Skarga prawdziwie nadzwyczajna, czyli jak ponowić proces w oparciu o nieistniejące akta.


Chyba wszyscy już wiedzą, że prezydencki projekt ustawy o Sądzie Najwyższym wprowadza nową instytucję nazwaną skargą nadzwyczajną. Ale czy wszyscy wiedzą o tym, że przedmiotowa skarga będzie mogła być wniesiona nie tylko w tych sprawach, w których akta sądowe zostały przykryte grubą warstwą kurzu, ale również w sprawach, w których akta kilkanaście lat temu zostały zniszczone. Warto to podkreślić. Nawet nie wyglądają, jak te na zdjęciu. Po prostu nie istnieją. Czy to może być prawda? 


Skarga nadzwyczajna

Nie oceniając samej zasadności wprowadzenia skargi nadzwyczajnej, można chyba zgodzić się z tezą, że każda tego typu instytucja powinna realizować cele dla których została powołana. Wydawało się, że merytoryczne rozpoznanie sprawy na skutek środka zaskarżenia powinno nastąpić w oparciu o dotychczas zgromadzony materiał dowodowy. Tylko wtedy można przecież ocenić czy postępowanie było prowadzone prawidłowo, zaś rozstrzygnięcie odpowiadało przepisom prawa i poczuciu sprawiedliwości. Okazuje się jednak, że najnowsza instytucja czyni bardzo istotny i niebezpieczny wyłom w tej kwestii. 

Zgodnie z treścią art. 86 § 1 prezydenckiego projektu ustawy o Sądzie Najwyższym „od każdego prawomocnego orzeczenia kończącego postępowanie w sprawie, może być wniesiona skarga nadzwyczajna". 

W zamyśle projektodawców taką skargę – o czym stanowi § 3 przywołanego artykułu – „wnosi się w terminie 5 lat od uprawomocnienia się zaskarżonego orzeczenia. Niedopuszczalne jest uwzględnienie skargi nadzwyczajnej na niekorzyść oskarżonego wniesionej po upływie 6 miesięcy od uprawomocnienia się orzeczenia lub od rozpoznania kasacji.”

17 października 1997 roku

Sytuacja się jednak bardzo komplikuje z uwagi na treść art. 115 § 1 przywołanego projektu, który stanowi, że:
„W okresie trzech lat od dnia wejścia w życie ustawy skarga nadzwyczajna może być wniesiona od prawomocnych orzeczeń kończących postępowanie w sprawach, które uprawomocniły się po dniu 17 października 1997 r. Art. 86 § 3 zdanie pierwsze nie stosuje się.”

Co to oznacza? W ciągu 3 lata od wejścia w życie ustawy będzie można skarżyć wszystkie prawomocne orzeczenia zapadłe po 17 października 1997 r. i to nawet wtedy, gdy upłynęło 5 lat od jego uprawomocnienia. Tym samym, będzie można np. wzruszyć wyrok, który został wydany 18.10.1997r., tj. 20 lat temu. I teraz najsmutniejsze pytanie. 

Czy projektodawcy zastanowili się nad tym, jak osądzić sprawy, w których nie ma już akt? Chyba jednak nie. 

Przechowywanie akt

Kwestię przechowywania akt sądowych reguluje Rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości w sprawie przechowywania akt spraw sądowych oraz ich przekazywania do archiwów państwowych lub zniszczenia z dnia 5 marca 2004 r. 

W myśl tego rozporządzenia akta sądowe dzieli się na akta stanowiące materiały archiwalne zaliczane do kategorii A i akta niestanowiące takich materiałów, zaliczane do kategorii B. Te pierwsze po upływie okresu przechowywania w sądzie przekazuje się do właściwego archiwum państwowego, zaś te drugie, których jest zdecydowana większość, po upływie okresu przechowywania w sądzie podlegają zniszczeniu. Trzeba to wyraźnie podkreślić: zniszczeniu. Są po prostu eliminowane ze świata rzeczywistego i wirtualnego. Przestają istnieć. Nie ma po nich właściwie śladu.

Są różne okresy przechowywania akt, co jest uzależnione od kategorii sprawy. Przykładowo, w sprawach karnych przechowuje się akta przez: 3, 10, 20, 30 i 50 lat. W sprawach cywilnych i gospodarczych akta przechowuje się w okresach: 5, 10, 20, 30 i 50 lat. W sprawach rodzinny są to okresy: 10, 30, 50 lat.

Nie bez znaczenia jest i to, że rozporządzenie przewiduje również okresy przechowywania ksiąg i urządzeń ewidencyjnych w sprawach sądowych, a zatem różne ewidencje sądowe, w których odnotowuje się adnotacje o prowadzonych sprawach, w tym informację o tym, jakie zapadły wyroki. Z treści rozporządzenia wynika, że przez okres 50 lat przechowuje się repertoria i urządzenia ewidencyjne, natomiast już kartoteki i wykazy tylko przez 10 lat. 

Bez śladu

Co z tego wynika? W większości spraw akta są przechowywane do 10 lat. Po tym okresie są niszczone. Co więcej, i śladów po tych aktach może być coraz mniej, gdyż niszczone są również kartoteki i wykazy. 

Dłużej pozostają repertoria, które jednak zawierają zupełnie podstawowe informacje o toczącej się sprawie. Można z nich wyczytać kto się procesował, kiedy i ewentualnie jaki zapadł wyrok. To wszystko. 

Misja beznadziejna

W związku z tym pojawia się pytanie, w jaki sposób rozpoznać skargę nadzwyczajną od orzeczenia wydanego np. w 1998 roku, skoro akta tej sprawy zostały już – zgodnie z prawem – zniszczone? 

W tym kontekście bardzo interesujący jest 89. przywołanego projektu ustawy, który stanowi, że:
"Sąd Najwyższy może zażądać sporządzenia uzasadnienia, jeżeli nie zawiera go zaskarżone orzeczenie.” 

Niestety, ale w bardzo wielu sprawach - zgodnie z przepisami prawa - uzasadnień się nie sporządzało. Proszę zatem powiedzieć, w jaki sposób sporządzić uzasadnienie np. po 15 latach w sprawie, w której akta zostały zniszczone? Czy nie jest to mission impossible?

Projektodawcy wskazują, że skarga może być wniesienia – o czym stanowi art. 86 § 1 – „jeżeli jest to konieczne dla zapewnienia praworządności i sprawiedliwości społecznej i: 1) orzeczenie narusza zasady lub wolności i prawa człowieka i obywatela określone w Konstytucji, 2) orzeczenie w sposób rażący narusza prawo przez błędną jego wykładnię lub niewłaściwe zastosowanie, 3) zachodzi oczywista sprzeczność istotnych ustaleń sądu z treścią zebranego w sprawie materiału dowodowego – a orzeczenie nie może być uchylone lub zmienione w trybie innych nadzwyczajnych środków zaskarżenia.”

W takim razie trzeba postawić kolejne pytanie. W jaki sposób Sąd Najwyższy np. ustali – nie mając akt sądowych - że „orzeczenie w sposób rażący narusza prawo przez błędną jego wykładnię lub niewłaściwe zastosowanie”? Albo jak ustali czy "zachodzi oczywista sprzeczność istotnych ustaleń sądu z treścią zebranego w sprawie materiału dowodowego", skoro nie będzie dysponował aktami sprawy?

Więcej, zgodnie z art. 92. projektu „w przypadkach nieuregulowanych przepisami niniejszej ustawy do postępowania w sprawie skargi nadzwyczajnej stosuje się odpowiednio przepisy ustawy z dnia 17 listopada 1964 r. – Kodeks postępowania cywilnego o skardze kasacyjnej, z wyłączeniem art. 3984 § 2.” Oznacza to, że taka skarga powinna spełniać wymogi pisma procesowego i zawierać m.in. oznaczenie orzeczenia, od którego jest wniesiona ze wskazaniem, czy jest ono zaskarżone w całości czy w części oraz uzasadnienie. 

Ciekawe czy profesjonalny skarżący będzie w stanie ustalić o jakie orzeczenie chodzi i czy uda się jemu spełnić wymogi formalne stawiane pismu procesowemu, w tym w zakresie oznaczenia stron postępowania, adresów oraz uzasadnienia, po 20 latach od wydania orzeczenia w sprawie, w której akta sądowe zostały już zniszczone. 

Odtworzenie akt

Oczywiście istnieje coś takiego, jak instytucja odtworzenia akt sądowych. Jednakże – z tego co czytałem - projektodawcy nie przewidzieli stosownej nowelizacji w tym zakresie. Przykładowo, w sprawach cywilnych reguluje to zagadnienia art. 716 k.p.c. który wprawdzie przewiduje odtworzenie zniszczonych akt, ale jeśli są one niezbędne do wznowienia postępowania. Nie chodzi tutaj zatem o rozpoznanie skargi nadzwyczajnej, która nie prowadzi do wznowienia postępowania. 

Poza tym, nawet gdyby ten przepis stosować analogicznie, z uwagi na istniejącą lukę prawną, to kwestia odtworzenia akt nie jest taka prosta. Co innego jest odtworzyć akta w zakresie treści wydanego orzeczenia, a co innego odtworzyć całe akta sprawy, zwłaszcza po dwudziestu latach, aby ustalić jakie były dowody i jaki był ewentualnie proces decyzyjny sądu wydającego orzeczenie. 

Proszę sobie wyobrazić odtworzenie akt sprawy np. 20 tomowej, w której było przesłuchanych 50 świadków, z których obecnie żyje tylko dziesięciu. Co będzie jeśli uda się ustalić jedynie materiał cząstkowy. Jak zatem odpowiedzieć na pytanie czy orzeczenie było prawidłowe czy też nie? 

Obciążenie sądów

Ze stosownych przepisów kodeksu postępowania cywilnego wynika, że sąd odtwarzający akta wzywa osoby, organy administracji publicznej lub instytucje wskazane we wniosku oraz znane sądowi urzędowo do złożenia w określonym terminie poświadczonych urzędowo odpisów dokumentów będących w ich posiadaniu albo do oświadczenia, że ich nie posiadają. Jeżeli osoba wezwana nie posiada dokumentu lub odpisu, a przed wezwaniem była w jego posiadaniu, powinna wyjaśnić, gdzie dokument lub odpis się znajduje.

Jeżeli jednak odtworzenia akt nie można przeprowadzić we wskazany wyżej sposób, to wzywa się strony do złożenia dokładnych oświadczeń co do treści zaginionych lub zniszczonych pism oraz dowodów na zawarte w nich twierdzenia, nie wyłączając prywatnych odpisów oraz innych pism i notatek, które mogą być pomocne przy odtworzeniu akt. Oczywiście przy założeniu, że obie strony procesu żyją. 

Co więcej, niezależnie od oświadczeń i wniosków stron sąd przeprowadza z urzędu dochodzenia, nie pomijając żadnej okoliczności, która może mieć znaczenie dla ustalenia treści zaginionych lub zniszczonych akt. Sąd bierze zwłaszcza pod uwagę wpisy do repertoriów i innych ksiąg biurowych. Sąd może też przesłuchać w charakterze świadków sędziów, prokuratorów, protokolantów, pełnomocników stron i inne osoby, które uczestniczyły w postępowaniu lub które mogą wypowiedzieć się co do treści akt, jak również może zarządzić przesłuchanie stron. Nie da się ukryć, że to może być ogrom pracy bez pewności, że uda się doprowadzić do kompletnego odtworzenia akt. 

Nie słyszałem, aby omawiano to zagadnienie z tej perspektywy. Raczej się mówi o obciążeniu Sądu Najwyższego oraz sądów, które miałyby ponownie rozpoznawać sprawy w których Sąd Najwyższy uchylił orzeczenie w następstwie rozpoznania skargi nadzwyczajnej. Nie mówi się obecnie o tym, co będzie jeśli zacznie się masowe odtwarzanie akt spraw z ostatnich dwudziestu lat. Czy ktoś w ogóle spróbował oszacować koszty tego przedsięwzięcia? 

Na końcu winny sąd

Jest jeszcze jedna kwestia. Co pomyślą sobie obywatele, a zwłaszcza osoby bezpośrednio zainteresowane, gdy okaże się, że tych rozbudzonych nadziei na ponowne zbadanie sprawy nie będzie można spełnić, bo Sąd Najwyższy stwierdzi, że nie może ocenić sprawy, gdyż akta zostały już zniszczone. 

Kto będzie za to ponosił odpowiedzialność? Oczywiście, że zły Sąd Najwyższy i źli sędziowie, którzy chcą ukryć swoje błędy. No chyba, że przyjmie się swoiste domniemanie, że skoro nie ma akt, to należy założyć, że sprawa była źle rozpoznana i trzeba orzeczenie uchylić i skierować sprawę do ponownego rozpoznania. 

Ale wtedy nie wiem, jaki materiał dowodowy zbierze sąd ponownie rozpoznający sprawę po 20 latach. No i chyba wpłynie to na "szybkość" rozpoznania spraw sądowych w Polsce i na tzw. pewnością prawa. O pewności obrotu gospodarczego nie wspomnę. 

P.s.
Czy ktoś się zastanawiał nad tym, skąd ta data decydująca o tym, które orzeczenia można skarżyć? Tak się dziwnie składa, że 17 października 1997 roku weszła w życie obecna Konstytucja RP. Wygląda na to, że według niektórych, wszystko po tej dacie wymaga naprawy.

3 komentarze:

  1. Już same przesłanki czynią z tej skargi ułudę zbliżoną do skargi o stwierdzenie niezgodności z prawem prawomocnego orzeczenia.
    1) orzeczenie narusza zasady lub wolności i prawa człowieka i obywatela określone w Konstytucji - z zasady niewiele orzeczeń w sprawach cywilnych może naruszyć powyższe,
    2) orzeczenie w sposób rażący narusza prawo przez błędną jego wykładnię lub niewłaściwe zastosowanie - kluczowym jest zwrot "rażący" odmienna wykładnia nigdy nie będzie rażącym naruszeniem prawa,
    3) zachodzi oczywista sprzeczność istotnych ustaleń sądu z treścią zebranego w sprawie materiału dowodowego – oczywista jest wtedy gdy bez już student prawa jest ją w stanie dostrzec :)

    A co oznacza zwrot jeżeli jest to konieczne dla zapewnienia praworządności i sprawiedliwości społecznej?

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże kochany, to się nie mieści w głowie ! gdzie ci ludzie mają wyobraźnię i zdrowy rozsądek!

    OdpowiedzUsuń
  3. Przecież ustawę podpisał PREZYDENT RPis Andrzej Adrian Duda. Czy nam obywatelom któregoś sortu wolno to oceniać?

    OdpowiedzUsuń