Duch lex Gosiewski.


Czy ktoś jeszcze pamięta burzę, jaką wywołał Przemysław Gosiewski swoją ustawą, której celem było szerokie otwarcie dostępu do zawodów prawniczych, a konkretnie umożliwienie uzyskania uprawnień adwokata, notariusza czy radcy prawnego? Z czasem tę wyjątkową regulację zaczęto nazywać po prostu „lex Gosiewski”. Opór był naprawdę olbrzymi. Pytano np. czy nie dobija się adwokatury. Pisano, że to nie jest deregulacja tylko degradacja. Przestrzegano przed rychłą pauperyzacją środowiska. Przestrzegano przed osobami, które dzięki tej ustawie uzyskają szlify adwokackie czy radcowskie. Co z tego zostało? A czy historia czasem się nie powtarza?

Reforma

Obecnie bardzo dużo pisze się o reformie wymiaru sprawiedliwości. Właściwie nie jest to niczym nadzwyczajnym, gdyż wymiar sprawiedliwości jest permanentnie reformowany od kilkudziesięciu lat. Tym razem wspomina się jednak o wyjątkowej, rzeczywistej i skutecznej reformie. Od czasu do czasu, być może pod wpływem emocji, pojawiają się jednak głosy, i to ze strony reformatorów, że dla skuteczności tej reformy potrzeba wymiany kadr. Zastanawiam się więc, czy czasem nie mamy trochę analogicznej sytuacji, jak w czasie gdy wdrażano w życie tzw. ustawę lex Gosiewski. 

Odmienności

Istnieją jednak istotne różnice. Otwarcie zawodów prawniczych było de facto reakcją na to, że izby radcowskie, czy rady adwokackie albo w ogóle nie ogłaszały naboru na aplikacje albo wprowadzały niskie limity przyjęć, np. 5 osób w danym roku. Lex Gosiewski wprowadzała rewolucję w tym sensie, że o tym, czy ktoś zostanie aplikantem zadecyduje wyłącznie zdanie egzaminu i to państwowego. 

W przypadku sądownictwa sytuacja jest o tyle inna, że sami sędziowie nie reformowali, bo przecież nie mogli reformować sądownictwa. Sędziowie nie mają uprawnień ustawodawczych. Wbrew temu co się pisze, sędziowie przeszli taką samą weryfikację, jak inne środowiska np. posłowie. Podporządkowali się temu reżimowi prawnemu, który ustanowił Sejm. 

Nie zmienia to jednak faktu, że społeczeństwo zostało przekonane, iż to sędziowie są odpowiedzialni za obecny stan rzeczy w całym wymiarze sprawiedliwości. 

Analogia

Istnieje chyba jednak coś wspólnego. Tak mi się wydaje. Pamiętam czasy poprzedzające wejście w życie ustawy lex Gosiewski. Pamiętam, jak w danym roku nie było naboru ani na aplikację adwokacką, ani radcowską, ani notarialną. Pamiętam reakcje absolwentów prawa. Właściwie to jedynym wyborem była albo aplikacja sądowa albo prokuratorska. 

I nagle pojawia się ustawa lex Gosiewski. To było jak grom z jasnego nieba dla środowisk prawniczych. Najpierw niedowierzanie. Potem skargi do Trybunału Konstytucyjnego, który zasadniczo stanął po stronie pukających do bram zawodów prawniczych.  

Gdzie tutaj analogia zapytacie? Otóż, kiedy niektóre przepisy ustawy "lex Gosiewski" zostały uznane za niezgodne z Konstytucją RP, środowiska adwokatów, radców prawnych, notariuszy zaczęły zgłaszać własne propozycje. Zaczęto wprowadzać większe limity miejsc. Ale było już za późno w tym sensie, że nikt nie chciał ich słuchać. Machina zmian ruszyła. Nikt nie chciał z nimi polemizować. Miało się wrażenie, że jest to pewnego rodzaju kara, za to co było dotychczas. Jednakże, nie brano pod uwagę nawet tych propozycji, które były słuszne, racjonalne, logiczne tylko dlatego, że pochodziły od znienawidzonego środowiska. 

Być może i teraz – przynajmniej dla niektórych – nastał analogiczny moment? Będą wchodziły w życie nowe rewolucyjne ustawy, które być może w przyszłości otrzymają nazwy od nazwisk ich twórców? Obawiam się, że nikt nie będzie słuchał już środowiska sędziowskiego, nawet jeśli propozycje będą słuszne. Tak po prostu. Za to, że to środowisko było i jest tak łatwo bezzasadnie krytykowane, napiętnowane. Za to, że nie ma właściwie osób, które chciałyby zawód sędziego tak naprawdę doceniać. No chyba, że mylił się Cyceron, gdy twierdził: "Historia vitae magistra est."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz