Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2015

Niezrozumienie na linii sąd - pełnomocnik, czyli informowanie o zwrocie opłaty

Pamiętam dzień, w którym pewien pełnomocnik przyszedł do sekretariatu z pretensją. Był niezwykle oburzony, gdyż odebrał przesyłkę sądową zawierającą nakaz zapłaty wraz z pouczeniem o możliwości złożenia zażalenia na postanowienie o kosztach postępowania zawarte w wydanym nakazie zapłaty. Nie bardzo było wiadomo skąd tyle złości. Pełnomocnik wyjaśniał, że bardzo dobrze wie, iż przysługuje jemu zażalenie i nie należy o tym pouczać zawodowego pełnomocnika. Pracownicy sekretariatu i tak nie mogli zrozumieć o co tyle zamieszania. 

Czy posiedzeniem, na które sprawa została skierowana, według art. 79 ust. 1 pkt 3a ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych, jest pierwsze posiedzenie przeznaczone na rozprawę ?

Zgodnie z uchwałą Sądu Najwyższego z dnia 29 marca 1994 r. (III CZP 32/94, OSNC 1994/10/189) "posiedzeniem, na które sprawa została skierowana, według art. 36 ust. 1 pkt 2a ustawy z dnia 13 czerwca 1967 r. o kosztach sądowych w sprawach cywilnych (Dz. U. Nr 24, poz. 110 ze zm.), jest pierwsze posiedzenie przeznaczone na rozprawę". Mam jednak wątpliwości, czy ta uchwała jest wciąż aktualna. 

Częścowe cofnięcie pozwu przed uprawomocnieniem się nakazu zapłaty i przed jego zaskarżeniem

Nie jest niczym przyjemnym kiedy po wydaniu nakazu zapłaty, zanim nastąpi jego uprawomocnienie i zaskarżenie, strona powodowa cofa pozew w części i to jeszcze bez zrzeczenia się roszczenia. Z punktu widzenia sądu sprawa była jakby zakończona, a tu okazuje się, że jeszcze trzeba podjąć czynności, które generują sporo czasu i wywołują wątpliwości interpretacyjne. 

Mentalność świadka

Wiele napisano na temat przewlekłości postępowań sądowych. Niewiele napisano o tym, jaki wpływ na opóźnienie w rozpoznaniu sprawy ma nieobecność świadków. Korciło mnie, aby o tym napisać, ale nie miałoby to większego sensu. Zostałbym zapewne kolejną osobą, która próbuje usprawiedliwiać przewlekłość postępowań sądowych. Dlatego spróbuję rozszyfrować potencjalnego świadka, który nie ma zamiaru stawić się w sądzie i prezentuje charakterystyczną dla wielu świadków argumentację.


Sędziowie ślęczą nad aktami spraw w kawiarniach ?

W dniu 4 marca 2015 roku w "Prawnik.pl" opublikowany został artykuł autorstwa Ewy Marii Radlińskiej, któremu nadano nośny tytuł: "Kawiarnia to nie miejsce pracy dla prawnika". Na samym początku tego artykułu pojawiła się teza sugerująca, że zwłaszcza sędziowie przeglądają akta w kawiarniach. Temat zapewne ciekawy, choć nie jestem przekonany, aby sama teza odpowiadała rzeczywistości. 

"Niepożądane zachowania"

Niektórzy, jak słyszą wyrażenia takie jak "niepożądane zachowania", stają się jakby bardziej nerwowi. Inni są szczerze rozbawieni. Są też tacy, którzy wręcz podziwiają autorów takich wyrażeń. Muszę przyznać, że i ja nie mogę przejść obojętnie przed tego typu sformułowaniami. W polskiej prawosferze brakuje zaklinania, kreowania rzeczywistości, używając takiego kamuflażu.

Zwrot pozwu z powodu braku podstaw do wydania nakazu zapłaty w postępowaniu nakazowym.

Od razu trzeba zastrzec, że tak sformułowany temat jest pewnego rodzaju skrótem myślowym. Ponadto, muszę przestrzec, że prezentowany pogląd nie jest powszechnie akceptowany. Właściwie to powinienem napisać, że opisane rozwiązanie problemu jest raczej kontrowersyjne. Chodzi mianowicie o to, czy uzasadniony jest zwrot pozwu w sytuacji, gdy stwierdzono brak podstaw do wydania nakazu zapłaty w postępowaniu nakazowym a strona powodowa uiściła jedynie ¼ opłaty sądowej. 

Pozew o zapłatę sumy wekslowej sporządzony na formularzu P.

Mogę śmiało napisać, iż powszechną praktyką jest, że pozew w sprawie o zapłatę kwoty 10.000 zł wynikającej z wystawionego weksla nie jest składany na urzędowym formularzu P. Oznacza to, że niemal powszechnie akceptuje się wadliwą praktykę. Konsekwencją tego jest również nieprawidłowe ustalanie opłaty sądowej.

Pan mecenas napisał do Pana redaktora.

W ostatnim czasie ciągle słyszę o znanym mecenasie i jego "prywatnej" - bo tak to już można nazwać - wojence z równie znanym redaktorem. W tym momencie można już chyba postawić pytanie czy takie postępowanie adwokata nie nastręcza problemów wymiarowi sprawiedliwości.