Wybiórcze poszanowanie prawa.


Tego samego dnia, na tej samej drodze, w odstępie około 9 godzin, widziałem rozbite samochody uczestniczące w dwóch różnych kolizjach drogowych. Pierwsza kolizja miała miejsce w czasie drogi do pracy, zaś druga w drodze powrotnej do domu. Ku mojemu zaskoczeniu, co można dostrzec na niewyraźnym zdjęciu, druga z kolizji miała miejsce zaraz przy znaku ostrzegającym przed wypadkami. 

Nieskuteczny wymiar sprawiedliwości 

Pomyślałem, że tak często narzekamy na wymiar sprawiedliwości. Krytykujemy sędziów, że tak wolno prowadzą postępowania, prokuratorów, że umarzają różnego rodzaju sprawy, czy policjantów, że nie łapią tych co trzeba. 

Pełna akceptacja własnych zachowań

Dlaczego jednak ci sami obywatele nie są choć trochę krytyczni wobec siebie. Na przykład na drodze? Dlaczego nie dostrzegają, że bardzo wielu z nich niemal codziennie łamie różnego rodzaju przepisy, reguły, zasady. Zazwyczaj twierdzą, że ich one nie dotyczą. Wiedzą lepiej i zakładają, że w razie czego dadzą radę. Niekiedy się zdarza, że postępują nie tylko wbrew podstawowym regułom, ale wręcz niezgodnie ze zdrowym rozsądkiem. 

Święte prawo krytykowania innych

W żadnym razie nie ogranicza to ich chęci krytykowania, narzekania oraz domagania się ścigania tych innych, gorszych, rzeczywistych wrogów porządku publicznego. Bo przecież oni takimi nie są, gdyż po prostu takimi się nie czują. To wystarczy?

20 komentarzy:

  1. Co ma piernik do wiatraka? W obu przypadkach kolizji nie wiadomo jaka była ich przyczyna. Nie koniecznie musiało być to zawinienie kierowcy czy naruszenie zasad czy prawa.
    A krytykujemy bo widzimy jak wygląda paca policji i sądów.
    I skąd takie założenie, że "ci sami" (jacy?) obywatele nie są krytyczni wobec siebie"? A może właśnie krytykujący obywatele wymagają więcej od siebie i dlatego wymagają wyższej jakości działania sądów i policji?
    Rozumiem, że trzeba było wrzucić kontent na bloga, ale wpis jest całkowicie niepotrzebny i rażąco odstaje poziomem od reszty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och co do tego poziomu to bez przesady. Na pewno trafiły się gorsze albo równie fatalne :-)

      Usuń
  2. Trafna obserwacja, którą można by rozciągnąć na wiele innych dziedzin życia.

    Na ogólniejszym poziomie problem dotyczy podziału obowiązków i brania odpowiedzialności za swoją część tych obowiązków. To szwankuje nie tylko na drogach.

    Tendencję do przerzucania odpowiedzialności na innych i oczekiwania specjalnego traktowania dla siebie widać w systemie edukacji ("to nauczyciele są winni tego, że ja się nie nauczyłem"), w naszej codzienności (dlaczego straż miejska pozwoliła, żeby ten gość zaparkował w niedozwolonym miejscu - pomyślał sąsiad niesprzątając po swoim piesku) czy przy podpisywaniu umów ("gdzie był nadzór finansowy, gdy doradca podsuwał mi do podpisania umowę o prowadzenie ryzykownej inwestycji?").

    To coś kulturowego - oczekiwanie, że inni będą działać na najwyższych obrotach i zawsze zgodnie z naszym interesem, podczas gdy samemu nie stawiamy sobie zbyt wygórowanych standardów, nawet w stosunku do własnych spraw.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Relacja uczestników ruchu drogowego do przepisów jest autonomiczna, bezpośrednia, na zasadzie nie stosuję się (lub stosuję się do przepisów) i spotykają mnie za to określone prawem konsekwencje, albo udaje mi się ich uniknąć.
    Czyli relacja uczestnik ruchu drogowego i przepisy ruchu drogowego wygląda następująco: przepis prawa-jego przestrzeganie bądź nieprzestrzeganie przez uczestnika ruchu drogowego lub innego uczestnika ruchu drogowego.

    Relacja sąd-obywatel, policja-obywatel itp. wygląda zazwyczaj następująco: sąd-przepis prawa- obywatel, policja-przepis prawa-obywatel.

    Umocowaniem i podstawą działań władzy są przepisy. To jakiej treści są to przepisy i jak są stosowane wypływa na sytuację obywateli, nawet jeżeli ingerencja władzy jest inicjowana przez działania czy zachowania obywateli.
    Władza powinna liczyć się z tym, że podlega ocenie także krytycznej. Bo ten który włada wywiera wpływ na sytuację obywatela lub ostatecznie ją kształtuje nie do końca zgodnie z wolą obywatela, a nawet wbrew tej woli.
    Przepis nie zawsze ma potwierdzenie w normie społecznej czy kulturowej. Innymi słowy przepis nie zawsze spotyka się z akceptacją społeczną.
    Obowiązywanie przepisu wynika przede wszystkim z jego prawnego nadania.

    Autor bloga wskazuje na brak samokrytyki ze strony krytykujących poczynania władzy do własnych zachowań krytykujących .
    Czy jednak zdrowe jest krytykowanie samego siebie i do jakiego stopnia zdania psychologów są podzielone:-).
    Dominuje pogląd, że zbytni krytycyzm względem samego siebie działa destrukcyjnie na jednostkę.

    Reasumując,relacja uczestnik ruchu drogowego - przepisy prawa, a relacja władza-obywatel mają inny charakter.
    Ponieważ brak adekwatności w porównaniu sytuacji: uczestnik ruchu drogowego - przestrzeganie przepisów ruchu drogowego z sytuacją władza-przepisy prawa-obywatel, nie wydaje mi się uprawnione porównanie obu tych sytuacji na zasadzie obywatele są bezkrytyczni, bo sami nie przestrzegają przepisów ruchu drogowego, a poważają się krytykować jak przepisy stosuje sąd, policja i inne uprawnione do tego organy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaprezentowane schematy w żadnym razie nie tłumaczą zwykłej hipokryzji. Poza tym, w poście nie chodzi o to, że nie można krytykować "władzy". Chodzi o to, że własna niedoskonałość, lekceważenie prawa, czy wręcz jego świadome naruszanie nie ogranicza chęci krytykowania. Lajtowy przykład: pacjent czeka w kolejce na lekarza 2 godziny. Później ten lekarz czeka 30 minut na przesłuchanie w sądzie i zaraz na początku zeznań zaznacza swoje oburzenie z powodu oczekiwania. To np. dotyczy też niektórych tzw. przedsiębiorców. Łatwiej jest krytykować prawnika czy urzędnika.

      Usuń
    2. Jakby jakiś przedsiębiorca (także np. kancelaria prawna) funkcjonował jak sąd, to jego upadłość nastąpiłaby najpóźniej po trzech miesiącach.

      Sądy swoje funkcjonowanie opierają na legitymacji wynikającej z bycia atrybutem władzy państwowej - "Wyrok w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej" i poniekąd nie muszą się starać, bo są niezastępowalne.

      Podobnie - policja, prokuratura - może prowadzić śledztwa nawet 50 lat bez skutku, bo przecież i tak nikt ich nie zastąpi "prywatną prokuraturą".

      Taka sytuacja z życia - nakaz zapłaty wydany na początku grudnia, do dzisiaj jeszcze nie wysłany po ponad dwóch miesiącach. Ciekawe - ilu miałbym klientów, gdybym czekał z wysłaniem pozwu klienta ponad dwa miesiące? :)

      Oczywiście - wiem z czego to wynika. Z idiotycznych zmian - mających "przyspieszyć" proces. Sekretariaty nie wyrabiają się z wysyłaniem pism, bo są zajęte wysyłaniem uzupełnienia braków formalnych - w zakresie próby przedsądowego rozwiązania sporu - ten wymóg formalny jest idiotyczny. Do tego dochodzą jeszcze wezwania w zakresie sprecyzowania żądania odsetek - po kolejnych "genialnych" zmianach w regulacji odsetek za opóźnienie. No i jeszcze te sprawy, które powracają do sądu z e-sądu z powodu niemożliwości wydania nakazu zapłaty w elektronicznym także przez odsetki. Na szczęście były już minister Budka zamiast brylować w mediach powinien spalić się ze wstydu.

      Pragnę zaznaczyć, że te zmiany obciążają tak samo przedsiębiorców - czyli adwokatów i radców prawnych. I są dla nas niedogodne. Klient jest raczej średnio wyrozumiały na fakt, że przez zmiany jakiś geniuszy w MS nie sąd wydane jego nakazy zapłaty w e-sądzie i będzie musiał ponieść 4 razy większą opłatę w zwykłym postępowaniu.
      Albo święcenie oczami przed klientem - bo sąd w pozwie rozwodowym bezdzietnego małżeństwa - wzywa do uzupełnienia braku formalnego w zakresie niepodjęcia przedsądowego próby rozwiązania sporu. A ja zawsze myślałem, że wyrok rozwodowy jest jednym z wyroków koniecznych - nie można się rozwieść w drodze ugody :) Podobnie w sprawie zusowskiej - trudno zawrzeć ugodę z Zusem wyłączoną z mocy prawa.

      Było kiedyś coś takiego jak PBN-y - Państwowe Biura Notarialne - tacy państwowi notariusze na utrzymaniu państwa. Ile wtedy czekała się na akt notarialny np. spółki? Starsi koledzy mówią, że na początku lat 90, po wielkich łaskach i znajomościach, umowę spółki z o.o. można było załatwić najwcześniej po miesiącu. Ciekawe ilu klientów miałby dzisiaj notariusz, który proponowałby termin swoim potencjalnym klientom najwcześniej za miesiąc? podejrzewam, że ani jednego. Bo notariusz jest już ZASTĘPOWALNY, jak każdy przedsiębiorca. I to wymusza na nim jakość usług.

      Usuń
    3. Wydaje się, że uprzejmość i kultura w sytuacjach codziennych powinny być podstawowymi przedmiotami w szkołach podstawowych, a następnie w szkołach średnich, na studiach, studiach podyplomowych.
      Inaczej nie widzę możliwości zmiany tego typu zachowań jak opisane powyżej.

      Usuń
    4. Wpis "Anonimowy 20 lutego 2016 14;24" dot. wypowiedzi autora bloga z 20 lutego o godz. 13; 28.

      Usuń
    5. @ Anonimowy 20 lutego 2016 13:58
      Porównanie sądu z kancelarią zupełnie nietrafione, choćby z tego względu, że sąd jest monopolistą, a tego typu „firmy” raczej nie upadają:-)

      Myślę jednak, że nie wiesz, jak funkcjonuje sąd, i z jakimi problemami trzeba się mierzyć. Chyba, że orzekałeś. Np. kancelaria prawna, to zupełnie inna bajka. Jeśli jest za dużo spraw, to albo jest super i daje się to obsłużyć albo zatrudnia się dodatkowego prawnika albo deleguje się obowiązki. W sądzie jest coraz więcej spraw (dzięki ustawodawcy i m.in. dzięki nowym prawnikom) przy coraz mniejszym zasobie kadrowym. W tym tkwi zasadniczy problem.

      Nie wiem o co chodzi ze stwierdzeniem, że sądy „nie muszą się starać”. Być może chodzi o to, że nie muszą i nie chcą się starać, aby mieć tak dużo spraw. To prawda i jednocześnie gwóźdź do przewlekłości.

      O prokuraturze też niczego nie wiesz. Jakie sprawy prokuratura prowadzi przez 50 lat i ile ich jest? Jaki to jest procent ogółu spraw. To ułamek. Proszę powiedzieć albo sprostować :-)

      Błędy ministerstwa, sądów, sędziów, pracowników sądowych, urzędników były i będą. Nie chcę tego teraz usprawiedliwiać. Chodzi raczej o to, że sądy stały się bierne na różnego rodzaju zastrzeżenia, podczas gdy żyjemy w społeczeństwie, które nie dostrzega żadnych swoich wad. Żadnych.

      Przykład z nakazem trafiony. Podam więcej. Sprawy wpłynęły w grudniu i jeszcze nie zostały wydane nakazy. Z czego to wynika? Czy to na pewno wina konkretnych ludzi, bo tego dotyczy post? I czy to usprawiedliwia osoby, które mają krytyczny stosunek wobec innych? A czy strona, pełnomocnik, zawsze są uczciwy i prawdomówni wobec sądów? Czy nie przedłużają, komplikują procesu? Czy zawsze podnoszą uczciwe i odpowiadające prawdzie zarzuty, co wydłuża sprawy? Nie zgłaszają wniosków prowadzących do przewlekłości postępowań? Nie zgłaszają dziwnych zażaleń, wniosków dowodowych, wniosków o wyłączenie sędziego, nie wyręczają się instytucjami państwowymi, np. prokuraturą? O to chodzi w poście.

      Jedna strona ma około 100 spraw w sądzie. Kończę 15 spraw (wszystkie zwycięskie dla strony) i we wszystkich składa wniosek o uzasadnienie. Piszę te uzasadnienia przez 30 dni, a w tym czasie podejmuje pilne sprawy (np. wnioski o zabezpieczenia, rozprawy). Co robi ta strona? Składa wniosek o przyspieszenie jednej z tych stu spraw, tak jakby nie wiedziała, że jej wnioski o uzasadnienie angażują tego konkretnego sędziego. O to chodzi w poście.

      Zmiany, o których piszesz też są niedogodne dla sędziów. O tym się zapomina. Ja też świecę oczami przed stroną, pełnomocnikiem, czy świadkami i prezesem. Mam też swoje własne zmartwienia i stresy z tym związane.

      Chciałbym, aby mógł mnie ktoś zastąpić, np. w wyznaczaniu terminów rozpraw albo na rozprawie. Ale się nie da.Coś takiego, jak delegowanie obowiązków praktycznie nie istnieje.

      Usuń
    6. /nakaz zapłaty wydany na początku grudnia, do dzisiaj jeszcze nie wysłany po ponad dwóch miesiącach/

      Znam prywatnych biznesmenów, u których tydzień trwa rejestracja poczty, a wysłanie pisma potrafi trwać miesiącami. To komornicy.

      Usuń
  4. Dla kwestii przestrzegania i poszanowania prawa znaczenie mają nie tylko nawyki kulturowe Polaków wynikające z utrwalonego mentalnie nieposzanowania prawa zaborców, okupanta, a następnie władz komunistycznych. Znaczenie ma także jakość prawa i akceptacja społeczna dla tego prawa.

    Jakiej jakości jest polskie prawo?
    Co z uchwalaniem przepisów na zasadzie przepis goni przepis czyli ich nadprodukcją.
    A przecież potrzeba czasu, żeby przepisy zaistniały i utrwaliły się w świadomości społecznej.
    Przeciętny Kowalski nie zaczyna dnia od sprawdzenia co nowego w Dzienniku Ustaw czy Monitorze Polskim. Nie robi tego także co tydzień, a nawet co miesiąc.
    Czy w tym przypadku oczekiwanie "poszanowania prawa" (które w moim pojęciu oznacza coś więcej niż respektowanie prawa) to nie za znaczne wymaganie, skoro z ledwością, albo i nie, przychodzi społeczeństwu przestrzeganie prawa?

    Stosujący prawo "obrywają" za te mankamenty, związane z polskim prawodawstwem, w tym obwiniani są, niezależnie od tego jak stosują prawo, za treść nieakceptowanego społecznie prawa. Jednak najbardziej cierpi na tym społeczeństwo, wobec którego to prawo jest stosowane.
    Władza korzysta bowiem z przynależnych jej atrybutów władzy, jest też zazwyczaj jak na warunki polskie dobrze opłacana.
    Przeciętnemu Kowalskiemu nie pozostaje natomiast nic jak podległość akceptowanemu lub nieakceptowanemu przez siebie prawu no i może krytyka poczynań władzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi przykro, ale to typowe, standardowe tłumaczenie hipokryzji. Pewnie ma znaczenie w takich kwestiach szczegółowych, jak np. podatki, ale nie ma żadnego znaczenia dla podstawowych zachowań, o których pisałem, tj. zasady ruchu drogowego, zachowanie w parkach, na stadionach, na osiedlu, czy choćby w sądzie. Z tymi zaborami to również lekka przesada. Nie chodzi przecież o walkę z okupantem. Poza tym, jakie to ma znaczenie dla 15 letnich piratów komputerowych :-)

      Usuń
    2. Nie poczuwam się do hipokryzji. Nie wszystkie zachowania ludzkie utożsamiam natomiast z przestrzeganiem lub nieprzestrzeganiem prawa. Opóźnienia przyjęcia pacjenta u lekarza czy opóźnienia rozpoznania sprawy w stosunku do godziny wskazanej na wokandzie z prawem nie mają nic wspólnego, za to z organizacją pracy i owszem, a sposób wytłumaczenia z czego te opóźnienia wynikają z kulturą osobistą jak najbardziej.
      Z tymi zaborami to nie jest przesada, bo Polska niepodległość odzyskała niespełna 100 lat temu i niektórzy z nas mieli lub mają to szczęście mieć dziadków, którzy pamiętali początki wieku XX, a czasem i wiek XIX. Tak się składa, że 15 letnich piratów komputerowych wychowujemy w polskich rodzinach, a pewne przekazy i obyczaje są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Zmiana przyzwyczajeń, tradycji, mentalności człowieka to proces powolny.
      Powszechnie znanym jest, że podejście Polaków do przestrzegania prawa jest inne niż podejście Niemców, i proszę mi wierzyć, że ta różnica wynika także z uwarunkowań historycznych.

      Usuń
    3. O nie! Ja nie zarzucam Tobie hipokryzji. A co do lekarza. Jeśli się umawiam z lekarzem na konkretną usługę i na konkretną godzinę, to zawieram umowę. Jeśli lekarz nic sobie z tego nie robi, to naruszana prawo. I to jest m.in. właśnie przykład na to, że pewne kwestie bagatelizujemy a inne uwypuklamy. Fajne wyszło.
      Wiem, że są pewne uwarunkowania kulturowe (np. Włosi), historyczne itp. Ale ja bym tego nie wyolbrzymiał. To prosta droga do betonowania pewnych zachowań.

      Usuń
    4. /Przeciętny Kowalski nie zaczyna dnia od sprawdzenia co nowego w Dzienniku Ustaw czy Monitorze Polskim/

      Przeciętnego Kowalskiego nie dotyczy 99% zawartości DzU i MP. A nawet nie zdziwiłbym się gdyby nie dotyczyło go i 99,9% (zwłaszcza objętościowo).
      O tym 1% i tak dowie się z mediów.

      Usuń
    5. /Przeciętnego Kowalskiego nie dotyczy 99% zawartości DzU i MP. A nawet nie zdziwiłbym się gdyby nie dotyczyło go i 99,9% (zwłaszcza objętościowo).
      O tym 1% i tak dowie się z mediów/
      Ciekawe jak Pan to obliczył?

      Usuń
    6. Zgodnie z regułą "90% liczb znalezionych w internecie jest wziętych z powietrza" :)

      Oczywiście, że nie zamierzam przetrząsać dwóch tysięcy pozycji DzU pod kątem statystyki, chodzi o zasadę - w codziennym życiu obywatela nie jest mu potrzebna wiedza o:
      - uznawaniu dyplomu uczelni za równoważny z egzaminem kwalifikacyjnym,
      - współczynników równoważności ilości mleka
      - słupskiej SSE
      - realizacji programów w zakresie polityki spójności
      - treści wniosków składanych przez producentów mleka
      (to w dużym skrócie przedmiot pięciu najświeższych aktów prawnych opublikowanych 22 lutego, poz. 216-220)
      Co więcej, przypuszczam że znajomość któregokolwiek z tych aktów jest zbędna dla co najmniej 90% praktykujących prawników.

      Usuń
  5. Czytając post i komentarze do niego zastanawiam się
    czy nie za wielką wagę przypisujemy do prawa w odniesieniu do zachowań społecznych (w tym do krytyki prawa i władzy), wszak prawo to tylko przepisy, które nie zastąpią rozsądku, przyzwoitości, kultury i empatii człowieka dla człowieka, empatii dla przyrody, której jesteśmy częścią.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeden przykład prawa na papierze, które praktycznie w 100% funkcjonuje w życiu. Zakaz palenia w lokalach gastronomicznych itp. Dlaczego? Bo Polacy to akceptują i uważają za rozsądne i odpowiednie. ograniczenie prędkości do 30 na wyremontownej już drodze, ale bez narysowania pasów ruchu już takie nie działa. :)

    OdpowiedzUsuń