Historia mojej lodówki


Pragnę zakomunikować, że skończyła się sprawa cywilna, w której występowałem w charakterze powoda. Nastąpił definitywny finał historii reklamowanej lodówki, którą dawno temu zakupiłem. Nie będę już musiał odpowiadać na kłopotliwe, żeby nie powiedzieć denerwujące, pytania rodziny: "No i co z tą lodówką ?". Muszę przyznać, że przedmiotowa sprawa stała się sprawą honorową. No bo jak to ? Prawnik, sędzia nie potrafi napisać pozwu i dochodzić swoich racji przed sądem ?   


Będzie relacja

Postanowiłem zatem opisać swoją prywatną sprawę sądową, zwłaszcza że doszły mnie słuchy, że innym zdarzył się podobny przypadek. Opiszę czynności, które podjąłem jako powód. Podam oczywiście, jak ta historia się zakończyła. Już wiem, że są osoby, które mają podobny problem. Może relacja z tej sprawy podsunie jakieś pomysły innym dzielnym powodom, którzy postanowią dochodzić swoich praw. 

Sędzia w sądzie

W tym miejscu chciałbym odnotować, że dość szczegółowe opisanie sprawy jest jednak czymś wyjątkowym. Wynika to stąd, że sędzia, co wynika ze Zbioru Zasad Etyki Zawodowej Sędziów, nie powinien wyrażać publicznie opinii na temat toczącego postępowania. Muszę przyznać, że wskazana zasada - choć niewątpliwie słuszna - to jednocześnie krępuje w doborze tematów poruszanych na blogu. 

Powszechnie wiadomo, że nic tak bardzo nie porusza wyobraźni, nic tak bardzo nie przykuwa uwagi, jak rzeczywiście toczące się sprawy. Każdy sędzia ma w swym decernacie mnóstwo spraw, które odnoszą się do problemów, z którymi mierzy się wielu ludzi. Choćby z tego względu, wręcz cieszy mnie to, iż będę mógł opisać swoją sprawę, zwłaszcza że dotyczy tak podstawowej kwestii, jak reklamacja. Choć sprawa została już zakończona, a zatem i tak mógłbym ją opisać bez narażania się na zarzut naruszenia zasad etyki, to jednak trudno by było szczegółowo opisywać sprawę, którą np. prowadziłem, jako sędzia. 

Poprowadź własną sprawę !

W tym wypadku jest inaczej. Chodzi przecież o sprawę prywatną, tj. moją własną. Kiedyś, dawno temu, gdy po raz pierwszy zdarzyło mi się występować w sprawie w charakterze powoda, ukułem nawet takie powiedzenie: 
"Prawnikiem stajemy się dopiero wtedy, gdy odważymy się poprowadzić swoją, prywatną sprawę".
Tak naprawdę dopiero wtedy jesteśmy w stanie sprawdzić swoje umiejętności. Dopiero wtedy dowiadujemy się czym jest odpowiedzialność. Właśnie wtedy poznajemy co tak naprawdę znaczy słowo "ryzyko". O wiele łatwiej jest prowadzić czyjeś sprawy, za czyjeś pieniądze, na czyjeś konto, na czyjeś ryzyko. 
  

Emocje

Dzisiaj chciałbym zwrócić uwagę na emocje, jakie wiążą ze sprawą. Tak mało się o tym pisze, choć tak wiele emocji towarzyszy niemal każdej sprawie. To banał, ale trzeba zrozumieć i zaakceptować to, że spór cywilny wywołuje wiele negatywnych emocji. 

Trudno sobie wyobrazić, aby człowiek, który np. uważa że został "oszukany" był potulny, jak baranek. Nie oznacza to oczywiście, że należy pozwolić, aby emocje zdominowały sprawę, a zwłaszcza postępowanie sądowe. Nad tym musi zapanować sędzia, ale przede wszystkim uczestnicy postępowania. 

Jak było ze mną ? No cóż. Były emocje. Miał to być zwyczajny zakup towaru. Zamawiam lodówkę przez internet. Nastąpiło to po uprzednim odwiedzeniu wielu sklepów ze sprzętem AGD i po wcześniejszym wielotygodniowym przeglądaniu stron internetowych różnych sklepów. Oczywiście nie obyło się bez przeczytania recenzji wielu lodówek.

Zapomniałem jeszcze dodać, że lodówka została kupiona przed świętami, aby włożyć produkty spożywcze do nowiutkiej, nowoczesnej lodówko-zamrażarki. Tak się jednak nie stało. Jakie to były emocje ...

Stan faktyczny sprawy i pierwsze podjęte czynności w kolejnych odsłonach. 

19 komentarzy:

  1. Odnośnie prowadzenia własnych spraw - jestem innego zdania. Z moich doświadczeń bycia powodem wynika, że emocje przeważają wtedy nad racjonalnymi argumentami. Wtedy zrozumiałem, że profesonalny pełnomocnik jest m. in. po to, by na chłodno doradzić, w sposób nie zniekształcony emocjami. Sprawę wygrałem, ale kosztowała mnie więcej "nerwów", niż sprawy o wielokrotnie większej wartości, prowadzone dla klientów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Ale też wszystko zależy od kalibru sprawy.

      Usuń
  2. Stare adwokackie porzekadło: "kto się sam reprezentuje, ten ma głupca za klienta".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A stare chińskie przysłowie głosi: "nie płać za coś co możesz zrobić sam" :-)

      Usuń
    2. Stare adwokackie porzekadło: kto bierze pełnomocnika ten dostaje koszty (do podziału) ;)

      Usuń
    3. Do mnie zdecydowanie przemawia pierwsze z przytoczonych powiedzeń. Zdarza mi się reprezentować innych prawników, nawet w z pozoru prostych sprawach, a jeśli przyjdzie mi się stać stroną, to na pewno skorzystam z usług profesjonalnego pełnomocnika. Chińskie powiedzenie uzupełniłbym o fragment " tak samo dobrze, jak ten komu miałbyś zapłacić":) Pełnomocnik tylko w połowie chroni stronę przed przeciwnikiem - w drugiej chroni klienta przed nim samym:)

      Niezależnie od powyższego gratuluję wygranej!

      Usuń
    4. To prawda. Pełnomocnik we własnej sprawie zawsze ma pełnomocnika. Czy nie chodzi czasem o koszty ? :-)

      Usuń
    5. zdaje się, że wynika to z zasad etyki zawodowej adw/r,pr.

      Usuń
  3. Być może, nie znam chińskiego. Odebranie czasu sobie, szanownej sędzinie i dzieciom. Zabijanie obrotu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale co się właściwie stało z tą lodówką? Dlaczego sprzedawca nie przyjął reklamacji? Dlaczego sprawa musiała skończyć się w sądzie? W głowie się nie mieści, mam zupełnie inne doświadczenia, dużo sprzętu agd kupuję przez internet, kilka razy zdarzyło mi się reklamować z powodu jakiejś usterki, i nigdy nie odprawiono mnie z kwitkiem. Rzadko kiedy handlarze pozwalają sobie na proces sądowy. Jedynie w naprawdę ekstremalnych przypadkach.
    A skoro już przy lodówce jesteśmy. Lubi Pan tradycyjną polską kuchnię? Przepraszam jeśli to zbyt osobiste pytanie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko będzie stopniowo dozowane :-) Co do kuchni, to raczej włoską. Mam to po tacie :-)

      Usuń
  5. Nie chińską?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyżby złośliwość?

      Usuń
  6. Trzeba było iść na ugodę.
    Tak to sprawa trafiła do sądu a tam wiadomo różnie może być :)

    OdpowiedzUsuń
  7. A ile lat trwała sprawa?

    OdpowiedzUsuń
  8. Niech Pan już nie trzyma nas w napięciu, proszę opisać sprawę :)

    OdpowiedzUsuń