W 2019 roku nie będę sprzedawał lodów.


Z początkiem każdego kolejnego roku wiele osób czyni różne postanowienia. Ja również mam takie postanowienia, które zasadniczo dotyczą rodziny, zdrowia, pracy, czasu wolnego. Lata pracy nauczyły mnie, że tylko równowaga pozwala sprawnie funkcjonować. Ostatnie czasy są jednak niezwykle trudne, jeśli chodzi o pracę. Można zadać pytanie, czy w ogóle ma jakiś sens wytyczanie sobie jakichkolwiek celów zawodowych. Jednakże nie to jest przedmiotem tego noworocznego posta. Zaniepokoiło mnie coś zupełnie innego. To świat emocji, który zamkniętymi drzwiami i oknami wkracza do sądów. Zdaje się, że wszyscy usilnie przekonują, iż podstawowe znaczenie ma odbiór sędziów w społeczeństwie, który - każdy chyba to przyzna - w dużej mierze jest kształtowany przez rozemocjonowanych polityków. Ale czy trochę nie przeszarżowano?


Ideał

Sędzia ma zachować opanowanie, spokój i odznaczać się wysoką kulturą osobistą oraz wiedzą. Te cechy powinny być widoczne na każdym etapie jego postępowania. Oznacza to, że w mowie i piśmie powinien zachować odpowiedni styl i kulturę słowa. 

Powinien tak planować swoje czynności, aby nie były nadmiernie uciążliwe dla podsądnych. Oczywiście powinien być sumienny, pracowity i punktualny. Ale tak z wyczuciem, aby - vide zdanie poprzednie - nie było to nadmiernie uciążliwe dla podsądnych. 

Wszystkie te cechy świadczą o nim samym. Wszystkie te cechy decydują o jego pozytywnej bądź negatywnej ocenie. Jednakże, istnienie wszystkich tych cech jednocześnie w polskich realiach może być niemożliwe do osiągnięcia. 

W poczekalni

Tak się akurat złożyło, że w 2018 roku wiele razy przyszło mi oczekiwać na wizytę lekarską. Za każdym razem byłem umówiony na taką wizytę około trzy miesiące wcześniej. Tylko raz wszedłem bez dłuższego czekania. Raz przyszło mi czekać na wejście do gabinetu około dwóch godzin. Razem ze mną czekała jeszcze jedna osoba niezwykle zdenerwowana. Czy ktoś wyszedł, aby poinformować, jak długie będzie opóźnienie? Czy ktoś przeprosił za tak długie oczekiwanie? Jak myślicie? 

Czy lekarz, albo pracownik przychodni mógł przewidzieć kolejkę? Nie wiem. Nie znam się na tym. Ale jedno wiem na pewno. Termin wizyty umawiano tylko ze mną. Nikt inny - poza mną i lekarzem - nie miał wpływu na ten konkretny termin. 

Czy z tego tytułu istnieje powszechna krytyka lekarzy? Czy z tego tytułu monitoruje się opóźnienia w przyjmowaniu poszczególnych pacjentów do lekarza? Czy robi się sondy wśród pacjentów, czy są zadowoleni z obsługi? Czy ten element jest decydujący o kwalifikacji lekarza?

Przed salą sądową

Zdarzały się i będą się zdarzać opóźnienia w wywoływaniu kolejnych spraw na wokandzie. Nie chcę jednak teraz o tym pisać, dlaczego tak się dzieje. Nie będę też tego usprawiedliwiał. Warto jednak zauważyć, jak to jest przedstawiane społeczeństwu. 

Urasta to do rangi jednej z najważniejszych kategorii oceny sądów i sędziego. Prasa wciąż rozpisuje się na temat tego, że istnieją opóźnienia w wywoływaniu poszczególnych spraw. Co więcej, podkreśla się, że sędzia powinien przeprosić za każde, nawet najmniejsze opóźnienie, choćby nie było przez niego zawinione. To, staje się kwestią najważniejszą. 

Kultura na sali

Sędzia ma być grzeczny, miły, uprzejmy, ale i stanowczy kiedy trzeba. Ważne jednak, aby nie podnosił głosu. Powinien swoją osobą, i zapewne dostojnym ubiorem, świadczyć o powadze sytuacji. Tak być powinno. 

Ale kogo w tych czasach to interesuje? Kim jest obecnie sędzia w oczach przeciętnego obywatela? Proszę mi wierzyć, ale ten element nie odgrywa już prawie żadnego znaczenia. Nie wiem czy ktoś zadał sobie pytanie, w jaki sposób być stanowczym bez zmiany tembru głosu. Czym innym jest zwrócenie uwagi na sali pełnej studentów, czy na sali pełnej przedszkolaków, a czym innym na sali sądowej w trakcie procesu z udziałem np. recydywistów. W takiej sytuacji sam wygląd sędziego nie utrzyma spokoju na sali sądowej. Byłoby tak tylko wtedy gdyby społeczeństwo wiedziało, że za każdym - bez wyjątku - sędzim stoi państwo. Czy tak jest teraz?

Ktoś wygrywa, ktoś przegrywa

Często powtarzany jest pogląd, że trudno o zadowolenie stron procesu, skoro zwykle co najmniej jedna strona procesu przegrywa. Trudno zatem o zadowolenie obu stron procesu. Niemniej jednak słyszę takie głosy, że dobrze poprowadzona sprawa, w której sędzia należycie i z powagą wykonał swoje obowiązki spowoduje, że obie strony procesu to docenią i na swój sposób będą zadowolone. 

Będę szczery, nic takiego w życiu jeszcze nie spotkałem. Natomiast spotkałem się z taką sytuacją, że strona, która wygrała proces, była bardzo niezadowolona, bo musiała przyjść do sądu. 

Może problem tkwi gdzie indziej?

Z jednej strony, są sytuacje, które wywołują słuszne oburzenie społeczeństwa. Z drugiej jednak strony, czy tych sytuacji, o poważnym kalibrze, jest naprawdę aż tak dużo? Myślę, że nie. Skąd taki wniosek? To bardzo proste. Od kilku lat słyszę o patologii w wymiarze sprawiedliwości. Skoro mowa o patologi, to musi chodzić o bardzo dużą ilość poważnych nadużyć ze strony sędziów. Ale jakoś tego brak. Nie ma tej strasznej ilości postępowań świadczących o patologii wśród sędziów. Mam wrażenie, że całe społeczeństwo już o tylko kilku przypadkach wie z prasy. Nie oznacza to wcale, że zamierzam bagatelizować te nadużycia. Ale trzeba znać proporcje. 

W związku z tym, zastanawiam się, czy może problem nie tkwi gdzie indziej. Może sędziowie są po prostu już tym wszystkim zmęczeni. Zaczynają czuć się coraz bardziej stłamszeni, ograniczeni w tym co robią. Piszemy o braku punktualności także w sytuacji, gdy kłopoty techniczne opóźniają wywołanie sprawy. Piszemy o spadaniu spraw, także wtedy gdy były nieprawidłowe doręczenia. Piszemy o długim rozpoznawaniu sprawy bez względu na to, czy chodziło o sprawę kończącą się wyrokiem zaocznym doręczanym pozwanemu mającemu miejsce zamieszkania w Polsce czy np. w Arabii Saudyjskiej. Piszemy o opóźnieniu w napisaniu uzasadnienia wyroku także wtedy, gdy chodzi o uzasadnienie, które ostatecznie miało 200 stron. 

Nie widzę, aby ktoś dokonywał bliższej analizy sytuacji. Pojawia się przekaz, że sędzia, który krzykną na sali, nie nadaje się do wykonywania zawodu. Sędzia, który z opóźnieniem wywołuje kolejne sprawy, powinien pójść na szkolenie z zarządzania czasem. Sędzia, który zażartował na sali sądowej godzi w powagę instytucji. 

Czyńmy radość!

Czy nie jest trochę tak, że wszystko zmierza do tego, aby obywatel był zadowolony z tego, jak został obsłużony? Czy naprawdę chodzi tylko o to, aby sędzia był miły, uśmiechnięty i, aby uszczęśliwił stronę procesu? Mam wrażenie, że osoby, które tak widzą rzeczywistość, nie mają pełnej wiedzy z czym sędzia musi sobie radzić w trakcie procesu. 

Pokrótce tylko w tym miejscu napiszę, że ma do czynienia - ujmę to bardzo delikatnie - z bardzo różnymi osobami. Natomiast nie ma żadnego, ale to żadnego wsparcia, ani mentalnego, ani psychologicznego. No może poza szkoleniami ze "sztuki oddychania", na wypadek gdyby miał się zdekompensować. 

Superwizor

Dziękuję losowi, że rzucił mnie do pionu cywilnego. Nie wiem jak sobie radzą sędziowie karniści, którzy mają do czynienia z najokrutniejszymi czynami od gwałtów, pedofilii poprzez obcinanie członków, torturowanie ofiar, porwania, aż po najbrutalniejsze zabójstwa. To nie jest tylko i wyłącznie czytanie akt, ale również przesłuchiwanie ofiar, zbrodniarzy, oglądanie zdjęć, filmów, odsłuchiwanie rozmów, wgłębianie się w różnego rodzaju slangi, grypsery. To analizowanie, czyli mozolne czytanie, oglądanie, wysłuchiwanie tych samych okropieństw. 

Czy mają jakieś wsparcie? A co by było gdybym napisał, że po każdej takiej sprawie taki sędzia powinien mieć np. dodatkowe dni wolne. A może powinien mieć coś na wzór superwizora?

Ja tego nie wiem. Nie jestem psychologiem. Ale czy coś na ten temat mogą powiedzieć ci wszyscy, którzy wczytują się co roku jedynie w analizę opóźnień w wywoływaniu kolejnych rozpraw, czy przypadków zdekompensowań sędziów. Chcę być dobrze zrozumiany, nie deprecjonuję pracy tych, którzy siedzą na sali sądowej i obserwują pracę sędziów. Wykonują zapewne dobrą pracę. Nie akceptuję również krzyków na sali. Nie uważam jednak, że jest to ocena całościowa sędziów. Niestety jednak, w dużej mierze właśnie ona staje się źródłem oceny sądownictwa w Polsce.

"Miłe" dla mego uszu są stwierdzenia w stylu: "przecież nie musisz być sędzią", "przecież możesz zmienić zawód". Czy ktoś coś takiego mówi psychiatrze, czy też innemu lekarzowi? Czy ktoś da gwarancję, że zamiennik sędziego, który zrezygnuje z zawodu, będzie lepszy, odporniejszy, skoro wchodzi dokładnie do tego samego systemu?

Zwykły zawód

Są sędziowie, częściej ci w stanie spoczynku, którzy jeszcze nie boją się mówić, że sędziowie to kasta. Oczywiście nie chodzi o tę definicję w myśl której kasta to grupa społeczna, do której przynależność jest dziedziczna. Chodzi raczej o podkreślenie, że jest to grupa zawodowa, do której przynależność - choć jest otwarta - to jednak uwarunkowana koniecznością spełnienia licznych wymogów formalnych i osobowościowych. 

Ja tego terminu nie używam, nie lubię. Nie da się jednak ukryć, że sędziowie są szczególną (ale nie najważniejszą, najdoskonalszą, czy najlepszą) grupą zawodową nie tylko z uwagi na trudność w dostępnie do tego zawodu, ale z racji wykonywanej funkcji i obciążenia emocjonalnego. 

Niestety, ale mam wrażenie, że społeczeństwo nie che tego dostrzec. Społeczna ocena pracy sędziego ma wymiar wyłącznie zewnętrzny. Nie słyszałem, nie widziałem, aby ankieterzy pytali sędziego dlaczego np. nastąpiło opóźnienie w wywołaniu sprawy, dlaczego tego dnia był oschły, dlaczego był niemiły. To nikogo nie interesuje. Tym samym, takie oceny są bardzo powierzchowne. To powoduje, że interesują nas tylko emocje. Nie są już ważne źródła tych emocji. 

Być sędzią

Co począć? Nie wiem. Może po prostu dążyć do doskonałości, ale przede wszystkim być na co dzień wystarczająco dobrym sędziom. Co to znaczy? 

Może to taki sędzia, który nie jest zawsze perfekcyjny, nadmiernie przewrażliwiony, czy nadmiernie surowy. Może to taka osoba, która nie przeprasza za każdym razem strony procesu za opóźnienie, bo ta uzna go za niegodnego, ale też taka, która jest w stanie przyznać się do swojego błędu, aby go naprawić w poczuciu sprawiedliwości, zamiast liczyć, że apelujący tego nie dostrzeże. To taki sędzia, który może da się ponieść emocjom, ale jednak okaże szacunek dla człowieka, i wytłumaczy swoje zachowanie. Taki, który nie moralizuje, ale wskazuje na czym polegało to konkretne niewłaściwe postępowanie. Nie podpowiada, co ma zrobić strona procesu, nie wyręcza jej, ale też nie pozostawia jej bez kompleksowego i zrozumiałego pouczenia. To również taki sędzia, który - jako rodzic, singiel, obywatel - jest też uczestnikiem życia towarzyskiego, społecznego i publicznego. To taki sędzia, który nie wstydzi się swojego zawodu w życiu prywatnym i publicznym. 

Nie chcę być źle zrozumiany, ale do opisywanej rzeczywistości bardzo pasuje sparafrazowana sentencja Steve'a Jobs'a: "jeśli chcesz każdego uszczęśliwić, to nie bądź sędzią, tylko zostań sprzedawcą lodów"

P.s.
Życzę sobie i wszystkim moim czytelnikom, aby w nadchodzącym, wyjątkowym roku znaleźć złoty środek między życiem rodzinnym, osobistym i zawodowym. Nie bądźmy zamknięci na krytykę, ale też nie gódźmy się na poniżanie, deprecjonowanie naszej pracy, prawa do życia w spokoju i szczęściu. 

To wbrew pozorom był bardzo optymistyczny tekst.

3 komentarze:

  1. Panie Sędzio,

    mam obecnie (niestety) kilka spraw w sądzie (takie tam.. w sądzie pracy, wykroczeniową itd.). Poznałam trochę sędziów, i co mogę powiedzieć.. Jednym jestem wręcz zachwycona, i mimo że nie do końca zgadzam się z wyrokiem, to nie zmieniło mojej opinii o nim. Jest z górnej półki i każdemu życzę spotkania z takim sędzią, naprawdę wtedy będzie miał lepszą opinię o przedstawicielach Waszej "kasty". Dwóch innych - to tragedia. Jeszcze jeden utrzymał wyrok I instancji (od kogoś z tych dwóch) chociaż naprawdę miałam rację, chyba stanął po stronie... sędzi z I instancji! Cóż, prawie na pewno będzie kasacja. Resztę na razie oceniam neutralnie. Robią swoje, i naprawdę nie przeszkadza mi jakieś tam opóźnienie lub nawet niedopatrzenie, kiedy jest naprawiane - rozumiem, z czym to jest związane. Proste, z nawałem pracy. Ale ta dwójka, o której pisałam - oceniam bardzo źle. Sądzę, że tak działają sądy w Rosji, na Białorusi, na Ukrainie, z tym że ta dwójka działa "w białych rękawiczkach". I bronią się nawzajem...

    OdpowiedzUsuń
  2. Swiat się zmienił . Bardzo. Tekst pasuje do rzeczywistości z poprzedniego wieku czyi lat 90tych , w tej chwili Sąd to cywilizowany sposób prowadzenia potyczek i wojen. Sędzia zbyt romantyczny zbyt humanistyczny jest zwyczajnie nie humanitarny bo moralność jest flexybilna a prawo jasne i proste - bo obowiązuje nas europejskie które jest dośc jasne i logiczne a przede wszystkim priorytetowe - Sedzia ma obowiązek odmówić stosowania przepisu Polskiego będącego w konflikcie z ochroną obywatela na poziomoie UE lub innym prawem UE. Obywatele już wiedzą . Więc wszystkie wady ustaw Polskich mają drugorzędne znaczenie , jednak wielu Sędziów dalej brnie w te wadliwe Polskie ustawy - dlaczego? Ludzie są rożni i ocena moralna - jest nie humanitarna - system prawa multicentryczny . Już minął czas aby starodawną moralność Polską (widziały gały co podpisywały , oko za oko , grosz za grosz ) dawno Sędziowie powinni zamienić na nowoczesną Europejska , a tam (chciałbym moc wkrótce powiedziec "tu") kultura jest na zupełnie innym (wyższym) poziomie. Tego sobie życzmy. Atmosfera będzie znacznie lepsza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ tezy z tekstu są realizowane właśnie w krajach UE.

      Usuń