Urzędnik sądowy potrzebny od zaraz.


Nie tak dawno przekazywałem apel wystosowany do sędziów przez pracowników sądownictwa, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji, gdyż od wielu lat ich wynagrodzenia nie są adekwatne do ilości wykonywanej pracy i są niewystarczające, by zaspokoić podstawowe potrzeby życiowe. Niepokojące były również dane wskazujące na to, że w ciągu ostatnich trzech lat z sądów odeszło ponad 17 tys. asystentów, urzędników i innych pracowników, z ogólnej liczby 35 tys. osób z kadry pozaorzeczniczej. Trudno stwierdzić czy te liczby do kogokolwiek przemówiły. Być może o wiele bardziej wpływają na naszą wyobraźnię pojedyncze przypadki odejść, zwłaszcza tych urzędników sądowych, z którymi pracowało się wiele lat, i którzy nie tylko wykonywali precyzyjnie polecenia sędziego, ale również wspierali swoim doświadczeniem, czy wręcz wychwytywali omyłki. 

Liczy się człowiek

W całym tym zgiełku, w całym tym zamieszkaniu, czy wręcz błaganiu o godne wynagrodzenia, tak jakby zupełnie zapomniano o tym, że zawsze tak naprawdę liczy się konkretny człowiek. Nie będę pisał o etosie pracy urzędnika, o jego samodoskonaleniu, o jego zadowoleniu z pracy i środowiska pracy. Czy ktoś się jeszcze tym w ogóle przejmuje?

Zbyt wiele się mówi i pisze o danych statystycznych. Wszechobecne są tabelki i wykresy wskazujące np. na to, ilu pracowników administracji, asystentów przypada na sędziów z danego wydziału, choć one nie oddają rzeczywistej skali problemu. Przecież to konkretny urzędnik sądowy wykonuje pracę, a nie statystyczny obywatel. Najlepiej to widać wtedy, gdy wieloletniego pracownika zastępuje ktoś zupełnie nowy. 

Rotacja

Nie tylko chodzi o skalę odejść. Niepokojąca jest częstotliwość odejść. Niezwykle boli, gdy odchodzi pracownik z którym współpracowało się wiele lat. Sytuacja jest tym gorsza, że te zmiany są coraz częstsze. Osoby pracują po kilka, czy kilkanaście miesięcy. Odchodzą, bo znajdują o wiele lepiej płatną pracę. 

Brak stałości powoduje, że trudno o doświadczonych pracowników. Ciągłe przyuczanie nowych pracowników do specyfiki pracy w sądzie, powoduje opóźnienia, a nawet rozgoryczenie innych urzędników którzy - czego nie da się ukryć - obciążeniu własną pracą, nie tylko pomagają nowozatrudnionym, ale wręcz wyręczają ich w wielu czynnościach. 

Przygnębiające jest także to, że niedawno przyuczony pracownik rezygnuje z pracy w sądzie. Samo przyjście nowego pracownika, nie powoduje zapełnienia luki po jego poprzedniku. Takie sytuacja nie występuje od wczoraj. To zjawisko jest obecne od kilku lat. Obawiam się, że drobne podwyżki niewiele tutaj zmienią, zwłaszcza wobec sytuacji, w jakiej znalazło się całe sądownictwo. 

Punktacja

Jakby tego było mało, środowisko pracy staje się coraz mniej przyjazne. Zamiast podwyżek, jest więcej obowiązków. Zamiast nowych pracowników, jest system "zachęcający" do wydajniejszej pracy. Poprzez punktowanie czynności, narzucanie limitów punktów, skłania się urzędników sądowych do wydajniejszej pracy. 

Ale czy faktycznie jest tak, że ten system promuje dobrych, rzetelnych i zadowolonych z pracy urzędników? Czy taki system skłoni nowozatrudnionych, aby wiązali swoją karierę zawodową z sądownictwem?

Równowaga

Tak jakby w tym wszystkim brakowało także równowagi. Przykładem niech będzie sytuacja, w której choć jest wystarczająca ilość sędziów, brakuje urzędników sądowych, którzy wcielą w życie decyzje podjęte przez tych sędziów. Jaki sens ma szybkie podejmowanie czynności przez sędziego, skoro czas oczekiwania na ich wykonanie wynosi np. 6 tygodni? 

Więcej kompetencji

W obecnych realiach nawet nie ma sensu pisać o tym, w jakim kierunku powinno to wszystko zmierzać. Przecież jeszcze nie tak dawno krytykowano, że istnieje zbyt wielu sędziów. Zapomina się jednak o tym, że ewentualne ograniczenie liczby sędziów musi się wiązać ze wzrostem zatrudnienia personelu pomocniczego. 

Nie ma nawet co liczyć na to, że urzędnicy sądowi będą przejmowali czynności sędziowskie, które z powodzeniem mogliby wykonywać doświadczeni urzędnicy sądowi, jak np. samodzielna kontrola korespondencji czy planowanie terminów rozpraw. Zanim o tym pomyślimy, należałoby najpierw skutecznie zachęcić pracowników, aby swą przyszłość zawodową wiązali z sądem. 

Czy znajdziemy złoty środek w najbliższej przyszłości? Bo, jak na razie, to nadszedł czas, w którym pracownik coraz częściej mówi: "Do widzenia".

10 komentarzy:

  1. A co ma mówić, w 2008 r. każdy sędzia dostał po 1000 zł podwyżki, już wtedy sekretarze sądowi zarabiali mało, ale w tamtym czasie szalało bezrobocie, więc siedzieli cicho....

    Niestety sędziowie też siedzieli cicho w sprawie wynagrodzeń osób od których pracy zależą i tak przez kolejne lata. Teraz kiedy Biedronka stała się konkurencyjnym względem prezesa sądu pracodawcą biadolenie.

    Nie wiem czy Pan ma świadomość jaki jest poziom ludzi obecnie kończących licea czy nawet studia wyższe. Jak odejdą na emeryturę ostatni z sekretarze sądowi z pokolenia obecnych 50-55 latków dopiero się zacznie...

    No chyba, że będzie Pan zamieszczał polecenia "swojej" sekretarz sądowej na snapczacie;)

    Niewesoło to wygląda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sędziowie od lat poruszają ten problem. Tylko jaki mają wpływ na wynagrodzenia?

      Usuń
  2. Po kilku latach uczenia " rotacyjnych" pracowników następuje wypalenie stałego pracownika. Ludzie, którym poświęciło się tyle czasu i energii nie wracają później, bo kogo stać na luksus pracy za 1500 zł jak ma się rodzinę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłam sekretarzem sądowym. Na początku lubiłam tę pracę, nie zniechęcałam się ilością zadań, ponieważ wolę mieć cały czas co robić, niż siedzieć i odliczać minuty do końca pracy. Mimo że chciałam poszerzać swoją wiedzę jak i kompetencje, coraz bardziej zaczęła mnie zniechęcać atmosfera w pracy, traktowanie mnie przedmiotowo. Mnie się też wydaje, że nie została doceniona świetnie działająca "trójka": sędzia- asystent - sekretarz sądowy. Wszyscy orientowaliśmy się w sprawach, rozumieliśmy i uzupełnialiśmy, a d tego lubiliśmy. Ten "system" został rozbity, zarządzenia rozpisywała inna osoba, na rozprawy chodziła inna - od razu nastąpił szereg nieporozumień. Mimo że walczyłam z sobą długo, zrezygnowałam z pracy. Strach i niechęć codzienna rano, by jechać do instytucji, która mnie stresowała z różnych powodów, o których nawet nie chcę pisać, spowodowały, że wolałam pracować gdziekolwiek indziej byle nie tam. Teraz mam swoją DG i jestem szczęśliwa, że już nikt mnie nie traktuje jak przedmiot, zaś moja praca jest doceniana i ...dostrzegana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poruszyła Pani bardzo istotną rzecz, a mianowicie to, że praca sekretarza, który precyzyjnie wykonuje zarządzenia Sedziego, wywiązuje się ze wszystkich obowiązków terminowo kosztem własnych sił i nerwów, jest w sądownictwie niedoceniana. Nikt nie zwraca uwagi na to, że gdyby nie to, rezygnuję z pójścia do toalety czy zjedzenia śniadania, bo przecież w tym czasie można rozpisać jedną sprawę, to referat Sędziego nie wyglądałby tak jak obecnie. Uwielbiałam tą pracę i (chyba) nadal uwielbiam, ale coraz częściej chodzę przez nią rozdrażniona, bo tak naprawdę tyra się jak na produkcji a zarabia się mniej i nawet Ci za nadgodziny nie zapłacą. Przykre...

      Usuń
    2. "Nikt nie zwraca uwagi na to, że gdyby nie to, rezygnuję z pójścia do toalety czy zjedzenia śniadania, bo przecież w tym czasie można rozpisać jedną sprawę, to referat Sędziego nie wyglądałby tak jak obecnie."

      Mam nadzieję, że nie pisze Pani tego poważnie. Czyżby sekretarze sądowi byli traktowani gorzej niż niewolnicy? Przecież przerwa w pracy należy się Pani ustawowo. Jeśli pani szef / sędzia nie pozwala Pani wyjść do toalety czy zjeść posiłek, to podlega pod znęcanie się.

      Usuń
  4. A do tego w sądach jest dużo niesprawiedliwości i mobbing. Nie szanuje się pracowników doświadczonych i zastępuje ich znajomkami A dodatki specjalne dostają ludzie nie za pracę tylko układy. To bardzo przykre.

    OdpowiedzUsuń
  5. zgadzam, się zwalnia się doświadczonych pracowników. Nie rozmawia przed zwolnieniem, dyrektorzy i prezesi są stronniczy i dają wiarę osobom, które pomawiają innych. Ale na układy nie ma rady

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten mobbing czy brak przerwy to pewnie w wydziale pracy...

    OdpowiedzUsuń
  7. U komorników też niestety rotacje ostatnio - może to pokłosie ostatnich zmian. Kiedyś jak dzwoniłem do sekretariatu pracownik kompetentny i rzeczowy. Obecnie zaś często słyszę, a kim a Pan jest tak naprawdę w tej sprawie? Ale o co Panu tak naprawdę chodzi? A my takich informacji przez telefon nie udzielamy?

    OdpowiedzUsuń