeczenia w lexie, a potem rozprawa trwa 2 minuty, a wyrok sprowadza się do dwóch słów "oddala powództwo"
    ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trochę, jak z zadośćuczynieniem z tytułu utraty uszczerbku na zdrowiu psychicznym a utraty ręki. W pierwszym przypadku mało widać, a konsekwencje mogą być dużo poważniejsze.

      Usuń
  3. Prawdę pan napisał: "sędziowie sami sobie gotują ten los".
    Odpowiedź chórem "nie da się" i robienie tyle ile rozsądek podpowiada daje lepszy efekt niż punktowe wołanie o pomoc, a reszta zasuwa 24/7/365.
    Czy strzelam sobie w stopę, bo teraz moja sprawa doczeka się "na święty nigdy"? Ano przez pewien czas może tak być, ale potem można spodziewać się zmian w kierunku normalności.

    OdpowiedzUsuń
  4. Najgorsze jest to, że z tego przeciążenia sądów często trzeba ponawiać wnioski, bo ktoś na przykład nie doczytał pisma. A zdarza mi się to nad wyraz często. Problem jest z pewnością złożony. Ale z punktu widzenia "obsługiwanego" jest to niezwykle irytujące.

    OdpowiedzUsuń
  5. " Niestety, ale może się zdarzyć, że wkroczy rzecznik dyscyplinarny, który stwierdzi, że to nie sąd, ale sędzia doprowadził do przewlekłości i naruszenia praw stron do rozpoznania spraw bez zwłoki.".

    A rzecznicy dyscyplinarni nie są sędziami? To są jacyś kosmici - oderwani od rzeczywistości - realiów pracy sędziego? Chcecie, żeby było lepiej, to zacznijcie od zmiany i uzdrawiania własnego środowiska.

    OdpowiedzUsuń
  6. Naprawdę współczuję sędziom i rozumiem.

    Niestety coraz częściej na rozprawach i po orzeczeniach widać, że sędziom brakuje czasu na zapoznanie się ze sprawą - pomijają wnioski, mozolnie ustalają fakty, które wynikają z dokumentów albo są bezsporne i wykonują inne niecelowe czynności.

    Nie chciałabym się narazić na zarzuty, że nie rozumiem ciężkiej pracy sędziego, ale na pewno trochę można poprawić dobrą organizacją pracy, czyli np. zamiast zapoznawać się dobrze, że sprawą dopiero przed wyrokowaniem albo czasem i po, jak trzeba uzasadnienie napisać, może warto to zrobić na początku, przed pierwszą czynnością - ile wysiłku, czynności i błędnych decyzji wtedy zaoszczędzi sobie i podsądnym sędzia.

    MatkaPolka33

    OdpowiedzUsuń
  7. Na pewno wiele racji jest w tym wpisie, ale też sędziowie a przynajmniej znaczna ich część, których pracę oglądam niemal codziennie, "sami sobie gotują ten los" z innych przyczyn - z powodu pracy typowo "urzędniczej", niedynamicznej, rozlazłej i do 15.30.

    Każdy prawnik wie, jak często sędziowie się spóźniają na posiedzenie, nawet pierwsze na wokandzie z samego rana. Co więcej - spóźnieni o np. 25 minut nie wbiegają szybko na salę i nie przepraszają, tylko swobodnie, dumnie, lekko, rzucając żarciki wchodzą na salę rozpraw - "bo przecież ja jestem sędzią i mi wolno, czekajcie na mnie petenci!". Ławnicy już w togach, a szanowny Pan czy Pani Sędzia dopiero wchodzi... A pierwsza rozprawa wyznaczona najczęściej na 9.00, czasem się zdarzy 8.30, 8.00 to już środek nocy!
    Gdybym jeszcze widział, że sędzie się spóźnił bo doczytywał coś na szybko, z kimś służbowo i pilnie rozmawiał, zrozumiałbym. Ale nie, panuje ogólna atmosfera rozlazłości typowej dla urzędów, tu z panią Krysią gadka przy kawce, tu z panem Heńkiem o samochodach i tak dalej i tak dalej.

    Druga sprawa - 0 16.00 w sądach hula wiatr, pustki. W kancelariach adwokackich o tej porze często zaczyna się przyjmowanie klientów i praca myślowa - adwokaci też byli wcześniej w sądzie! Ja wiem, że sędziowie biorą pracę do domu, ale tak robią też inni prawnicy, którzy w kancelariach siedzą do 18, 19, 20.

    Pozytywnym wyjątkiem w mojej obserwacji są WSA i NSA - tam jakoś sprawniej, grzeczniej i bardziej punktualnie zazwyczaj.

    Proszę samorząd sędziowski i mały rachunek sumienia w tym zakresie i pomyślenie, czy nie warto dostosować swojej pracy do standardów XXI wieku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bym zapomniał. Warto sprawdzić ile spraw w decernatach mają sędziowie z WSA, a ile sędziowie sądów powszechnych. Proponuje też przyjrzeć się warunkom pracy i liczbie asystentów.

      Usuń
    2. A co sędziowie mają robić w sądach o 16?

      Usuń
  8. Zapraszam do mojego sądu. Lepiej nie oceniać czyjeś pracy, skoro mało danych i wiedzy na ten temat. Co do pracy w kancelariach adwokackich, to się nie wypowiem. ale mogę powiedzieć, że jak czegoś potrzebuję, to zwykle nie można się nawet dodzwonić. Może kiedyś o tym napiszę, ale pracy i to zbędnej dostarczają bardzo często właśnie zawodowi pełnomocnicy, gdy składają np. absurdalne wnioski albo pozwy bez podstawy prawnej :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozwy bez podstawy prawnej to chyba nie powinien być problem, jeśli tylko stan faktyczny jest dobrze opisany - mniej pisania dla pełnomocnika, mniej czytania dla sędziego. Ja przedstawiam swoje rozważania prawne w pozwie tylko w sprawach, które są nie są standardowe.

      Absurdalne wnioski? Jakie? Zakładam, że dowodowe; sprawny sędzia oddala je w 5 minut na rozprawie.

      MatkaPolka33

      Usuń
  9. Od dawna czytam Pana bloga. Interesujące byłoby przeczytać, jak wygląda "dzień z życia sędziego", tak po prostu. Może by się wtedy co nieco ludziom rozjaśniło w głowach, że praca sędziego to nie "hawaje". Przyznam że to szokujące co Pan pisze m.in. że ktoś stracił w pracy przytomność z przepracowania - czy przypadkiem nie powinien się tym zająć PIP?

    OdpowiedzUsuń