Zaprzeczam zaprzeczeniu!


Trudno o tym pisać, bo wkraczam w bardzo delikatną materię. Chodzi o krytykę działań zawodowych pełnomocników. Proszę to jednak odebrać, jako swego rodzaju komentarz dotyczący bardzo „niepokojącego”, żeby nie powiedzieć „dziwnego” zjawiska. Nie jest to ani przejaw buty, ani arogancji z mojej strony. Mam świadomość tego, że błędy nie są czymś abstrakcyjnym i zdarzają się niemal każdemu. Ale to o czym króciutko piszę poniżej, to pewnego rodzaju maniera, która niekiedy prowadzi do przegrania procesu. 


Chodzi o coś zupełnie błahego, ale niezwykle często występującego. To swoisty sposób argumentacji, którą można złośliwie nazwać: „zaprzeczam zaprzeczeniu”. Wiem. Brzmi głupkowato. Ale chyba takim rzeczywiście jest. 

Ostatnio znowu coś takiego pojawiło się w sprawie. Tym razem przybrało postać wręcz komiczną. Otóż, strona powodowa domagała się zapłaty należności z tytułu poniesionych kosztów zarządu związanych z utrzymaniem nieruchomości wspólnej we wspólnocie mieszkaniowej. Do pozwu załączono, chyba najczęściej spotykany, dokument zwykle przyjmujący nazwę „stan konta”, który pochodził od wspólnoty mieszkaniowej. 

Strona pozwana wnosiła o oddalenie powództwa w całości twierdząc, że kwestionuje wysokość zobowiązania, gdyż nie wynika ono z żadnych wiarygodnych dokumentów. Następie, pozwana zakwestionowała, aby miała jakikolwiek dług oraz zaprzeczyła prawdziwości dokumentu w postaci „stanu kont”. Na koniec pojawiło się słynne sformułowanie: „zaprzeczam wszelkim wyraźnie nieprzyznanym twierdzeniom strony powodowej”. 

Jaka była reakcja strony powodowej? Nowe twierdzenia? Ależ nie. Nowe wnioski dowodowe? Nic z tych rzeczy. Powód po prostu wypomniał, że strona pozwana wcześniej ani nie kwestionowała dokumentów, ani istnienia swojego długu. W konsekwencji strona powodowa również skorzystała ze znanej formuły: „zaprzeczyła wszystkim twierdzeniom pozwanej”. 

Do czego doszło? Pozwana zaprzeczyła twierdzeniom powoda, zaś powód zaprzeczył twierdzeniom pozwanej. Problem tylko polegał na tym, że powód zapomniał o tym, iż to na nim spoczywał obowiązek udowodnienia zasadności i wysokości roszczenia. 

P.s.
W taki oto sposób, można się zapomnieć w zaprzeczaniu, zwłaszcza jeśli się to robi nieudolnie :-)

13 komentarzy:

  1. Zawsze zastanawiałem się, czy ta sakramentalna, mityczna formuła: "zaprzeczam wszelkim twierdzeniom powoda, za wyjątkiem tych które wprost przyznam" tak naprawdę coś daje. Pamiętam, że negatywnie ocenił ją SN w jakimś orzeczeniu (musiałbym poszukać sygnatury).

    Mam wrażenie, że trochę funkcjonuje to na zasadzie świeckiej tradycji przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Patron tak pisał, to kazał aplikantowi. A gdy ten "wyzwolił się" i został samodzielnym pełnomocnikiem, siłą przyzwyczajenia tak uczył swojego aplikanta ;) Choć ja osobiście staram się z tym walczyć.

    PS Mnożą nam się głupoty w procedurze, bo jak inaczej nazwać tłumaczenia się z podjęcia lub nie mediacji/przedsądowego rozwiązania sporu w sprawie o zapłatę przedstawionego do zapłaty weksla?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzi zapewne o orzeczenie SN III CSK 341/08.

      W mojej ocenie - formuła ta nie wprowadza do procesu jakiegokolwiek nowego elementu i powinna być po prostu pomijana.

      Usuń
    2. "Daje" o tyle, że teoretycznie rozwiązuje problem ustosunkowywania się do każdego zdania 10-stronicowego pozwu w kontekście art.230 kpc.
      Co prawda Gospodarz sugeruje, żeby sędziom ufać, ale koledzy mi właśnie opowiadali o sprawie, w której pozwany zakwestionował roszczenie powoda twierdząc, że nigdy nie zamawiał świadczenia, nie otrzymał go i nie zaksięgował faktury, a sąd... uznał roszczenie za zasadne, bo "pozwany nie zakwestionował roszczenia po otrzymaniu wezwania do zapłaty".

      Usuń
    3. To jakaś drastyczna pomyłka sądu - przecież pozwany zakwestionował w ogóle istnienie zobowiązania.

      Wiedziałem,na zasadzie doświadczenia życiowego, ze użytkownik Bartoszcze, jak to zawsze ma w zwyczaju komentować dla przekory, nie omieszka odnieść się do mojego komentarza, za co jestem wdzięczny.

      Co zmieniłoby w tej sprawie zawarcie sakramentalnej formułki: "zaprzeczam wszystkim...", skoro w istocie pozwany zakwestionował w ogóle istnienie zobowiązania? Nic - sąd i tak popełniłby ten błąd.

      Usuń
    4. Przychylam się do tego stanowiska. Diabeł tkwi w szczegółach, a rzeczona formułka to moim zdaniem przejaw niedbalstwa, który ponadto może świadczyć o nieznajomości sprawy. Niemniej nie jestem zawodowym pełnomocnikiem, więc co ja tam wiem :-)

      Usuń
    5. @Anonimowy którego nikt nie rozpoznał skoro zawsze pisze jako Anonimowy

      Sensem dyskusji jest wymiana odmiennych stanowisk, a nie potwierdzanie tego co powiedział przedmówca, ale można sądzić wedle siebie i widzieć w tym tylko przekorę.
      Można też uważnie przeczytać na co się odpowiada i zauważyć że przytoczony przykład (anegdota właściwie) nie odnosił się bezpośrednio do kwestii "zaprzeczam wszystkiemu" (tak na marginesie to mój komentarz dla kolegów brzmiał "to dostaniecie koszty za dwie instancje").

      Usuń
    6. @Bartoszcze - bardzo przepraszam, że poczułeś się dotknięty moim komentarzem. Miało być z przymrużeniem oka, a wyszło mi jak zawsze. Bardzo cenię Twoje komentarze (także na innych blogach czasem Ciebie odnajduję. Na zasadzie teza + antyteza = nowa, twórcza synteza powinna się właśnie odbywać każda dyskusja.
      Bezpośrednio odniosłeś się do mojej potocznej wypowiedzi: "daje", która dotyczyła mitycznej formułki "zaprzeczam", "teoretycznie" mającej zapobiegać przyznaniu. Przytoczona anegdota pośrednio odnosi się do pierwszej części Twojej wypowiedzi; obaj stoimy na wspólnym, stanowisku, że zawarcie formułki praktycznie nie zmieniłoby nieprawidłowego wyroku sądu.

      Usuń
    7. @Anonimowy
      Nie ma sprawy :)

      Usuń
  2. Nie lubię takiej formułki, wydaje mi się takim pójściem na łatwiznę.

    Z drugiej strony trochę mnie przeraża, jak na rozprawie zadaję pełnomocnikowi pytanie, czy zaprzecza aby np. "umowa taka i siaka kiedykolwiek obowiązywała", to ten wpada w popłoch, jąka się, że przecież została wypowiedziana i że on prosi o termin na ustosunkowanie się ... :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Któryś z adwokatów kiedyś wymyślił taką głupią formułkę, a inni bezmyślnie to powielają. I żaden z tych mądrali nie zastanowi się, że zaprzeczając ogólnie wszystkiemu co twierdzi przeciwnik, zaprzecza także niektórym prawdziwym okolicznościom (faktom). A to już podpada pod odpowiedzialność dyscyplinarną, a czasami wręcz i karną.
      Zaprzeczenie też jest twierdzeniem i musi być zgodne z prawdą. Niektórym mecenasom wydaje się zaś, że zaprzeczać można bezkarnie wszystkiemu.

      No ale jeśli sądy pozwalają im na to, to może ci "profesjonalni" pełnomocnicy mają i rację?
      sasanka

      Usuń
    2. "zaprzeczam wszelkim wyraźnie nieprzyznanym twierdzeniom strony powodowej”. Nie zaprzeczają wszystkiemu, tylko temu "co nie jest wyraźnie przyznane". W głowach się poprzewracało panom mecenasom tzw. fachowym mądralom, co tylko forsę z wdów i sierot zdzierać potrafią. Za takie łgarstwo i hochsztaplerstwo powinni siedzieć. Albo co najmniej w kamasze ich.
      Nie wiem czy pani Sasanka to sędzia, ale jeśli tak, to ile wysłała zawiadomień do rady adwokackiej albo do prokuratury?

      Usuń
  3. dobra, dobra, większość pełnomocników zna orzeczenie SN, ale i tak "na wszelki wypadek" wpisuję to jedno zdanie. Nigdy, ale to nigdy, nie wiadomo co sądowi przyjdzie do głowy przy wymyślaniu uzasadnienia. I nagle okaże się, strona czemuś tam nie zaprzeczyła. To zdanie jest czasem takim kołem ratunkowym, dodatkowym zabezpieczeniem. Inna sprawa, inna sprawa co z tym zrobi sąd odwoławczy.
    A zaprzeczenie zaprzeczenia to już kuriozum do kwadratu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Co do zaprzeczenia zaprzeczeniu, to rzeczywiście może to niezbyt mądre. Zwracam jednak uwagę, o czym sędziowie zapominają, że w takich właśnie sprawach jak opisana przez Autora wykazanie wysokości dochodzonej należności wiąże się z konieczności przejrzenia, skserowania i nadesłania wielu dokumentów od uchwał Wspólnoty począwszy na umowach z dostawcami i fakturach skończywszy + należy Sądowi i pozwanemu szczegółowo wyłuszczyć - co, za co, z czego wynika i dlaczego. A że należności są pobierane zwykle w formie zaliczek, to trzeba jeszcze wskazywać, jak te zaliczki rozliczono i z czego wynikają widoczne w tych stanach kont " nadpłaty" lub "niedopłaty" i ustosunkowywac się do kolejnych zarzutów pozwanego, że np. uchwała o ustaleniu zaliczki na fundusz remontowy została podjęta bez jego zgody i wobec tego on nie myśli płacić. Mówiąc krótko - czasami przy należności 3000-4000 zł trzeba się napracować, jak przy sprawie za kilkadziesiąt albo kilkaset tysięcy. Na koniec Sąd, owszem należność zasądzi, ale odstąpi od obciążania powoda kosztami na zasadzie 102 k.p.c., bo pozwany na koniec powie, że jest biedny i nie ma z czego kosztów zapłacić, a że Sąd jest łaskawy i dobry, szczególnie z kieszeni drugiej strony, to wniosek chętnie uwzględni nie bacząc, że te koszty muszą przecież ponieść inni, często biedniejsi właściciele lokali. A to, że pozwany dotychczas płacił i nie kwestionował nie ma przecież, i nie ma w tym ironii, żadnego znaczenia. Może zatem postawa pełnomocnika, które, żeby było jasne, nie pochwalam, wynikała z czystej kalkulacji lub niechęci ze strony powódki do odszukiwania ,opisywania stosownych dokumentów, a nie z jego niewiedzy lub wręcz głupoty, co mu się na tym szacownym forum zarzuca.

    To głupie i znienawidzone także przeze mnie " zaprzeczam wszystkim twierdzeniom...." jest w mojej ocenie w dużej mierze skutkiem, niestety rozstrzygnięć sądowych i uzasadnień tych rozstrzygnięć, w których to Sąd często wskazuje, że skoro pozwany nie zaprzeczył, to się powodowi należy, a to, że pozwany zaprzeczał, że zawarł umowę nie ma znaczenia, bo po otrzymaniu wezwania do zapłaty nie zaprzeczył i jeszcze inne "kwiatki".

    OdpowiedzUsuń