Sędziowie są rzeczywiście odrealnieni?


W wielu komentarzach bardzo często pojawia się zarzut, że sędziowie są odrealnieni. Mam wrażenie, że doszło już do takiej sytuacji, w której jedna strona uznaje, iż jest to tak absurdalne, że nawet nie ma co z tym polemizować, zaś druga strona jest zdania, że jest to takie oczywiste, że nie trzeba tej tezy udowadniać. Prawda być może, jak często zresztą, leży gdzieś pośrodku. Jeśli tak faktycznie jest, to – jakby to dopowiedział Arystoteles – „może dlatego wszystkim zawadza”. A może to po prostu niezrozumienie sytuacji, w jakiej znajduje się sędzia? 

Czy faktycznie w Polsce jest pięć razy więcej sędziów, niż w Anglii? To mit.


Wiele osób, przyrównując polski system sądowniczy do tego obowiązującego w Anglii i Walii, stara się udowodnić, że w Polsce jest zdecydowanie za dużo sędziów. Jednocześnie, od wielu lat furorę robi instytucja sędziego pokoju, jako remedium na bolączki polskiego wymiaru sprawiedliwości. Bardzo często przywołuje się właśnie Anglię, jako przykład państwa, które ponoć ma pięciokrotnie mniej sędziów, niż Polska. Niestety, ale ta nierzetelna informacja jest bardzo często powielana w mediach. Co gorsza, stała się jednym z głównych argumentów na potwierdzenie tezy, że choć mamy więcej sędziów, niż w innych państwach, to i tak nasze postępowania toczą się opieszale. Jak jest naprawdę?

Jak się napracować, aby nie wykonać pracy.

sala rozpraw
fot. Artur Mączyński, pozywam.pl
Skierowałem na jedną wokandę dziesięć spraw. Były to typowe sprawy. Większość z nich to sprawy odszkodowawcze i to z gatunku "uszkodzono mi samochód, lecz zakład ubezpieczeń zaniżył odszkodowanie", albo "uszkodzono mój samochód, zaś ubezpieczyciel sprawcy nie zrekompensował mi pełnych kosztów najmu pojazdu zastępczego". Nic wyjątkowego. Nic nadzwyczajnego. No może poza tym, że okoliczności sytuacyjne nie były zbyt sprzyjające, a to z uwagi na duchotę i gorąc towarzyszący rozprawom. Nie zmienia to jednak faktu, że w każdej sprawie miał się pojawić co najmniej jeden świadek. Efektem wokandy była jedynie smutna refleksja, a właściwie pytanie: "czy ja w ogóle wykonałem jakąś pracę?".

Urzędnik sądowy potrzebny od zaraz.


Nie tak dawno przekazywałem apel wystosowany do sędziów przez pracowników sądownictwa, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji, gdyż od wielu lat ich wynagrodzenia nie są adekwatne do ilości wykonywanej pracy i są niewystarczające, by zaspokoić podstawowe potrzeby życiowe. Niepokojące były również dane wskazujące na to, że w ciągu ostatnich trzech lat z sądów odeszło ponad 17 tys. asystentów, urzędników i innych pracowników, z ogólnej liczby 35 tys. osób z kadry pozaorzeczniczej. Trudno stwierdzić czy te liczby do kogokolwiek przemówiły. Być może o wiele bardziej wpływają na naszą wyobraźnię pojedyncze przypadki odejść, zwłaszcza tych urzędników sądowych, z którymi pracowało się wiele lat, i którzy nie tylko wykonywali precyzyjnie polecenia sędziego, ale również wspierali swoim doświadczeniem, czy wręcz wychwytywali omyłki. 

Ustawa nakazuje przekazanie posłom wykazu osób popierających zgłoszenie kandydata do KRS?


Od jakiegoś czasu emocje wywołuje fakt, że Marszałek Sejmu nie upublicznia wykazu osób, które poparły zgłoszenie kandydata do Krajowej Rady Sądownictwa. Można jednak zadać pytanie czy faktycznie jest tak, że przepisy prawa pozwalają na to, aby nie ujawniać takich wykazów. Mam wątpliwości, czy przepis ustawy jest na tyle precyzyjny, aby sporne wykazy utajnić.