Wyśmiewanie "nieudanych" fragmentów uzasadnień wyroków.


Zauważyłem, że coraz częściej na różnych forach internetowych, czy na facebook'u zamieszcza się fragmenty uzasadnień wyroków, czy postanowień, których jedynym celem jest obśmianie autora takiego uzasadnienia. Czy to jest dopuszczalna forma krytyki ? Mam wątpliwości. Zastanawia mnie jednak coś innego. Czy takie zachowanie przystoi adwokatowi, czy radcy prawnemu. 


Prawo do błędu

Banałem jest stwierdzenie, że każdy ma prawo do błędu. W przypadku sędziów sytuacja pewnie wygląda nieco inaczej. Trudno jest nam zaakceptować błąd w wydanym wyroku. Poniekąd jest to uzasadnione. 

Zaobserwowane zjawisko nie dotyczy jednak błędu w orzekaniu. Chodzi mianowicie o same fragmenty uzasadnień, które stają się powodem kpin. W tym wypadku nie chodzi o to, czy wyrok był prawidłowy czy też nie. Istotą zainteresowania jest sam lapsus językowy albo jakiś błąd w rozumowaniu, który ostatecznie nie miał żadnego przełożenia na prawidłowość wydania wyroku. 

Publikować pisma procesowego pełnomocników ?

Pomyślałem, że pełnomocnicy są w komfortowej sytuacji, gdyż im takie rzeczy uchodzą na sucho. Sędziowie czegoś takiego z całą pewnością nie mogliby robić. Z drugiej jednak strony można spekulować, co by było gdyby w sieci zaczęto ujawniać autentyczne pisma procesowe pełnomocników.

Te wszystkie karkołomne wnioski typu "kombo", czyli oparte o schemat, "jak nie to, to tamto, a jak nie tamto, to jeszcze co innego". Znalazłoby się wiele interesujących rozważań prawnych na temat instytucji, których nie ma w polskim systemie prawnych, choć według pełnomocnika sąd powinien je zastosować. Można by było ujawnić "pisemne łajania", które pełnomocnicy nazywają wymianą stanowisk. Że nie wspomnę o absurdalnych poglądach, dziwacznych interpretacjach prawnych, nietrafionych podstawach prawnych czy pozwach na pół strony w wielowątkowej sprawie np. o 70.000 zł. I tak dalej, i tak dalej.

Nie warto

Takie postępowanie tylko utwierdza społeczeństwo w błędnym przekonaniu, że można mówić jedynie o polskim wymiarze niesprawiedliwości. Takie zachowania tylko ugruntowują w błędnym przekonaniu tych, którzy uważają, że sędziowie nagminnie popełniają błędy, a ich orzeczenia nie odpowiadają przepisom prawa. 

Po co tak robić ? W imię czego ? Pewnie każdy ma prawo do emocji. Każdy ma prawo do błędu. Być można istnieje też prawo do absurdu. Można to analizować, ale chyba bez przywoływania autora, zwłaszcza jeśli samo orzeczenie jest prawidłowe.

11 komentarzy:

  1. Mamy wolność słowa i każdy ma prawo do komentowania wyroków. Osobną kwestią jest odpowiedzialność za swój komentarz. Jeśli Sędzia uważa, że został niesłusznie skrytykowany, to może podjąć stosowne działania prawne. Z kolei jeśli chodzi o adwokatów i radców prawnych, to przecież obowiązuje ich kodeks etyki, który reguluje tę kwestię. Przykładowo ja zamieściłem pozew radcy prawnego na swoim blogu, gdyż reprezentował on instytucję publiczną i nie widzę w tym niczego złego. Wręcz przeciwnie, opinia publiczna może zobaczyć jak wygląda podejście niektórych organów władzy publicznej do obywatela. Na marginesie tylko dodam, że nie nigdy nie należałem i nie należę do żadnej z korporacji prawniczych, więc nie obowiązuje mnie kodeks etyki. Skoro więc osoba bez "fachowego" przygotowania jest w stanie prawidłowo odczytać treść norm prawnych w przeciwieństwie do profesjonalnego pełnomocnika, to chyba upublicznienie tego faktu jest uzasadnione i konieczne?

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przesadzajmy - trochę więcej luzu.

    Wszystkie orzeczenia były zanimizowane, zmazane były dane sądu, stron, sygnatury - przynajmniej te, które do tej pory widziałem.

    Poza tym to są tylko literówki, niefortunne zbitki wyrazowe, których przecież mnóstwo jest i w pismach pełnomocników.

    Takie kwiatki jak: adres do dręczeń, sąd zasądził po wódce - a może tak akurat było ;) - ich wychwycenie nie ma na celu szydzenia czy wyśmiewania poziomu merytorycznego sądu. Takie są uroki korzystania z edytorów tekstu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale wydaje mi się, że nie chodzi o ośmieszenie osoby, tylko o pokazanie czegoś, co samo w sobie jest śmieszne - np. jak na elektronicznej wokandzie są terminy wyznaczone na godzinę 24.00.
    http://bartoszcze.blox.pl/2012/09/Sad-24-godzinny.html

    A w ogóle to dziękuję za przypomnienie, żeby zajrzeć na profil "Sędzia płakał jak oddalał" ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. http://www.kancelaria.lex.pl/czytaj/-/artykul/strasburg-adwokat-ma-prawo-krytykowac-sedziego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dotyczy tematu. W znanym orzeczeniu chodzi o krytykę sędziego dokonaną przez adwokata w związku z prowadzoną przez tego adwokata sprawą.

      Usuń
    2. W mojej ocenie ma jednak pewien związek. W artykule mowa jest bowiem o granicach dopuszczalnej krytyki. Uważam, że te granice dopuszczalnej krytyki są aktualne w sytuacji, gdy adwokat krytykuje sędziego, choć ten nie orzeka w sprawie prowadzonej przez adwokata. Wydaje się, że skoro adwokat prowadzący sprawę może krytykować sędziego orzekającego w danej sprawie w granicach dopuszczalnej krytyki, to adwokat nieprowadzący sprawy, krytykując sędziego orzekającego w danej sprawie, też nie powinien wspomnianych granic przekraczać. Może te granice dopuszczalnej krytyki powinny być wyznacznikiem tego co dopuszczalne i zgodne z dobrymi obyczajami?

      Usuń
    3. Pytanie, czy wyśmiewanie jest formą krytyki :-) Poza tym, adwokaci i radcy prawni są związani zasadami etyki.

      Usuń
  5. / Każdy ma prawo do błędu. Być można istnieje też prawo do absurdu. Można to analizować, ale chyba bez przywoływania autora, zwłaszcza jeśli samo orzeczenie jest prawidłowe. /

    Z tym prawem do absurdu w orzeczeniach sądowych to już chyba przesada. W końcu sędzia wydaje wyrok w imieniu RP.

    Poza tym czemu miałoby służyć utajnianie nazwiska sędziego - autora absurdalnej wypowiedzi? Oczywiście poza interesem samego sędziego, który się nie popisał? Czy ujawnianie niedorzeczności, nielogiczności w uzasadnieniach orzeczeń, bez podawania nazwisk ich autorów, spowoduje inną ocenę krajowych sędziów przez społeczeństwo?
    Skąd bierze się przekonanie Pana Sędziego, że ujawnianie w internecie autentycznych orzeczeń z zamazanymi nazwiskami sędziów nie będzie "utwierdzało społeczeństwa w błędnym przekonaniu, że można mówić jedynie o polskim wymiarze niesprawiedliwości ... i że sędziowie nagminnie popełniają błędy"?

    Moim zdaniem dla oceny sądownictwa w Polsce nie ma znaczenia czy nazwiska sędziów są ujawniane czy nie. W PRL-u opowiadano anegdoty o milicjantach bez podawania ich nazwisk i też nie zapobiegło to ugruntowaniu się negatywnej opinii o MO. Nie ważne było, który to personalnie milicjant wypisał kierowcy mandat: "za niemanie świateł".
    sasanka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzi o wyśmiewanie fragmentów uzasadnienia dokonane przez adwokata czy radcę prawnego w oderwaniu od prawidłowości orzeczenia. To nie jest krytyka.

      Usuń