System losowego przydziału spraw karze sprawnych sędziów.


Startuje tzw. system losowego przydzielania spraw sędziom. Wszem i wobec ogłoszono, że dzięki temu programowi nie będą formułowane zarzuty, czy choćby podejrzenia, że konkretna sprawa została celowo przydzielona konkretnemu sędziemu. Oficjalnym powodem wprowadzenia tego systemu było również doprowadzenie do równomiernego rozłożenia spraw pomiędzy poszczególnych sędziów. Wręcz stwierdzono, „że nie będzie tak, że jeden sędzia jest przygniatany ciężarem wielu spraw, a drugi sędzia tych spraw ma trochę”. No niestety, ale wiele wskazuje na to, że system wprowadza wielką niesprawiedliwość i wręcz może wywołać u wielu sędziów zniechęcenie do sprawnego i szybkiego rozpoznawania spraw.



Testy wypadają fatalnie

Jak wiadomo program przeszedł testy. Mam wątpliwości, czy system wprowadza sprawiedliwość w obciążaniu sędziów. Pierwsze testy temu przeczą. Dlaczego? Najlepiej zobrazuje to następujący przykład. Proszę sobie wyobrazić wydział, w którym orzeka pięciu sędziów. Jeden z nich jest bardzo sprawny, tj. nie tylko dobrze, ale i na tyle szybko rozpoznaje sprawy, że choć na początku roku miał spraw 300, to już pod koniec roku ma ich 150. Pozostali sędziowie nie mają takiej sprawności, i pod koniec roku z 300 spraw zeszli do 200. Po wprowadzeniu systemu losowego okazało się jednak, że wszyscy sędziowie mają znowu po 300 spraw. Dlaczego? No właśnie. 

Okazuje się, takie przynajmniej chodzą słuchy, że system dociąża tych, którzy mają mniej spraw bez względu na to, czy pracowali sprawniej czy też nie. Na tym polega równomierne obciążenie. Co to powoduje? De facto karze się tych, którzy pracują sprawniej, szybciej. Jaki z tego morał? Nie ma sensu rozpoznawać spraw szybciej, skoro nagrodą ma być dodatkowa pula spraw. Jeśli to się potwierdzi, to czeka nas wielka niesprawiedliwość w wymierzaniu sprawiedliwości. 

Zawsze się mówiło, że jak ciężej popracujesz, to później będzie lżej. Będzie można lepiej zorganizować pracę, dokładniej i spokojniej przygotować się do rozprawy. Ale nic z tego. Chyba będzie tak jak zawsze. Jeśli pracujesz ciężej i szybciej, to w nagrodę system przydzieli więcej spraw. Już teraz się obawiam co będzie w okresie wakacyjnym. Kiedyś wyznaczało się więcej spraw przed wakacjami, po to, aby po powrocie z wakacji nie było zbyt dużego decernatu. Teraz podobny zabieg nie będzie miał sensu. Bo nie dość, że człowiek zapracuje się przed wakacjami, to jeszcze będzie miał wyrównany decernat. Tym samym, ponad miarę nie będzie pracował przez jeden, a kilka miesięcy. 

Podejrzliwość

Trudno jest oczywiście polemizować z głównym celem wprowadzenia systemu, tj. doprowadzenie do tego, aby całkowicie wykluczyć podejrzenie, że konkretna sprawa jest przydzielana konkretnemu sędziemu. Nie ma bowiem w tym względzie żadnych danych. Nie ma żadnych oficjalnych zarzutów, że coś takiego miało miejsce albo, że przybrało to postać problemu. 

Poza tym, zawsze można postawić zarzut, dlaczego taki system nie pojawił się ani w Sądzie Najwyższym, ani w Trybunale Konstytucyjnym. Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na to, że dotychczas nie było czegoś takiego, jak instytucjonalne przydzielanie konkretnej sprawy określonemu sędziemu. Sprawy były przydzielane według kolejności wpływu. Sprawom numerację nadawał sekretariat, zaś przewodniczący podpisywał zarządzenie. 

Natomiast nie bierze się pod uwagę czegoś o wiele ważniejszego. Otóż przydzielenie sprawy konkretnemu sędziemu może nieść ze sobą pozytywy. Od dawna jest poruszana kwestia specjalizacji. Co chwila narzeka się na to, że sędziowie nie znają realiów sprawy, całej jej otoczki społecznej i gospodarczej. Nie wiem czy ktoś miałby coś przeciwko, aby sprawę np. z zakresu prawa budowlanego czy własności intelektualnej rozstrzygał sędzia, który się w tej materii specjalizuje. Nie bierze się pod uwagę jeszcze jednego zagadnienia. Co tym bardziej dziwi, że reformę współtworzą sędziowie. Czy nie wiedzą o tym, że sędziowie mniej doświadczeni i tak będą się pytali innych sędziów o radę? 

Mam wrażenie, że jakieś wyimaginowane problemy stawiają nas poza najnowszymi trendami, które wymagają od sędziów specjalizacji. Co ważne, chodzi też o to, aby sprawa trafiła do specjalisty z przydziału, bo trudno sobie wyobrazić, aby specjalista otrzymał sprawę z danej kategorii w drodze losowania. 

Szkoda, że ważniejsze jest to, aby Temida była ślepa, niż mądra.

P.s.
Zastanawiałem się dlaczego Ministerstwo Sprawiedliwości nie chce ujawnić algorytmu wykorzystanego w ramach losowego przydziału spraw. Może właśnie dlatego, że nie ma żadnego rzeczywistego ważenia spraw. Po prostu, jak sędzia skończy sprawę, to zaraz dostaje nową i to bez względu na to, że inni sędziowie swoich spraw nie skończyli. Czy to jest sprawiedliwie, czy wręcz demotywujące? O to naprawdę chodziło?

31 komentarzy:

  1. A co z nierównością wynagrodzeń? Sędzia w Warszawie ma XXX spraw, a sędzia w 10 tysięcznym miasteczku ma spraw X. Czy to racjonalne i motywujące do pracy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo np sędza w apelacji ma 50 spraw, a w rejonie 600. Jaki z tego wniosek...

      Usuń
    2. Że najwyższa pora żeby MS wreszcie dokonało splaszczenia struktury i odpoczywający w apelacjach czy okręgach wzięli się za robotę..

      Usuń
    3. Inaczej mówiąc: wszędzie dobrze - gdzie nas nie mam - 600 spraw z rejonu nigdy nie będzie równe 50 sprawom z apelacji, ale żeby to wiedzieć należy być i w rejonie i okręgu i w apelacji

      to tak jakby porównywać ilość przyjętych lekarzy przez lekarza pierwszego kontaktu, i tych ze specjalizacjami i stopniami, no i co z tego, że lekarz I kontaktu przyjmie w ciągu dnia np. 20 pacjentów, a chirurg zoperuje 1 osobę po wypadku z licznymi urazami

      Wiosna - jeśli uważasz, że w tylko w rejonie się pracuje - to proszę pójdź na delegację choćby na jedną sesję do SO , czy SA -

      w mojej ocenie na każdym szczeblu są sędziowie którzy miej lub bardziej wydajnie pracują - a przyczyn dlaczego tak się dzieje jest wiele

      Zgadzam się ze powinno być tzw. pensum - i za jego wyrobienie przysługuje wynagrodzenie X, a za np. 20% ponad normę (przy stabilności np. 80%) - 20 % z X - dodatku - motywowałoby to do dobrej pracy sędziego,



      Usuń
    4. Powinno być:

      to tak jakby porównywać ilość przyjętych pacjentów przez lekarza pierwszego kontaktu, i tych ze specjalizacjami i stopniami, no i co z tego, że lekarz I kontaktu przyjmie w ciągu dnia np. 20 pacjentów, a chirurg zoperuje 1 osobę po wypadku z licznymi urazami

      Usuń
    5. Tylko, że sprawa w apelacji nie bierze się z powietrza, a powstaje w rejonie obok 599 innych spraw.

      Usuń
  2. czy z prób prowadzonych dotychczas wynikało większe obciążenie sprawniejszych sędziów? Nie wiem wiele na temat tych prób ale przecież do systemu wpisuje się nowe sprawy i są rozlosowywane wg wpisanego do systemu współczynnika. Ten system nie ma w ogóle wglądu w ilość spraw "załatwionych" tylko przydzielonych. Co nie oznacza, że nie uważam go za kompletnie niepotrzebny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Do systemu wpisuje się również zakończenie sprawy

      Usuń
  3. Tak naprawdę i przed systemem losowania, jak i teraz obowiązuje zasada: jeśli się wyrabiasz, to nie oznacza, że dobrze i ciężko pracujesz, tylko jesteś za słabo obciążony. Jeśli masz zabałaganiony decernat i głośno płaczesz, to przydzielą kogoś do pomocy.
    @ Anonimowy z Warszawy: Kwestionuję rzekomo większe obciążenie sędziów z dużych miast. Dotychczasowe porównania, wynikające chociażby z oficjalnych statystyk, ale też z prywatnych ustaleń wskazują, że jest dokładnie odwrotnie, w przeciwieństwie do mniemania o sobie...

    OdpowiedzUsuń
  4. powiem szczerze, że już nudzi mnie te mityczne i ciągłe powoływanie się na większe obciążenie sędziów z dużych miast a to, że jest to zwykły mit przekonał się mój kolega, który zaczął orzekać w Wa-wie. Teraz ma asystenta, w jego wydziale pracują referendarze ( w swoim prowinzjonalnym sądzie mógł o tym pomarzyć) a zamiast skomplikowanych spraw rozgraniczeniowych ma głownie sprawy funduszy sekurytyzacyjnych załatwianych głównie wyrokami zaocznymi

    OdpowiedzUsuń
  5. "Trudno jest oczywiście polemizować z głównym celem wprowadzenia systemu, tj. doprowadzenie do tego, aby całkowicie wykluczyć podejrzenie, że konkretna sprawa jest przydzielana konkretnemu sędziemu"
    Trudno to jest polemizować z faktami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym bardziej, że jak wynika z posta sędziom z 10 letnim i więcej stażem w zawodzie nic nie wiadomo o jakichkolwiek nadużyciach w tym względzie.
      Doprawdy można pozazdrościć życia w tak idealnej rzeczywistości, obcej pozostałej niesędziowskiej części społeczeństwa. No bo sprawa sedziego Milczanowskiego szeroko upubliczniona to sprawa nieistniejąca w świadomości sędziowskiej.
      Jakiej my obywatele możemy zatem oczekiwać od środowiska sędziowskiego bezstronności przy takim zaknięciu oczu na rzeczywistość środowiska sędziowskiego.
      I nie chodzi bynajmniej o bicie się w piersi, przyznanie do win niepopełnionych, ale nie wpieranie maluczkim (podsądnym) jakiejś idealnej rzeczywistości pozbawionej naruszeń i wypaczeń, która nie istnieje.
      Czy to jest tzw. wiarygodność środowiska?

      Usuń
    2. I to właśnie jest istota problemu.
      sasanka

      Usuń
  6. Trudno, bo faktów brak. Jest jeden przypadek, który dotyczy wyznaczenia szybciej wokandy w wyniku prowokacji dziennikarskiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest o jeden przypadek za dużo.
      Faktów nie brak: np. wystarczy porównać jak szybko rozpatrywane są sprawy osób znanych, a ile trwają sprawy obywatela XYZ. Przypadek?

      Usuń
    2. O jeden za dużo. Ale czy dlatego należy wszystkich oczerniać i wprowadzać niejasne regulacje, zwłaszcza że nie zostało wykluczone indywidualne przydzielanie spraw oraz, że nie wiadomo na czym polega ów słynny algorytm przydziału spraw.

      Usuń
    3. Oczerniać? W jaki sposób?

      Usuń
    4. Nie chodziło tylko o wyznaczenie szybciej wokandy. Prezes deklarował jeszcze właśnie, że sprawa trafi do odpowiednich, zaufanych sędziów.
      sasanka

      Usuń
    5. Nie było nic o tym, że sprawa trafi do zaufanych ludzi. Jak zadzwonił dziennikarz, to prezes poinformował, że sprawa jest już przydzielona i sędziowie czytają akta. Chodziło o wyznaczenie terminu. Proszę poczytać, jak było naprawdę. Poza tym, sprawa dotyczyła Marcina P., który nadal jest w areszcie. Lepiej nie dopowiadać.

      Usuń
    6. Z tego co pamiętam, dziennikarz - prowokator podkreślał, że sprawa jest "delikatna" czy tam "wrażliwa" (jakoś tak to określił) i pytał prezesa, czy zajmować się nią będą zaufani sędziowie. Prezes odpowiedział jakoś tak: "proszę się nie martwić, że tak powiem" (cytuję z pamięci z nagrania upublicznionego w mediach).
      sasanka

      Usuń
    7. I co to ma zaznaczenie, skoro skład był wyznaczony już wcześniej. To tak jakby ktoś zadzwonił i zapytał, czy sprawa - która została już dawno obsadzona - taka a taka jest prowadzona przez zaufanych sędziów, a rozmówca by odpowiedział, że tak. Tak właśnie się tworzą bajki.

      Usuń
    8. Z kontekstu rozmowy wynikało, że prezes jest przekonany, iż z wyznaczonego składu zainteresowany winien być zadowolony.
      sasanka

      Usuń
    9. "To tak jakby ktoś zadzwonił i zapytał, czy sprawa - która została już dawno obsadzona - taka a taka jest prowadzona przez zaufanych sędziów, a rozmówca by odpowiedział, że tak."
      Tzn., że są również tacy sędziowie w wydziale, w sądzie, którzy nie są zaufanymi prezesa sądu.

      Usuń
    10. "I co to ma zaznaczenie, skoro skład był wyznaczony już wcześniej."
      Ano ma, bo w Polsce po sprawiedliwość czeka się w kolejce do sądu. Dla jednych (ludzi władzy, celebrytów, ustosunkowanych) kolejka jest krótsza, bo szybciej są wyznaczane wokandy, sprawy trafiają do sprawniejszych sędziów. Dla pozostałych obywateli kolejka po wymiar sprawiedliwości kolejka jest dłuższa, jak po dobro reglamentowane. Stąd przyśpieszenie wyznaczenia wokandy ma znaczenie.

      Usuń
    11. Trudno z tymi uwagami polemizować, bo te uwagi nie mają sensu. Można mieć zaufanie dlatego, że sędzia dobrze wykonuje swoją pracę. I tyle. Zaufanie wobec sędziów nie musi mieć negatywnego podtekstu. Nie słyszałem, aby w moim otoczeniu byli jacyś celebryci, którym szybciej wyznaczono sprawy. Natomiast była np. 70 latka, której ja szybciej wcisnąłem termin. I myślę, że takich sytuacji może być więcej. Ale społeczeństwo widzi tylko rzeczy negatywne.

      Usuń
    12. Są sędziowie, którzy dopiero zaczynają pracę-przymiotem zaufania trzeba by ich obdarzać z góry nie wiedząc jak będą wykonywać pracę.
      Są sędziowie karani dyscyplinarnie.
      Oczywiście, że nie chodzi o jednostkowe i uzasadnione sytuacją podsądnych wyznaczenie terminu sprawy z pominięciem obowiązującej kolejności.
      Dlaczego sądy i sędziowie nie dostrzegają, że nie są postrzegani pozytywnie przez znaczną część społeczeństwa i nie ustalają jaka jest tego przyczyna.

      Usuń
  7. Sędziowie w RP zasłużenie nie cieszą się zaufaniem społecznym. Zgadzam się całkowicie z wypowiedzią @ Anonimowy 3 stycznia 2018 10:04. Sędziowie popełnili grzech zaniechania tolerując patologiczne układy, stosunki i zachowania części swoich kolegów. Przez wiele lat przymykali na nie oczy, godzili się na nie, a wręcz zaprzeczali ich istnieniu. Osoby spoza środowiska sędziowskiego, które sygnalizowały te patologie nie mogły liczyć na zrozumienie ze strony środowiska sędziowskiego, nawet ze strony sędziów, którzy sami wykonują swój zawód bez zarzutu. Mało tego, zwykle osoby mówiące o przypadkach patologii w środowisku sędziowskim były wyśmiewane przez sędziów, że niby to należą do tych podsądnych, którzy słusznie przegrali sprawę a nie potrafią się z tym pogodzić.

    Jak w takiej sytuacji społeczeństwo może mieć zaufanie do sędziów?
    Ja zupełnie nie dziwię się społeczeństwu, że poparło działania PiS-u. Natomiast bardzo dziwię się sędziom, że - będąc bądź co bądź ludźmi inteligentnymi - nie przewidzieli, że musi to doprowadzić w końcu do jakichś radykalnych działań środowisk pozasądowych, zmierzających do wymuszenia zmian likwidujących te patologie.

    Dla mnie od dawna było to oczywiste. Jak mówi bowiem staropolskie przysłowie:”Dopóty dzban wodę nosi dopóki ucho się nie urwie”.
    sasanka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma Pani prawo do takiej opinii. Jeżeli tak jest, że społeczeństwo akceptuje to co robi Sejm RP, to może trudno. Widocznie tak musi być. Ja i sędziowie już nie mamy wpływu na tę opinię. Zostaliśmy zwolnieni przez Prezydenta i Ministerstwo Sprawiedliwości. Za całą organizację pracy, sprawność postępowania, czy tzw. opinię o sądach odpowiadają już tylko wskazane wyżej podmioty. Może teraz będzie lepiej, a społeczeństwo będzie zadowolone.

      Usuń
    2. A za co będzie pobierane wynagrodzenie sędziowskie, przewodniczących wydziałów i prezesów sądów w takim razie?

      Usuń
    3. Za gotowość do usłużności względem obecnie rządzących?

      Usuń