Zasada konsekwencji na przykładzie badania niezależności polskiego sądownictwa.


Ostanie dni dostarczają dowodów na to, że Polska na arenie międzynarodowej znalazła się naprawdę w trudnej sytuacji, i w dużej mierze za sprawą retoryki samych Polaków, którzy próbują przekonać świat, że sprzeczne opinie o wymiarze sprawiedliwości mogą być jednocześnie prawdziwe. Jeśli do tego dołożymy zasadę konsekwencji oraz - tak niektórym bliską - zasadę dobrego samopoczucia, to dramat murowany, zaś polski wymiar sprawiedliwości nigdy się z tego nie otrząśnie. 



Teza 

Od wielu miesięcy, a właściwie lat jesteśmy wszyscy świadkami określonego rodzaju retoryki ukierunkowanej na wykazanie jednej zasadniczej tezy, że polski wymiar sprawiedliwości nie spełnia zadań, do których został powołany. To najdelikatniejsze sformułowanie tej tezy.

W rzeczywistości wielokrotnie głoszono, że sądy polskie są prywatnym folwarkiem prezesów i przewodniczących. Nawet ostatnio usłyszałem, coś co było kiedyś częściej powtarzane, że wyroki są wydawane na telefon. O sędziach mówiono, że są albo głupi albo z rozmysłem realizują czyjeś interesy. Twierdzono, że sędziowie nie tylko nie realizują zasady bezstronności, ale wręcz realizują czyjeś interesy. W najlepszym wypadku uznawano sędziów za takich, których mentalność musi być zmieniona, gdyż w chwili obecnej nie są w stanie realizować zasady sprawiedliwości w orzekaniu. Nawet posłowie publicznie ogłaszali, że ich teczki, szafy wręcz uginają się od akt opisujących ludzkie dramaty w zderzeniu z wymiarem sprawiedliwości, zwłaszcza w zderzeniu z sądami. 

Nie oszczędzono najwyższych organów wymiaru sprawiedliwości. Przy okazji tzw. reformy Sądu Najwyższego pojawiły się tezy, że Sąd Najwyższy pełnił w całym systemie sądownictwa III RP, a tak naprawdę w systemie przeniesionym z czasów PRL'u, formę bezpiecznika interesów. Uznawano, że że nawet najlepiej przeprowadzony w pierwszej instancji proces w Sądzie Najwyższym mógł być dowolnie wywrócony. Insynuowano, że odnosiło się wrażenie, iż nie pilnuje porządku, lecz pilnuje czyichś interesów. 

Przekroczenie granic państwa

Taka retoryka była głoszona wszem i wobec za pośrednictwem wszelkich aktualnie dostępnych kanałów komunikacji, w tym za pośrednictwem prasy, radia, telewizji, czy internetu. Nie będę już nawet wspominał o bilbordach, z których wyłaniał się nie tyle obraz skorumpowanego sędziego, czy sędziego złodzieja, lecz obraz patologii istniejącej wśród sędziów, tj. wielu sędziów. 

Nie ograniczano się przy tym do jakichś wewnętrznych, krajowych dyskusji. Przedstawiona wyżej teza została zaprezentowana wobec krajów sąsiadujących z Polską, czy na forum Unii Europejskiej. Mówiono dalej o konieczności oczyszczenia polskiego wymiaru sprawiedliwości z następców postkomunistycznych sądowych złogów, którzy w ogóle nie różnią się od swoich komunistycznych mentorów.

Echo

Jeśli ktoś, bliżej niezaangażowany w Nasze polskie spory, przysłuchuje się tej retoryce, to jakie wyrobi sobie zdanie o polskim wymiarze sprawiedliwości? Czy uzna, że w Polsce dzieje się dobrze, tj. wbrew tezie forsowanej przez samą Polskę za pośrednictwem swoich najwyższych przedstawicieli, którzy uznają to za prawdę? Czy może raczej - w oparciu o oficjalne stanowisko polskich władz - stwierdzi, że polski system sprawiedliwości nie daje gwarancji należytego osądzenia sprawy? 

Najpierw pojawił się irlandzki sąd, który zgłosił wątpliwość, czy może wydać polskiego obywatela do Polski z uwagi na obawę rzetelnego przeprowadzenia procesu. Na tym przykładzie nie koniec. Przedstawiono oficjalnie kolejne zastrzeżenia, jak choćby te wyrażone przez Izbę Sądu w Amsterdamie, która odmówiła ekstradycji 11 osób, gdyż ma wątpliwości co do tego, czy niezależność polskich sądów nie jest zagrożona oraz czy podejrzani będą mieć gwarancje uczciwego procesu.

Trudności poznawcze

Warto odnotować, że opinie, stanowiska - zwłaszcza na początkowym etapie - mogą być kształtowane w oparciu o informacje dochodzące z danego kraju, a nawet na podstawie emocji. Trudno sobie chyba wyobrazić, aby sędzia z danego kraju unijnego szczegółowo analizował wymiar sprawiedliwości drugiego kraju. 

Ale z całą pewnością czyta, ogląda telewizję, zwłaszcza publiczną danego kraju i wsłuchuje się w poglądy wyrażane przez najwyższych przedstawicieli danego państwa. Jaki obraz wymiaru sprawiedliwości wyłoni się z takiej pobieżnej obserwacji. 

Można uzyskać wiedzę również z innych źródeł, zwłaszcza tych wiarygodnych dla innych państw. Niestety, ale także i te nie są zbyt korzystne dla ogólnej oceny sytuacji polskiego wymiaru sprawiedliwości. Nie tylko już stanowiska zajmowane przez Komisję Wenecką, czy Komisję Europejską, ale również stanowisko Trybunału Sprawiedliwości UE stwarza co najmniej przypuszczenie, że dzieje się źle. 

Antyteza

Z drugiej strony nie trudno dostrzec, że gdy opisana wyżej retoryka przekroczyła granice kraju i stała się uzasadnieniem dla obaw sędziego unijnego o rzetelny proces, to nagle ta retoryka ulega zasadniczej zmianie. Słyszę zatem, że nie jest prawdą, iż państwo polskie i sędziowie nie są w stanie zagwarantować uczciwego procesu. 

Pojawia się zatem antyteza pochodząca od autorów opisanej wyżej tezy. W myśl tej antytezy, Polska jest krajem spełniającym wszelkie standardy międzynarodowe, gwarantujące rzetelny i uczciwy proces, którego gwarantem jest niezależny sąd i niezawisły sędzia. 

Zasada konsekwencji

Myślę, że poczynione przeze mnie założenia odpowiadają prawdzie i rzeczywistości, któremu nikt nie jest w stanie zaprzeczyć. Tym bardziej, że w każdej chwili można sięgnąć do prasy, radia czy internetu, który ponoć niczego nie zapomina. Kto zaprzeczy, że tak nie było?

Skupmy się więc teraz na tym, jak może zadziałać zasygnalizowana w tytule zasada konsekwencji. Ta jedna z wielu reguł Cialdiniego jakby tutaj idealnie pasowała. Zakłada ona, że ludzie dążą zasadniczo do zgodności między tym, co mówią a tym, jak się zachowują. Jeżeli człowiek mówi o sobie, że jest dobry, uczciwy, wierny, kulturalny to np. będzie popierał akcje charytatywne, pomagał innym, nie będzie używał wulgaryzmów, ani zdradzał swojej żony. Jeśli jednak nie włączy się w jakąś zbiórkę dla ubogich, to u sąsiadów wyjdzie na hipokrytę i kłamcę. Chcąc być więc wiarygodnym tym ideałom, będzie musiał na oczach tychże sąsiadów potwierdzić swoje deklaracje, zwłaszcza te upublicznione, czynem i ofiarować jakiś datek dla biednych. 

Stopą w drzwi

Można oczywiście wykorzystać zasadę konsekwencji, rozumianą jako potwierdzenie własnych przekonań. Wykorzystują ją handlowcy , prawnicy no i politycy. Bardzo znana jest np. reguła "stopa w drzwiach". Na czym polega? 

Na początku prosi się człowieka o spełnienie małej prośby, którą dana osoba bez problemu spełnia. Potem wychodzimy z drugą, trudniejszą do spełnienia (ale dla nas ważniejszą) prośbą. Będzie duży opór, aby jej nie spełnić, bo ludzie zakładają, że chcą być racjonalni, co wyraża się w twierdzeniu: "skoro powiedziało się A, to trzeba powiedzieć B” albo, "musiałem to zrobić, nie miałem innego wyjścia". 

Tutaj jednak pojawia się pewien problem. Trzeba bowiem rozróżnić dwie sytuacje. Pierwsza, w której bycie konsekwentnym sprowadza się do tego, że popieram swoje przekonania w sposób swobodny, naturalny, będąc pewny, że uważam je za dobre, prawdziwe. Druga, w której bycie konsekwentnym polegać musi na popieraniu poglądów, idei, tez, które tak naprawdę nie są zbieżne z moimi rzeczywistymi przekonaniami, lecz z tymi które zostały zaindukowane, wzbudzone sztucznie tylko po to, aby manipulator osiągnął jakieś cele. 

Skutki

No właśnie. I co teraz? Jak ma postąpić osoba, która chce być konsekwentnym? Odstąpić od danego zachowania i narazić się na zarzut hipokryzji? Czy może postąpić zgodnie z poglądami, narażając się być może na poważniejsze skutki, których wcześniej nie przewidywaliśmy? 

Czy należy zatem popierać tezę, będąc konsekwentnym, jednocześnie narażając się na odmowę ekstradycji, czy może należałoby popierać antytezę i narażając się na zarzut hipokryzji, umożliwić ekstradycję?  

Trzecia droga

Wydaje się, że obrana została trzecia droga, która opiera się na wewnętrznej sprzeczności. Twierdzi się więc, że sądy polskie wymagają zmian, bo jest korupcja, realizacja czyichś interesów, choć przy jednoczesnym założeniu (w co mają uwierzyć sądy unijne), że można jednak przeprowadzić rzetelny proces. 

Choć w Polsce powoli przyzwyczajamy się do takiej "logiki", to jednak warto sobie postawić pytanie, co ma zrobić sędzia innego kraju, który otrzyma taki przekazać? Chyba nie możemy zakładać, że będzie się kierował sprzecznościami i brakiem logiki. Dlaczego zakładać, że taki sędzia nie będzie się jednak trzymał - dobrze i uczciwie pojmowanej - zasady konsekwencji.

Zasada dobrego samopoczucia

Niestety, ale istnieje - również u nas dobrze sprawdzony - sposób, aby uniknąć hipokryzji i wewnętrznej sprzeczności. Można po prostu odwołać się do zasady dobrego samopoczucia, która głosi, że moje poglądy, oceny, zachowanie odpowiadają prawdzie i rzeczywistości. W takiej sytuacji wytwarza się obraz, że oto poszczególni ludzie, którzy głoszą coś zgoła odmiennego po prostu się mylą. 

Tutaj pojawiają się jednak schody. Bo może się z czasem okazać, że tych ludzi jest coraz więcej i więcej. W takiej sytuacji zasada dobrego samopoczucia może wytworzyć inne silne przeświadczenie, że to świat się myli. Ale co jest potem? 

Potem może się pojawić całkowite wyobcowanie, samotność. Na końcu, tak myślę, może już być tylko frustracja samotnika wyrażająca się w prostym zdaniu: "Dlaczego? Dlaczego ten cały świat w tak oczywisty sposób błądzi?" 

1 komentarz:

  1. Myślę, że każda osoba, która ma kontakt z wymiarem sprawiedliwości na poziomie "setek spraw" dojdzie do wniosku, że jest to system zły. I nie chodzi o to, że wszyscy są źli. Wystarczy 10%. Można podać wiele przykładów błędnych wyroków, a czy wynikają one z niewiedzy, czy z przekupstwa - to już niewiele zmienia. Dla "osoby z zagranicy" sygnał jest taki, że nie warto tworzyć w Polsce biznesu, którego core będzie się opierał na toczeniu sporów sądowych / dochodzeniu czegoś przed sądem, ponieważ nie ma żadnej gwarancji, że spory będą prowadzone uczciwie, na podstawie umów (a nie widzimisię sędziów i błędnie pojmowanej sprawiedliwości społecznej), a orzeczenia nie będą się zmieniały z biegiem czasu na zupełnie inne.

    Prosty przykład - czy poleciłbyś 10 lat temu komuś, aby prowadził w Polsce biznes polegający na udzielaniu kredytów we frankach szwajcarskich? Co byś powiedział dziś, kiedy normalne kiedyś umowy obecnie są uznawane za niezgodne z prawem na podstawie naciąganych interpretacji?

    Takich przykładów jest dużo. Im mniej biznes będzie polegał na polskim wymiarze sprawiedliwości, tym lepiej.

    OdpowiedzUsuń