Lekarze świadkami, czyli jak uniknąć paraliżu szpitala.


Czy dopuszczalnym jest przesłuchanie w charakterze świadków na jednym terminie rozprawy niemal wszystkich lekarzy danego szpitala? Czy może to mieć wpływ na funkcjonowanie szpitala? Co w takiej sytuacji mógłby zrobić sędzia oraz pełnomocnik szpitala?


Ranga świadka

Niemal każdy wtajemniczony wie, że świadek to bardzo ważna persona w postępowaniu sądowym. Większość rozprawia o sędziach, stronach procesu, czy pełnomocnikach.

Jednakże to świadek, zwłaszcza gdy jego zeznania są kluczowe dla rozstrzygnięcia sprawy, jest tym podmiotem bez którego udziału trudno uznań dany proces za pełnowartościowy. Ranga tego tej osoby rośnie, jeśli świadkiem jest lekarz np. w sprawie o błąd w sztuce lekarskiej.

Nie zawsze pamięta się o tym, że świadkowie mają przede wszystkim swoje życie prywatne i zawodowe. Udział w rozprawie będzie dla nich jedynie ekscesem, bardziej lub mniej akceptowanym, czy wręcz uciążliwym. 

Konflikt 

Powyższe uwagi mogą stanowić uzasadnienie dla stwierdzenia, że istnieje pewnego rodzaju konflikt interesów świadka i sędziego. Dla świadka udział w rozprawie to obowiązek, przykra konieczność, czy nawet strata czasu. Niekiedy udział w rozprawie wiąże się z tym, że świadek musi zrezygnować naprawdę z bardzo ważnych obowiązków. 

Dla sędziego udział świadka w rozprawie jest zwykle warunkiem kontynuowania postępowania. Zwykle jest tak, iż zeznania danego świadka są tylko jednym z wielu dowodów, które będzie trzeba przeprowadzić. 

Kłopot

Trzeba zatem zastanowić się nad tym, jak dużym kłopotem dla danego świadka będzie jego udział w rozprawie. 

Problem może pojawić się wówczas, gdy w danej sprawie, na jednym terminie mają być przesłuchani np. wszyscy pracownicy danej firmy albo wszyscy lekarze danego szpitala. 

Wielokrotnie zdarzały się sytuacje, gdy właściciel firmy zwracał się do sądu z prośbą o usprawiedliwienie nieobecności na rozprawie, któregoś z pracowników, który miał akurat zeznawać. Uzasadnia się to tym, że stawiennictwo na rozprawie wszystkich pracowników spowoduje poważne perturbacje w funkcjonowaniu firmy. Trudno jest zignorować takie usprawiedliwienie.

Szpital bez lekarzy 

Prawdziwym problemem może być również sytuacja, gdy przesłuchiwanymi w sprawie mają być niemal wszyscy lekarze z danego szpitala. Coś takiego mi się przytrafiło. Na szczęście się okazało, że udział lekarzy w rozprawie nie spowodował paraliżu szpitala. 

Wezwałem na jeden termin kilku lekarzy. Aby świadkowie nie musieli zbyt długo czekać, lekarze mieli być przesłuchiwani co 45 minut. Tak też byli wzywani i tak zostali faktycznie przesłuchani. 

W trakcie rozprawy pełnomocnik szpitala zapytał mnie, czy uda się przesłuchać wszystkich świadków, gdyż wezwanie lekarzy na jeden termin spowodowało, iż szpital tego dnia praktycznie pozostał bez lekarzy. 

Muszę przyznać, że trochę mnie zmroziło. Wszystko przecież zostało zrobione zgodnie z przepisami prawa. Nadto, rozprawa - zgodnie ze sztuką i przepisami prawa - została tak zaplanowana, aby było możliwe jej zakończenie już na pierwszym terminie. Co więcej, świadkowie zostali tak wezwani, że nie musieli czekać na korytarzu, lecz z marszu wchodzili na salę rozpraw i faktycznie byli przesłuchiwani. 

Pomimo tych zabiegów, pojawiła się informacja o możliwym paraliżu szpitala. Na szczęście rozprawa przebiegała sprawie i wszyscy zostali w terminie wysłuchani. Lekarze przesłuchani od razu wracali do szpitala, w czasie gdy następni jechali na salę rozpraw. 

Niedosyt 

Mimo wszystko pozostał jakiś niedosyt. Okazało się bowiem, że stosowanie przepisów prawa oraz intencje nie zawsze muszą wystarczyć. Uważam jednak, że zbyt rzadko w procesie planowania rozprawy angażują się sami pełnomocnicy. W tym konkretnym przypadku wystarczyłoby, aby pełnomocnik poinformował o problemie, jaki może zaistnieć dla szpitalu albo jego oddziału. Kto, jak nie strona procesu oraz jej pełnomocnik, najlepiej wiedzą o tym, jak funkcjonuje przedsiębiorstwo danej strony procesu. W tym wypadku zapewne wystarczyłby jeden telefon np. z sugestią, aby świadków powoływać w większych odstępach czasy albo w inne dni. Tak się jednak nie stało, więc nie obyło się bez stresu. 

P.s.
Tak na marginesie, to chyba nigdy nie miałem takich zdyscyplinowanych lekarzy-świadków.

1 komentarz:

  1. Kiedyś miałem taki proces, w którym na jeden termin wezwano pięciu pracowników oddziału banku. Początkowo na tę samą godzinę, po krótkim piśmie sąd rozpisał świadków co 40 minut. Przesłuchano całą piątkę bez zamykania oddziału banku :)

    OdpowiedzUsuń