Jak sędzia skłania strony do zawarcia ugody w sprawie. Strategia sędziego.


Ciekawym, ale zarazem dziwnym wydaje się być to, że ustawodawca nałożył na sąd obowiązek dążenia do ugodowego załatwiania spraw cywilnych. Nie słyszałem, aby ktoś zastanawiał się na tym, w jaki sposób sędzia miałby skutecznie dążyć do zawarcia ugody? Na co właściwie może pozwolić sobie sędzia realizujący tę powinność, skoro jednocześnie nie może przesądzać wyniku postępowania. Czy sędzia może stosować techniki perswazji, aby doszło do zawarcia ugody? Trudno znaleźć odpowiedź na te pytania.


Zasada

Choć postępowanie procesowe ze swej istoty ma charakter sporny, to jednak ustawodawca wśród najważniejszych zasad procedury cywilnej wprowadził zasadę dążenia do ugodowego załatwiania spraw. Nie można tej zasady bagatelizować, zwłaszcza że przepis ten znalazł się na samym początku Kodeksu postępowania cywilnego.

Zgodnie z art. 10 zd. 1 k.p.c.:
"W sprawach, w których zawarcie ugody jest dopuszczalne, sąd powinien w każdym stanie postępowania dążyć do ich ugodowego załatwienia."

Uzupełnieniem przywołanego wyżej przepisu jest art. 223 § 1. zd. 1. k.p.c., który stanowi, że:
"Przewodniczący powinien we właściwej chwili skłaniać strony do pojednania, zwłaszcza na pierwszym posiedzeniu, po wstępnym wyjaśnieniu stanowiska stron".

Obowiązek

Skoro z treści art. 10 k.p.c. wynika, że sąd "powinien" dążyć do zawarcia ugody, to można wnosić, że stanowi to jego obowiązek. Nikogo nie zaskoczę jeśli przyznam, że skuteczne zrealizowanie tego obowiązku bardzo cieszy, zwłaszcza gdy sprawa jest skomplikowana.

Sędzia nie powinien stresować się tym, że pyta strony o możliwość zawarcia ugody w sprawie. Nie powinno mieć również znaczenia to, że np. pełnomocnicy stanowczo odmawiają zawarcia takiej ugody. W takiej sytuacji nic nie stoi na przeszkodzie, aby wprost zapytać strony procesu czy chcą ugody. Zdarzają się sytuacje, że strony procesu naprawdę chcą się porozumieć.

Na każdym etapie postępowania

Warto podkreślić, że sąd powinien dążyć do ugody w każdym stanie postępowania. Zdarza się niekiedy, że strony zawierają ugodę już w toku postępowania apelacyjnego. Wtedy, co nieco smuci sąd I instancji, wyrok pierwszoinstancyjny jest uchylany, zaś postępowanie umarzane.

Doświadczenie podpowiada, że jeśli strony nie zawrą ugody na pierwszym terminie, to raczej są nikłe szanse na to, aby sprawa w późniejszym etapie została załatwiona ugodowo. Są jednak wyjątki. Pamiętam sprawę zakończoną ugodą po wydaniu opinii biegłego sądowego i to bezpośrednio przed zamknięciem przewodu sądowego. Szkoda było tylko poniesionych kosztów. 

Dążenie do zawarcia ugody

Najwięcej problemu sprawia sam sposób postępowania sędziego, który - na co wskazuje ustawa - ma dążyć do zawarcia ugody. Na czym jednak owo "dążenie" ma polegać tego nie wiadomo. Tak samo nie wiadomo, co należy rozumieć pod pojęciem "skłaniać" do pojednania. 

Pojawia się więc pytanie o techniki jakie może zastosować sędzia. Tego również nie wiadomo. O wiele łatwiej jest ustalić czego sędziemu nie wolno. Sędzia nie powinien wskazywać kto ewentualnie wygra sprawę, jeśli strony nie zawrą ugody. Należy też unikać sugerowania, kto może sprawę wygrać.

Ponadto, sędzia dążąc do zawarcia ugody musi się liczyć nie tylko ze zdaniem stron procesu, ale również ich pełnomocników. Nie jest to łatwe. 

Czynności sędziego

Spróbuję jednak wymienić czynności, które teoretycznie mógłby sędzia podjąć dążąc do zawarcia ugody. Co zatem mógłby zrobić sędzia:

1. Krótkie naświetlenie na czym polega ugoda i jakie są konsekwencje jej zawarcia.

Muszę przyznać, że lubię informować strony procesu, o tym, że ugoda usuwa niepewność co do roszczeń wynikających ze stosunku prawnego. Podkreślam, że poprzez ugodę strony czynią sobie wzajemnie ustępstwa. Dzięki temu można wytworzyć wrażenie, że przecież nikt nie wygrywa, ani nie przegrywa.

2. Zwrócenie uwagi na to, że same negocjacje nie stawiają negocjatorów w lepszym bądź gorszym położeniu.

Bardzo często mam wrażenie, że strony procesu nie chcą nic mówić, jakby się bały, że samo wyjście z propozycją ugody stawia ich w gorszej sytuacji w procesie. Faktem jest, że przeróżne strategie sugerują, aby to konkurent wyszedł z propozycją ugody. Uważam jednak, że w sądzie nie ma to żadnego znaczenia, skoro i tak nie trzeba podpisywać wynegocjowanej ugody. Wręcz śmieszne wyglądają podchody niektórych pełnomocników, którzy zachęcają stronę przeciwną do złożenia propozycji ugodowej. Taki dialog niekiedy wygląda tak:
- sędzia: "Czy strona powodowa widziałaby możliwość zawarcia ugody"
- pełnomocnik powoda: "Już wzywaliśmy do zapłaty, ale nie było żadnej reakcji ze strony pozwanej"
- sędzia: "Czy strona powodowa chciałaby jednak tu i teraz coś zaproponować"
- pełnomocnik powoda: "Ja złożyłem pozew. Może strona przeciwna coś zaproponuje"
- pełnomocnik pozwanej: "Ustosunkowaliśmy się do pozwu w swej pisemnej odpowiedzi. Nie uchylamy się od ugody, ale to chyba powód powinien wyjść z jakąś propozycją".

Najlepiej uciąć te jałowe rozmowy i samemu coś zaproponować. Wtedy zwykle jest pewne pozytywne ożywienie. 

3. Zwrócenie uwagi na zawiłości prawne.

Myślę, że nie jest niczym niewłaściwym, jeśli zwróci się uwagę na problemy prawne występujące w sprawie. Dość dobry skutek może wywrzeć zwrócenie uwagi na orzecznictwo. Ja staram się zwracać uwagę na rozbieżności w orzecznictwie, jeśli takie istnieją. Chodzi o to, aby strony procesu zdawały sobie sprawę z tego, że nawet korzystny wyrok pierwszoinstancyjny może został wywrócony w instancji odwoławczej. Wszystko musi się jednak mieścić w ramach twierdzeń podanych przez strony procesu oraz podstaw prawnych, które dają się wyprowadzić z tych twierdzeń. Nie powinno się bowiem sugerować innych ewentualnych możliwości.

4. Długość postępowania.

Ten argument można podnieść, jeśli np. w sprawie powołano bardzo dużo świadków albo np. istnieje konieczność przesłuchań w drodze pomocy sądowej przed sądem polskim bądź obcego państwa. Paradoksem jest to, że choć wszyscy mówią o przewlekłościach postępowań, to jednak ten argument nie robi zbyt wielkiego wrażenia.
 
5. Koszty procesu.

To naprawdę jest argument, zwłaszcza jeśli w sprawie istnieje konieczność wydania opinii przez biegłych sądowych. Koszty takich opinii są coraz wyższe, zwłaszcza w sprawach budowlanych, odszkodowawczych czy rozliczeniowych. Można też uświadomić osobę, nawet jeśli jest reprezentowana przez zawodowego pełnomocnika, jakie są zasady ponoszenia kosztów procesu.

6. Chodzi o sprawę, w której będzie wydawana opinia przez biegłego sądowego.

Dziwi mnie to, że w ogóle nie bierze się tego pod uwagę, skoro biegły sądowy może tak naprawdę wywrócić cały proces do góry nogami. Na przykład, to co w ocenie powoda było wadą, według biegłego wadą nie będzie. To co w ocenie powódki kwalifikowało się na uszczerbek na zdrowiu, w ocenie biegłego będzie uznane za "postawę roszczeniową". Warto zatem zwrócić stronom procesu uwagę na to, jak ważną rolę ma do spełnienia biegły sądowy. 

7. Rozstrzygnięcie będzie oparte o przepis prawa, którego przesłanki są niezwykle ocenne.

Przykładem może być sprawa o wypłatę zadośćuczynienia. Jak wiadomo nie ma tabeli kwot, które należy przyznać za dany uszczerbek na zdrowiu. Wygórowane żądania są być może skutkiem oglądania amerykańskich filmów. Warto zatem zwrócić uwagę na to, że przepisy prawa nie określają wysokości odszkodowań. Może to skłonić strony do zawarcia ugody na poziomie, który zadowoli obie strony procesu.  

8. Stworzenie przyjaznej atmosfery.

Z tym jest największy problem. Można jednak negocjacje prowadzić na siedząco. Warto do minimum ograniczyć formalizmy. Uspokajać, jeśli strony są poddenerwowane. O życzliwości nie trzeba wspominać. Jeśli strony sobie tego życzą zarządzić przerwę, aby mogły ochłonąć albo negocjować na korytarzu. Choć to ostatnie jest ryzykowne, gdyż może się zdarzyć, że strony procesu z przerwy wrócą skłócone. 

9. Szacunek do stron.

Nie można być nachalnym. Trzeba uszanować to, że strony chcą prowadzić spór. Dlatego nie wolno straszyć, denerwować się tym, że strony toczą spór na przykład w błahej sprawie albo tak dla zasady.

Wszystkie powyższe sugestie powinny przybrać wyłącznie formę informacji. Pamiętam sprawę naprawdę błahą, w tym sensie, że strony dzieliły majątek spółki cywilnej, w której nie było zbyt wartościowego majątku. Chodziło o kilka starych odkurzaczy i środki czystości. Pod koniec negocjacji jedna ze stron procesu po prostu zaczęła płakać. W takiej sytuacji trzeba wyczekać, uspokoić sytuację i przypomnieć o tym, że ugoda nie jest obowiązkowa. To musi być wola obu stron procesu.

10. Kuj żelazo puki gorące.

Jeśli wszystko zmierza do zawarcia  ugody, to nie powinno się odpuszczać. Pamiętam sprawę, gdy wszystko było już uzgodnione, lecz trzeba było zrobić przerwę w rozprawie. Niestety po przerwie strony postanowiły kontynuować postępowanie, bo na korytarzu sądowym strony procesu się po prostu pokłóciły.

Unikać odroczeń rozprawy celem zawarcia ugody. Myślę, że 90% sędziów odroczy rozprawę licząc na to, że może dojdzie do zawarcia ugody. Takie sytuacje zdarzają się jednak rzadko. Można jednak rozważyć przeprowadzenie postępowania dowodowego w niezbędnym zakresie, tj. przesłuchać obecnych świadków, dopuścić dowód z opinii biegłego sądowego i odroczyć rozprawę np. na 14 dni celem zawarcia ugody. Oczywiście do tego czasu wstrzymać się z wysłaniem zlecenia biegłemu sądowemu. Niestety, ale ta opcja jest obarczona wielkim ryzykiem. Przesłuchanie świadków może umocnić pozycję którejś ze stron, co uniemożliwi ugodę.

11. Wydanie opinii.

Ostatnio testuję jeszcze inną możliwość. Po wydaniu opinii przez biegłego sądowego zwracam się do stron procesu z konkretną propozycją ugody, np. tymi słowy:
"Mając na uwadze treść opinii biegłego sądowego wzywam pełnomocników stron procesu, aby oświadczyli czy widzieliby możliwość zawarcia ugody na kwotę około 1500 zł - w terminie 14 dni pod rygorem kontynuowania postępowania".

Jak na razie nie jest to skuteczne, choć zdarza się, że propozycje ugodowe padają. Chciałbym też dodać, że ETS ma praktykę polegającą na tym, że wystosowuje do stron procesu pisemną "ofertę" zawarcia konkretnej ugody .

Wstrzemięźliwość sędziego

Cały jednak czas trzeba pamiętać o tym, że nie można wskazywać na to, która ze stron procesu w ocenie sędziego powinna wygrać sprawę. Teoretycznie może to być podstawa do wyłączenia sędziego.

Nie da się ukryć, że ta wstrzemięźliwość powoduje, że sędzia ma bardzo małe pole do popisu. Nie sposób np. informować jednej ze stron procesu, że np. ma bardzo słabe dowody. Warto jednak zachęcać do ugody, bo jest "korzystna" również dla sądu. Mniejsze koszty i szybciej zakończona sprawa.

Propozycje

Uważam, że omówione zagadnienie powinno być przedmiotem szkoleń. Powinny to być jednak szkolenia prowadzone przez osoby znające niuanse pracy sędziowskiej. Wiele bowiem technik negocjacyjnych, omawianych w literaturze np. w kontekście porozumień miedzy pracodawcami a pracownikami, trudno zaszczepić na grunt sądowy.

Można dokonywać jednak pewnych modyfikacji. Choć trudno być tak okrutnym, aby obniżać temperaturę sali sądowej, to chyba można wyznaczać problematyczne sprawy przed świętami. Do tego celu najlepsze są święta Bożego Narodzenia. Pamiętam jednak, że i w Mikołajki udało się zawrzeć ugodę. 

Warto też pomyśleć o tym, aby odformalizować proces na potrzeby samego etapu, w którym strony są nakłaniane do ugody. O wiele lepiej można by było rozmawiać w pokoju sędziowskim przy herbacie. Ale to chyba zbyt wiele dla polskiego ustawodawcy. 

13 komentarzy:

  1. Mnie niezmiernie bawił pewien sędzia w sądzie pracy, który bardzo aktywnie nakłaniał strony do ugody, na tyle że jego wystąpienia do poszczególnych stron mogły stronę przeciwną wprawić w przekonanie, że mają sprawę prawie wygraną - a koszty jakie miał ponosić Skarb Państwa w związku z rozprawami i prowadzeniem spraw, niejednego dyrektora sądu mocno by zdziwiły :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przydatny artykuł. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Niezwykle interesujący temat i wpis.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem w sumie ciekaw jak na takie ugody reagują wszelkie fundusze sekurytyzacyjne i firmy windykacyjne. Bo z ich pozwów najczęściej wynika że raczej dalekie są od chęci uczciwego wyliczenia należnych im pieniędzy. W zasadzie nic nigdy się nie zgadza i nie wiadomo z czego żądane kwoty wynikają. To znaczy wiadomo. Z ich ksiąg rachunkowych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W procesie z funduszami sekukuryku to się doprowadza do oddalenia, a nie ugody zawiera :)

      Usuń
    2. Co do zasady tak :) Piszę o zupełnie hipotetycznej sytuacji kiedy ich "klient" jednak poczuwa się do obowiązku...

      Usuń
  5. Były wiceminister w MS w sprawach o zniesienie współwłasności/podział majątku dorobkowego:
    "weźcie się ludzie dogadajcie, bo wam dom przez komornika sprzedam i pożałujecie!"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. / "weźcie się ludzie dogadajcie, bo wam dom przez komornika sprzedam i pożałujecie!" /

      Art. 622. § 1. W toku postępowania o zniesienie współwłasności sąd powinien NAKŁANIAĆ współwłaścicieli do zgodnego przeprowadzenia podziału, WSKAZUJĄC IM SPOSOBY mogące do tego doprowadzić.

      "... bo wam dom przez komornika sprzedam"
      Haha, to wskazanie niewątpliwie też jest jednym ze sposobów wyjścia ze współwłasności, ale czy byłoby zgodnym przeprowadzeniem podziału?
      Chyba że w tym sensie, że zgodnym z prawem :-)
      sasanka

      Usuń
    2. @ bartoszcze

      Właśnie ten przepis o sprzedaży rzeczy wspólnej miałam na myśli pisząc, że jest to rozwiązanie zgodne z prawem.
      sasanka

      Usuń
  6. W sądzie pracy niekiedy udaje się zachęcić strony do ugody uświadamiając im wysokość (a raczej niskość) kosztów zastępstwa procesowego ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. "Sąd zapytał, czy strony chcą zawrzeć ugodę. Pełnomocnik posła PO powiedział, że mogą zrezygnować z przeprosin w mediach, jeśli Jaki wyda oświadczenie, iż mówił nieprawdę. Sąd dał stronom ok. 10 minut na rozmowy. Ale ugody nie zawarto."
    Wyborcza.pl

    Dlaczego nie doszło do ugody? Przyczyna po stronie powoda? Pozwanego? A może sąd nieumiejętnie nakłaniał???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takich sprawach trudno o ugodę na początku postępowania.

      Usuń