W czasie epidemii można prowadzić działalność gastronomiczną. Raczej tak.


Analizując przepisy prawa, a zwłaszcza interpretując je literalnie i systemowo, można odnieść wrażenie, że restauracje, a zwłaszcza różnego rodzaju punkty gastronomiczne (np. tostownie) mogą jednak prowadzić działalność gospodarczą, choć po spełnieniu pewnych warunków, które raczej nie powinny odstraszać potencjalnych klientów. Przecież - np. na stacji paliw, czy w Żabce - można kupić i zjeść na miejscu tosta, sałatkę, czy hotdoga. Dlaczego nie można tego zrobić w restauracji?


Przepis prawa

Rada Ministrów wprowadziła m.in. całkowity zakaz prowadzenia przez przedsiębiorców działalności gospodarczej polegającej:
„na przygotowywaniu i podawaniu posiłków i napojów gościom siedzącym przy stołach lub gościom dokonującym własnego wyboru potraw z wystawionego menu, spożywanych na miejscu (ujętej w Polskiej Klasyfikacji Działalności w podklasie 56.10.A), z wyłączeniem realizacji usług polegających na przygotowywaniu i podawaniu żywności na wynos lub jej przygotowywaniu i dostarczaniu oraz działalności restauracyjnej lub barowej prowadzonej w środkach transportu, wykonywanej przez oddzielne jednostki”

Rozbierając ten zakaz na czynniki pierwsze należy uznać, że nie można prowadzić działalności polegającej na: 

1) przygotowywaniu i podawaniu posiłków i napojów gościom siedzącym przy stołach, spożywanych na miejscu; 

2) przygotowywaniu i podawaniu posiłków i napojów gościom dokonującym własnego wyboru potraw z wystawionego menu, spożywanych na miejscu; 

3) przygotowywaniu i podawaniu posiłków i napojów gościom, którzy siedzą przy stołach i dokonują własnego wyboru potraw z wystawionego menu, spożywanych na miejscu. 

Tak sformułowany zakaz stwarza możliwość znalezienia takiego rozwiązania, które pozwoli jednak prowadzić – w pewnym zakresie - działalność restauracyjną, a zwłaszcza punkt gastronomiczny. 

Nie zakazane, co dozwolone

Wyobraźmy sobie restaurację – co jest całkiem możliwe z uwagi na ograniczenie personelu – w której nie ma kelnerów, zaś kucharze przygotowują posiłki i napoje, które – zamiast podać klientom - wystawiają na ladę, w taki sposób, aby klienci sami ten posiłek sobie wzięli. W takiej sytuacji raczej nie będzie można uznać, że prowadzi się działalność, której zakazano rozporządzeniem. Wynika to stąd, że w rozporządzeniu użyto koniunkcji „i”. 

O wiele ciekawej wygląda sytuacja, w której posiłki były już wcześniej przygotowane, zaś działalność polega jedynie na wydawaniu posiłków i napojów. Ponownie, z uwagi na to, iż nie mamy do czynienia z „przygotowaniem i wydaniem”, można uznać, że taka działalność nie jest zakazana. Inna rzecz, że taka efemeryda byłaby bliższa usłudze sprzedaży. Przecież, w sklepach spożywczych również sprzedaje się przygotowane wcześniej dania, jak np. sałatka Cezar. 

Idąc tym tokiem rozumowania można też uznać, że nie ma zakazu prowadzenia działalności przez taką restaurację, w której wyłącznie przygotowuje i wydaje się posiłki, tj. nie podaje się napojów. Przepis prawa wyraźnie bowiem stanowi, że objęte zakazem jest przygotowanie i wydanie „posiłków i napojów”. Gdyby zatem klienci przynieśli ze sobą np. wodę lub wino, restauracja mogłaby zapewnić świeży posiłek. 

O wiele prościej mają wszelkiego rodzaju punktu gastronomiczne, w których wydaje się posiłki i napoje, bez zapewnienia miejsca siedzącego. Przepis prawa określa, że zakazana jest działalność polegająca na przygotowywaniu i podawaniu posiłków i napojów „gościom siedzącym przy stołach, spożywanych na miejscu”. Nie ma zatem zakazu przygotowywania i wydawania posiłków i napojów gościom, którym nie zapewnia się miejsca siedzącego. W zasadzie to można sobie wyobrazić i taką restaurację (np. pijalnię napojów wyskokowych), w której na czas epidemii zabrano krzesła. Myślę więc, że taka pasztecikarnia mogłaby chyba działać. Więcej, a gdyby tak restauracja, wydawała posiłki przez "okienko"? 

Mogę sobie również wyobrazić w Polsce i taką restaurację, w której przygotowuje się i podaje posiłki oraz napoje gościom, którzy siedzą przy stołach na miejscu, lecz nie dokonują własnego wyboru potraw z wystawionego menu, lecz to kucharz bądź kelner taki wybór narzuca. Są takie restauracje, w których danego dnia jest wyłącznie makaron i owoce morza. Nie ma menu, gdyż kucharz - po krótkiej rozmowie z klientem – przygotowuje potrawę według swego pomysłu, wyłącznie uwzględniając to czego nie lubi klient. 

P.s.
Okazuje się zatem, że restauracje chyba jednak mogą działać, po spełnieniu określonych warunków. Pojawia się oczywiście pytanie, co tak naprawdę miał na myśli autor takich przepisów, zwłaszcza że powinien zdawać sobie sprawę z różnicy takich spójników, jak: „i”; „lub”, „bądź”, czy „albo”. Z drugiej strony zasadne jest pytanie dlaczego na stacjach paliw, czy też w sklepach spożywczych można zamówić i zjeść na miejscu np. takiego hotdoga, zaś w jadłodajni już nie?

1 komentarz:

  1. Można też zabrać nie krzesła, a stoły. Trzymanie kufla w ręce nie jest może marzeniem, ale da się wytrzymać.

    OdpowiedzUsuń

Komentarze nie mogą zawierać kryptoreklamy, w tym linków odsyłających do podmiotów świadczących usługi, czy też sprzedających towary. Blog działa na zasadzie non-profit.